Section01 - menu
Section08 - artykułowa

Premiera teledysku „City of My Dreams” Mary Komasa

Radio Rytm
Elwira Kaganowicz 22.10.2014

Wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i instrumentalistka promuje swój debiutancki album.

Mary
Mary Komasa/ fot. You Tube
Singiel „City of My Dreams” promuje debiutancki album, który ukaże się na początku przyszłego roku. Producentem materiału jest Guy Sternberg, który pracował z uznanymi artystami takimi jak: Feist, Yoko Ono i Depeche Mode.
Piosenka opisuje konflikt pomiędzy rzeczywistością a utopijnym światem wspomnień, w który przed nią uciekamy. Jedną z artystycznych obsesji Mary jest temat manipulacji pamięcią; jak daleko jesteśmy w stanie się posunąć, aby uciec od trudnej konfrontacji.
Artystka szukała miejsca, które miałoby w sobie to połączenie melancholii i utopii. Postanowiła zwrócić się do swoich przyjaciół z nowojorskiej sceny alternatywnej. Nowy Jork – miasto niespełnionych marzeń – okazało się idealnym tłem i jednym z bohaterów tego wideo. Utwór „City of My Dreams”  jeszcze przed premierą został użyty w ścieżce dźwiękowej amerykańskiego serialu, wyprodukowanego dla stacji NBC - „Rosemary 's  Baby”,  w którym główną rolę zagrała Zoe Saldana. Do piosenki powstał teledysk.



Teledysk został nakręcony wiosną 2014 roku. Zdjęcia robiono w zabytkowym domu pastora na Brooklynie, oraz w słynnym Chorus Karaoke Club na Manhattanie. Reżyserem wideo jest artysta multimedialny Zbyszek Bzymek. Autorem zdjęć jest Radosław Ładczuk, który współtworzył takie filmy jak: "Jesteś Bogiem", "Dzień kobiet", "Sala samobójców", "The Babadook". Udział wzięli tancerze i aktorzy z grupy teatralnej "Wooster Theatre Group". Za choreografię odpowiadał Stanley Love, twórca the Stanley Love Performance Group. „Teledysk ten odnosi się do uczucia melancholii, nieodłącznie wpisanego w nasze sny" – mówi reżyser Zbigniew Bzymek.

Mary Komasa sama komponuje i pisze teksty. Nad brzmieniem krążka czuwał znany producent  muzyczny Guy Sternberg . Pomógł Mary stworzyć jej charakterystyczne brzmienie. Użył do tego całego arsenału oryginalnych instrumentów i mikrofonów z lat 60 i 70. Szybko odnaleźli wspólny język. Połączyło ich podobne podejście do nagrywania i wykonywania muzyki. Zależało im na wykreowaniu brzmienia surowego, pełnego szczerej, niezafałszowanej emocji. Powstał niezwykły zestaw utworów, jednocześnie bardzo zróżnicowany i spójny, sięgający do źródeł i nowoczesny. Słychać w nim echa muzyki gospel, bluegrass, klasycznego rocka, New Wave, czy ambitnej muzyki filmowej.

Pytana o główny przekaz stworzonej przez siebie płyty, Mary zwraca uwagę na inspiracje językiem kina: “Najlepszym sprawdzianem czy piosenka działa, jest dla mnie wyobrażenie jej sobie pod napisami końcowymi do filmu. Zabierając się do pisania utworu, zaczynam od sięgania do wspomnień. Staram się stworzyć w wyobraźni filmową scenerię, ze mną w roli głównej. Potem szukam zdania, hasła czy słowa, od którego mogłabym zacząć pisanie. Na przykład: “Come”, “Farewell”, “Don’t leave me here”. Tak zaczyna się każda z moich opowieści. Co staram się nimi przekazać? Że formują nas wszystkie nasze życiowe doświadczenia, zarówno te pozytywne jak i te, o których chcielibyśmy zapomnieć. Zamiast starać się wymazać je ze świadomości, starajmy się przekuć je we własną siłę.”
Mary Komasa wyrosła w artystycznej rodzinie w Warszawie. Rozpoczęła edukację muzyczną w wieku sześciu lat. Uczyła się gry na fortepianie, organach i klawesynie, równolegle studiując śpiew operowy. Jako nastolatka postanowiła wyruszyć do Paryża. Znalazła się z dnia na dzień w samym środku życia towarzysko-artystycznego, w którym krzyżują się ze sobą różne kultury i środowiska. Paryż dał jej poczucie wolności twórczej. Obecnie żyje i tworzy w Berlinie.

 

  • Zobacz więcej na temat: