Posłuchaj rozmowy w audycji "Poranek Dwójki" >>>
"Historie łajdackie" to opowiadania, które Jacek Dehnel pisał przez kilka lat. Nie są jednak przypadkową zbieraniną – przeciwnie, spaja je wyraźny ton. Jak mówi autor – "unosi się nad nimi duch naszych czasów": niepokój, poczucie przesuniętych granic, potrzeba wyjścia poza narzucone role. Dehnel splata dramatyczne historie – prawdziwe i zmyślone – w opowieść o przekraczaniu norm. I chociaż prowadzi czytelnika przez różne epoki, miasta i literackie konwencje, całość brzmi całkiem współcześnie.
- Te historie przeważnie biorą się od dobrego zaczątku. Na przykład może to być sąsiedzka wizyta, na której opowiedziano mi absolutnie fantastyczną anegdotę. Dostajesz dobra historię, doświadczasz i piszesz. Oczywiście musisz do tego wymyślić dobrą oprawę – przeważnie jest to narracja ramowa, w której umieszczamy tę historię - wyjaśnił gość "Poranka Dwójki".
"Historie łajdackie". Skąd Jacek Dehnel bierze swoje opowieści?
Do napisania dobrego opowiadania może wystarczyć anegdota, czasem notatka prasowa, a czasem jakaś fotografia. Jednak – zdaniem Jacka Dehnela – trzeba historii nadać wyrazistości, dodać dynamiki. - Jesteśmy już na innym etapie niż literatura w czasach pokoju. Trochę już tego przeczytaliśmy i napisaliśmy, wiemy więc, że można to trochę podkręcić.
Doskonałym przykładem jest informacja w gazecie, w której Jacek Dehnel odnalazł zeznania z pogromu kieleckiego. To go zainspirowało do napisania jednego z opowiadań do tomu "Historie łajdackie".
- Pewna historia wzięła się też ze zdjęcia. Zobaczyłem, że bardzo porządny aptekarz z miasta Kufstein zrobił zdjęcia węgierskiemu zbójnikowi, który był uwięziony w twierdzy. To nie jest nic ambitnego artystycznie, bo były zrobione po to, by sprzedawać je jako ciekawostkę czy pamiątkę. Jednak jest coś niesamowitego w tym zderzeniu postaci – aptekarza, który jest częścią miejscowej elity i węgierskiego zbójnika, wziętego gdzieś z zupełnie innej części imperium. Zawsze jest jakaś ciekawa historia, czasami emocja, natomiast potem zawsze jest reaserch, a czasem nawet wyprawa - mówił pisarz.
Czytaj też:
Topografia pamięci według Jacka Dehnela
Jacek Dehnel nazywa swoje "Historie łajdackie" opowieścią o miastach i ludziach. W tych tekstach to właśnie opisywane miejsca stają się równorzędnym bohaterem. Autor z precyzją archiwisty, ale i wrażliwością prozaika wydobywa lokalny koloryt – topografię ulic, społeczne hierarchie, język, którym mówi dana wspólnota.
- Interesuje mnie lokalność – to, jak konkretne miejsce kształtuje historie. Dziś możemy podróżować łatwiej niż kiedykolwiek, ale paradoksalnie przez globalizację charakter miejsc się zaciera, czasem ulega sztucznej stylizacji. Dotarcie do prawdziwego Kadyksu, Kufsteinu czy Kielc jest trudniejsze, bo przykrywają je kolejne warstwy ujednolicenia. Dlatego wracam do przeszłości, gdy lokalności były intensywniejsze, bardziej wyraziste - opowiadał Jacek Dehnel.
***
Tytuł audycji: Poranek Dwójki
Prowadzenie: Katarzyna Hagmajer-Kwiatek
Gość: Jacek Dehnel (pisarz, poeta)
Data emisji: 24.02.2026
Godz. emisji: 8.30