Restauracje kontra "lotne knajpy", czyli przedwojenny streetfood

Ostatnia aktualizacja: 22.10.2017 13:51
- W przedwojennej Polsce znany był już street food. Był obecny wszędzie tam, gdzie pojawiały się jarmarki, odpusty, czy innego typu zgromadzenia. To nie jest nowy wynalazek - opowiadała Aleksandra Zaprutko-Janicka, autorka książki "Dwudziestolecie od kuchni".
Audio
  • Realia polskiej kuchni w XX-leciu międzywojennym - rozmowa z Aleksandrą Zaprutko-Janicką (Sztuka jedzenia/Czwórka)
Zdj. ilustracyjne
Zdj. ilustracyjneFoto: Shutterstock.com/ Everett Collection

A. Zaprutko-Janicka Przedwojenna knajpa na wolnym powietrzu to kilka desek, koziołki do siedzenia, kawałek obrusa, samowar, michy i filiżanki wielorazowego użytku.

W niedzielnej "Sztuce jedzenia" badaliśmy przedwojenne tradycje kulinarne, zaglądaliśmy do restauracji i domowych kuchni. - Lubimy to piękne XX-lecie, w którym panie mają perły i kołnierze z norek, a panowie z daleka zdejmują rękawiczki kłaniają się damom. Zwykli Polacy jednak takie sceny oglądali tylko przez szybę, a ich codzienność nie przedstawiała się tak różowo - opowiadała Aleksandra Zaprutko-Janicka. Jak podkreślała, w tym czasie na rodzimych talerzach lądowały najczęściej ziemniaki i kasza. - To produkty, które można wyhodować, albo tanio kupić, a które zapychają żołądek. Kiedy brakowało pieniędzy na wszystko, trzeba było sobie radzić - tłumaczyła ekspertka. - Mięso nie stanowiło głównego dania, a wyłącznie dodatek, który przydawał kaloryczności i smaku, by potrawa dłużej syciła.

A. Zaprutko-Janicka Kobiety były wówczas niesamowicie zabiegane. Panie doktor filozofii pędziły po pracy do domu, by siekać kotlety, poetki cerowały skarpetki - gospodarstwo było jak drugi etat. Trzecim była opieka nad dziećmi.

Na śniadania, jak tłumaczyła ekspertka jedzono żurek i pajdy chleba, co pozwalało pracować przez długie godziny bez uczucia głodu. Jak wyglądał poranek "typowej polskiej gospodyni" w XX-leciu międzywojennym? Jakie posiłki adaptowano ze wsi do miast i jak działała policja sanitarna w "lotnych knajpach"? Zapraszamy do wysłuchania nagrania rozmowy ze studia Czwórki.

Posłuchaj także nagrania całej audycji "Sztuka jedzenia", w której dowiedzieliśmy się również wszystkiego o... kremówkach, zwanych także napoleonkami. Jedna z legend głosi, że nazwa wcale nie wywodzi się od cesarza Francuzów Napoleona, jak powszechnie się uważa, a od Neapolu, skąd oryginalnie ciastko ma pochodzić. Wydaje się także, że odkąd o wadowickich kremówkach z sentymentem wspomniał papież Jan Paweł II, przysmak ten przeżywa renesans.


witkacy 1200.jpg
Witkacy od kuchni. Wątróbka, racuchy i szkice barowe

***

Tytuł audycji: Sztuka jedzenia

Prowadzi: Beata Kwiatkowska

Gość: Aleksandra Zaprutko-Janicka (historyk, publicystka, autorka książki "Dwudziestolecie od kuchni")

Data emisji: 22.10.2017

Godzina emisji: 15.06

kd/mz


Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Karina Zuchora. Jej miejsce jest w kuchni!

Ostatnia aktualizacja: 04.02.2016 12:00
- Kiedyś biegałam po bieżni, dziś latam między garnkami z poparzonymi rękami - deklaruje Karina Zuchora, była lekkoatletka, obecnie szef kuchni.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Erzac w kuchni. "Farbowane ryby i szynka z mortadeli"

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2017 18:50
Słowo "erzac" pochodzi z języka niemieckiego, oznacza produkt zastępczy, a w PRL-u smakowało jak indyk a la flaczki albo wyrób czekoladopodobny.
rozwiń zwiń