"Soyka / Stańko". Muzyczny dokument niezwykłego spotkania sprzed czterech dekad

Ostatnia aktualizacja: 14.08.2026 07:29
- Właśnie straciliśmy tatę i nagle pojawiło się coś, czego nie znaliśmy. A kiedy słuchałem tej płyty, miałem bardzo przyjemne uczucie przebywania z tatą w sytuacji, w której on pływał jak ryba w wodzie. Jestem wdzięczny im obu – Tomaszowi i tacie – że zostawili taki bonusik po skończeniu gry - mówił w Dwójce Antoni Soyka, producent muzyczny i kompozytor, syn Stanisława Soyki. Nagrania, które po blisko czterdziestu latach odnalazły się w archiwach Polskiego Radia, ukazują się na albumie "Soyka / Stańko".
Nagrania, które po blisko czterdziestu latach odnalazły się w archiwach Polskiego Radia, ukazują się na albumie Soyka  Stańko
Nagrania, które po blisko czterdziestu latach odnalazły się w archiwach Polskiego Radia, ukazują się na albumie "Soyka / Stańko"Foto: Andrzej Wasilkiewicz/REPORTER/East News / Beata Zawrzel/REPORTER/East News

Posłuchaj rozmowy <<<

Już wkrótce ukaże się album "Soyka / Stańko" – niezwykły dokument spotkania dwóch wybitnych osobowości polskiej muzyki. Materiał został zarejestrowany w 1988 roku podczas dwóch jednodniowych, eksperymentalnych sesji w Studiu S-4 Polskiego Radia. Stanisław Soyka i Tomasz Stańko stworzyli wówczas muzykę niemal w całości improwizowaną: w sierpniu nagrali suitę "Medula oblangada", a kilka miesięcy później – sześcioczęściową "Suitę zaduszną". Taśma z nagraniami przeleżała w radiowym archiwum blisko cztery dekady, by dopiero teraz zostać odnaleziona i opracowana na potrzeby nowego wydawnictwa.

Soyka: od improwizacji do międzynarodowego sukcesu

Tuż przed spotkaniem z Tomaszem Stańką Stanisław Soyka coraz mocniej zanurzał się w improwizowanej scenie elektronicznej, a jego muzyka zaczynała wybrzmiewać także poza Polską. Podczas jednego z zagranicznych koncertów został zauważony przez dyrektora artystycznego RCA Records. To spotkanie otworzyło przed nim drzwi do profesjonalnych nagrań i, co dla artysty miało wówczas szczególne znaczenie, dało mu finansową stabilizację.

- Franz von Ausberg, ówczesny dyrektor artystyczny, powiedział, że przydałoby się studyjne nagranie, dwa, trzy utwory, ale takie, żeby miały już tę high-endową jakość. Po paru dniach weszliśmy do studia - wspominał Soyka. Jeszcze ważniejszy okazał się jednak pierwszy kontrakt publishingowy. - Jego interesowały tylko moje melodie. Ja nie musiałem pisać tekstu. Dzięki temu spłaciłem długi, które zaciągnąłem w Polsce - opowiadał w archiwalnym wywiadzie.

Czytaj też:

W świecie muzycznej swobody

Kiedy w 1988 roku Stanisław Soyka wrócił na dobre do Polski, miał już za sobą doświadczenia zagranicznej sceny i wiedział, jak funkcjonuje tamtejszy rynek muzyczny. Był więc znacznie lepiej zorientowany w mechanizmach show-biznesu i świadom tego, jak poruszać się w świecie profesjonalnej muzyki.

- Doświadczenie w RCA było cenne, wiele się tam nauczył. Z drugiej strony zetknął się z bezwzględnym światem branży – dużego labelu, formatowania artysty pod konkretne oczekiwania i ograniczeń, które zawężają wybory. Sesja ze Stańką była więc dla niego jak wskoczenie do czystego, przyjemnego jeziorka - mówił Marcin Soyka.

- Myślę, że to było dla niego niezwykle przyjemne, jak odetchnięcie świeżym powietrzem - dodał syn artysty i perkusista jazzowy. - Niezależnie od tego, czy to nagranie miałoby swoją premierę i ujrzało światło dzienne, czy nie, sam fakt spędzenia kilku godzin w studiu z Tomaszem Stańką i takiego grania bez trzymanki, bez planu, musiał być dla niego czymś wyjątkowym.

Nieznany rozdział muzycznej historii

O istnieniu sesji Stanisława Soyki i Tomasza Stańki jego synowie dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy po latach nagrania zostały odnalezione w archiwach Polskiego Radia. Dla nich odkrycie nagrań okazało się czymś więcej niż tylko powrotem do nieznanego wcześniej fragmentu artystycznej biografii ojca.

- Miał tutaj znaczenie też moment, bo właśnie straciliśmy tatę i nagle pojawiło się coś, czego nie znałem. A kiedy słuchałem tej płyty, miałem bardzo przyjemne odczucia. Miałem takie przyjemne uczucie przebywania z tatą w jakiejś sytuacji, w której on pływał jak ryba w wodzie. Niezwykłe jest to doznanie. To jest coś unikatowego. Jestem wdzięczny im obu – Tomaszowi i tacie – że zostawili taki bonusik po skończeniu gry - mówił Antoni Soyka, producent muzyczny i kompozytor.

Sesja "Soyka / Stańko" w obiektywie aparatu fotograficznego

Muzyczny zapis spotkania Soyki i Stańki zachował się nie tylko na taśmach. Śladem tamtych sesji są również fotografie Andrzeja Tyszki, który towarzyszył artystom podczas nagrań. Wybrane zdjęcia z tamtego czasu znalazły się dziś we wkładce zarówno winylowego, jak i kompaktowego wydania albumu, pozwalając zajrzeć za kulisy tego niezwykłego spotkania.

- Obaj się lubili. To pozwalało mi robić lepsze zdjęcia, bo mieli do mnie zaufanie i nie musieli się tak bardzo kontrolować. Kiedy przychodzili do mnie, stawali się bardziej sobą. Z dużą przyjemnością wspominam wszystkie te sesje – z Tomkiem miałem ich około 30–40, ze Staszkiem pewnie ze 20. Zdjęcie Tomka jest z 1987 roku, a Staszka z 1988, czyli z czasu, kiedy zostało dokonane to nagranie. To były dla mnie bardzo płodne czasy pod względem fotograficznym. Muzyka była wtedy po prostu wentylem bezpieczeństwa. W tych szarych, smutnych czasach fotografie muzyków cieszyły się ogromnym odbiorem, a obaj panowie byli po prostu na szczycie - opowiadał w Dwójce Andrzej Tyszka.

***

Przygotowanie: Andrzej Zieliński

Goście: Maciej Soyka (perkusista jazzowy), Antoni Soyka (producent, kompozytor), Andrzej Tyszka (fotograf)

Data emisji: 14.08.2026

Godzina emisji: 7.30

Materiał wyemitowano w audycji "Poranek Dwójki".

oprac. Anna Myśliwiec

Czytaj także

"Soyka / Stańko". Mistrzowskie nagrania sprzed lat w wydawnictwie Polskiego Radia

Ostatnia aktualizacja: 07.05.2026 17:37
U schyłku komunizmu w Polsce i niemal całej Europie Środkowo-Wschodniej, w szarej Warszawie na chwilę przed obradami okrągłego stołu, Soyka i Stańko nagrali muzykę wspaniałą, wymagającą i… zapomnianą na blisko czterdzieści lat. Odnaleziona sześcioczęściowa "Suita zaduszna" znajdzie się w albumie "Soyka / Stańko", dokumentującym dwie jednodniowe, eksperymentalne sesje nagraniowe w Studiu S4.
rozwiń zwiń
Czytaj także

"Atom Goes Funky". Mateusz Smoczyński: zaczęło się od naszego koncertu w Dwójce

Ostatnia aktualizacja: 03.07.2026 12:01
- To wszystko trochę zaczęło się od naszego koncertu w Dwójce. Zostaliśmy poproszeni o to, żeby przygotować cały materiał z płyty "Seifert". I tam bardzo spodobał się nam utwór "Nastigal". Pomyśleliśmy sobie, że może to jest właśnie dobry trop, żeby pójść w stronę grania muzyki funkowej - mówił w Dwójce o płycie "Atom Goes Funky" Mateusz Smoczyński z Atom String Quartet.
rozwiń zwiń