Jarosław Szubrycht: Andrzej Zaucha był skazany na muzykę

Ostatnia aktualizacja: 23.10.2021 17:00
- Andrzej Zaucha nie był w stanie przed muzyką uciec. Ale też nie bardzo próbował, bo jego ciocia opowiadała, że na zakupach czmychał do miejsca, gdzie znajdował się fortepian. Podkradał się do niego i próbował grać. Muzyka ciągnęła go od zawsze - mówił w Dwójce Jarosław Szubrycht, dziennikarz oraz autor biografii Andrzeja Zauchy "Życie, bierz mnie".
Andrzej Zaucha
Andrzej ZauchaFoto: Grzegorz Rogiński/PAP

Andrzej Zaucha PAP 1200.jpg
Jarosław Szubrycht: przeczuwałem, że Zaucha to fajny facet

Bohaterem audycji był wokalista rhythm-and-bluesowy i jazzowo-popowy, saksofonista altowy i perkusista, a także aktor, artysta kabaretowy i kajakarz - Andrzej Zaucha. 10 października minęła 30. rocznica jego tragicznej śmierci.


Posłuchaj
118:15 2021_10_23 15_00_19_PR2_Dwie_do_setki.mp3 Andrzej Zaucha. Gwiazdor mimochodem (Dwie do setki/Dwójka)

Andrzej Zaucha był jednym z najciekawszych talentów i najwspanialszych głosów w historii polskiej muzyki. Prywatnie: kochającym mężem i ojcem, świetnym przyjacielem, duszą towarzystwa. Mógł zostać kajakarzem, ale zdecydował się na muzykę. - Sport miał bezpośredni wpływ na to, jakim był wokalistą - opowiadał Jarosław Szubrycht. - Kajaki, które porzucił dla muzyki, sprawiły, że po prostu był lepszym śpiewakiem. Miał świetny warsztat i ten sportowy etos pracy. Zaciętość, zdolność do zapamiętania się w treningu. 

- Jest taki mit o tej pracowitości Andrzeja Zauchy, trochę krzywdzący, że to jego śpiewanie było takie z powietrza, zupełnie naturalne. Przychodziło mu to z wielką łatwością, bo on był niebywale utalentowany. Ale ten doskonały warsztat, to była też jego ciężka praca - wspominał gość audycji. - On był zawsze – na scenie  i w studiu – doskonale przygotowany, dlatego to brzmiało tak lekko. Czasem gorzej było z uczeniem się tekstów na pamięć, za to opanowanie materiału od strony muzycznej zawsze było doskonałe.

Czytaj też:


Marta Zalewska 1200.jpg
Marta Zalewska Orchestra w hołdzie Dżamblom

Biograf Andrzeja Zauchy zauważył, że już jako dziecko przejawiał talent muzyczny. Nic dziwnego, ponieważ cała rodzina ze strony jego matki udzielała się artystycznie. - Ten dom był bardzo muzyczny. Jego wujowie mieli orkiestrę, która we wsi sprawdzała się zarówno w sytuacjach obrzędowych, obsługując przy parafii pogrzeby i śluby, ale także grywała czasem do tańca nad Wisłą. Natomiast gry na perkusji uczył Andrzeja jego ojciec, który grywał w krakowskich zespołach w lokalnych klubach. Andrzej Zaucha był więc skazany na muzykę.

Andrzej Zaucha, początkowo równolegle muzyką, uprawiał kajakarstwo, odnosząc ogromne sukcesy. Miał za sobą dwa udane sezony, podczas których zdobywał wszystkie nagrody w swojej kategorii wiekowej. Nie wiadomo jednak, z jakiej dokładnie przyczyny wybrał muzykę. 

- Był świetnym kajakarzem. Miał w ręku wszystkie dyplomy i to był gruby plik, w tym tytuły mistrza Polski. Potem był sezon, kiedy jego wyniki nie były już takie dobre i to właśnie wtedy Andrzej Zaucha zaczął schodzić na ląd. Ciągnęło go do klubu, do muzyki - zaznaczył Jarosław Szubrycht. - Na pewno w tej decyzji równie ważne były względy ekonomiczne, bo amatorskie pływanie na kajakach nie dawało żadnego grosza. Ale nie sądzę, żeby to było kluczowe. Bardziej chyba chodziło po prostu o muzykę i ludzi.

Czytaj też:


serca-bicie-biografia-andrzeja-zauchy 1200.jpg
"Andrzej Zaucha był symbolem epoki". Opowieść o biografii artysty

Jak zauważył gość audycji, Andrzej Zaucha nie miał osobowości lidera. Sam nie nadawał tonu swojej karierze. On raczej czekał, aż ktoś go znajdzie i doceni, co w czasie PRL-u nie sprzyjało sukcesom na scenie muzycznej.

- Jednak on był scenicznym zwierzęciem. Publiczność jadła mu z ręki, bo był bardzo charyzmatyczny. Z każdą publicznością sobie radził, co było z kolei wynikiem jego podróży do Austrii, Szwajcarii i Niemiec, gdzie grywał popularny repertuar w lokalach gastronomicznych, kurortach i tym podobnych przybytkach. Tam, niezależnie od warunków, stanu zdrowia i ochoty, musiał wychodzić na scenę i sprawiać, by publiczność szalała i uśmiechała się. Jeżeli nie, to angaż szybko wygasał - opowiadał biograf artysty.

Ogromnym wsparciem w jego życiu i muzycznej karierze była żona Elżbieta – jego wielka miłość. - Oni byli parą absolutnie nierozłączną - wspominał Jarosław Szubrycht. - Ona zdawała sobie sprawę z tego, że jej mąż jest osobnikiem szalenie utalentowanym i ambitnym. Jego koledzy mówili, że jej rola była ważna. Znaczącym epizodem była relacja kolegi, który opowiadał, że kiedy chcieli się umówić z Andrzejem na próbę, dzwonili do Elżbiety, bo z nią najszybciej wszystko ustalą, a ona dopilnuje, by Andrzej znalazł się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze.

Czytaj też:

Niespodziewana śmierć żony Elżbiety dużo kosztowała Andrzeja Zauchę. Jak zaznaczył gość audycji, ze wspomnień ich znajomych wynika, że artysta wpadł w głęboką depresję. 

- To nie była zwykła żałoba. On zupełnie nie był w stanie funkcjonować Rodzina i przyjaciele pomagali mu znaleźć pracę. Czymś takim był spektakl "Pan Twardowski" w Teatrze STU, skrojony pod Andrzeja Zauchę. Jego przyjaciele z teatru – autorzy tego przedstawienia – doszli do wniosku, że może gdy zaangażują go do pracy wśród ludzi, może gdy znowu zobaczy te światła i usłyszy oklaski publiczności, to wróci do siebie i będzie znowu tym uśmiechniętym, kochającym życie Andrzejem Zauchą. I nie pomylili się - mówił Jarosław Szubrycht.

***

Tytuł audycji: Dwie do setki

Prowadzili: Jakub Kukla i Andrzej Zieliński

Data emisji: 23.10.2021

Godzina emisji: 15.00

am

Czytaj także

Koncert piosenek Andrzeja Zauchy

Ostatnia aktualizacja: 13.03.2018 10:00
Studio Piosenki Teatru Polskiego Radia zaprasza na kolejny koncert. W sobotę 17 marca o godz. 21.oo w Studiu Muzycznym PR im. W. Szpilmana w Warszawie wystąpią młodzi wokaliści i śpiewający aktorzy, które wykonają piosenki z repertuaru Andrzeja Zauchy. Transmisja koncertu "Byłeś serca biciem" na antenie radiowej Jedynki.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Andrzej Zaucha był symbolem epoki". Opowieść o biografii artysty

Ostatnia aktualizacja: 11.09.2020 12:19
- Żył niespełna 42 lata, a można by mówić o nim w nieskończoność - powiedziała Katarzyna Olkowicz, współautorka książki biograficznej o Andrzeju Zausze. - Jeżeli nasza książka zachęci ludzi do posłuchania muzyki Andrzeja Zauchy, będziemy bardzo szczęśliwi - zaznaczyła.
rozwiń zwiń