RCKL

Joe Maneri spotyka Kleopatrę

Ostatnia aktualizacja: 12.05.2020 08:00
Odkopana po latach płyta wybitnych muzyków jazzowych i weselnych grajków to fascynujący przegląd wielokulturowej Ameryki z lat 60., ale też wyjątkowy moment na ścieżce muzycznej kapitalnego jazzmana, Joe Maneriego.
okładka płyty Cleopatra Record
okładka płyty Cleopatra RecordFoto: mat. promocyjne

Maneri musiał być bardzo zdziwiony, kiedy na początku lat 90. w jednym ze sklepów muzycznych usłyszał od sprzedawcy, że w obiegu krąży płyta z niby ścieżką dźwiękową do filmu "Cleopatra" a jeden z muzyków przypomina jego sposób gry. Okazało się, że klarnecista całkowicie o tym wydawnictwie zapomniał, czemu ciężko się dziwić – po tym jak dostał 50 dolarów za jego nagranie, na okładce nie pojawiło się nazwisko jego i żadnego innego muzyka, który ją nagrywał.


Zmarły w 2009 roku Maneri, któremu po śmierci obszerne teksty poświęciły The Guardian czy The New York Times był muzycznym teoretykiem, rozwijał idee jazzu mikrotonalnego, a uczyły się u niego takie osoby jak John Medeski, Matthew Shipp czy Matana Roberts. Weselne pieśni do tańca grał jeszcze w okresie nastoletnim łącząc amerykański jazz z muzyką grecką, turecką i klezmerską. Ale w pewnym momencie stwierdził, że diatoniczne skale zachodnie są przestarzałe, więc wymyślił własne, bazujące na europejskich tradycjach, podkoloryzowane językiem improwizacji i muzyczną werwą. 

A skład był zaiste osobliwy: znaleźli się grający na ludni oud Udi Hrant, niewidomy Ormianin z Turcji, który uciekł przed pogromem czy perkusista Pete Dolger. Sam Maneri był pochodzącym z Williamsburga pół Amerykaninem, pół Sycylijczykiem, a gry na klarnecie uczył się u sąsiada. Hrant nie umiał powiedzieć słowa po angielsku, a uczestniczący w sesji trębacz finalnie spił się tak bardzo, że nie był w stanie grać z zespołem. Płyta The Music Of Cleopatra On The Nile po wydaniu sprzedawała się jak świeże bułeczki, pewnie z powodu okładki, która sugerowała, że to fikcyjna ścieżka dźwiękowa do filmu "Kleopatra" z Elisabeth Taylor. Pojedyncze egzemplarze trafiły na aukcje internetowe, w końcu zniknęły bezpowrotnie. Aż w końcu zbieg okoliczności sprawił, że Maneri we wspomnianym sklepie muzycznym przypomniał sobie całą tę historię.

Drugi zbieg okoliczności to Ian Nagoski, który muzykę Maneriego zna od dawna, a który prowadzi kapitalną wytwórnię Canary Records, w której pod nazwą The Cleopatra Record wydał reedycję tej niby-ścieżki dźwiękowej. Jeśli o tej wytwórni, która publikuje nagrania powstałe w kręgach amerykańskich imigrantów, wydane w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku, jeszcze nie słyszeliście, pora nadrobić zaległości. Zamawiały je takie wytwórnie jak Columbia czy Victor, które z różnorodną muzyką chciały trafić do zróżnicowanych grup etnicznych, a Nagoski niczym muzyczny antropolog wskrzesza je na nowo, wydając – jak sam pisze – "muzyczne arcydzieła z początku XX wieku śpiewane w językach innych niż angielski". Katalog jest obszerny i zawiera m.in. muzykę emigrantów z Grecji, Armenii, Portugalii, Bałkanów, ale też z Polski na wspaniałym wydawnictwie I Wouldn't Sell You to Anyone: Eastern European Immigrant Musics in the U​.​S​.​, 1917​-​29.

Wróćmy jednak do The Cleopatra Record, wydawnictwa nietypowego, bo w przeciwieństwie do większości w katalogu Canary, powstałego w drugiej połowie XX wieku – na okładce widzimy tylko fragment oryginalnej grafiki. To wspaniały zestaw utworów o orientalnym zacięciu, ale utrzymanych w jazzowej manierze zespołu, którego muzyka brzmi pulsująco i żywo. Lutnia oud nadaje muzyce bliskowschodni sznyt, bongosy podbijają jej rytmiczną podróż, a przestrzennie brzmiące w tle dęciaki świetnie przywołują armeńską spuściznę ("Taxim and Variations on Armenian"). Muzycy jednoczą się, żeby grać muzykę skoczną, orkiestralną i zwartą. Maneri zawodzi na klarnecie, Hrant wprowadza nostalgiczną nutę z kraju swoich przodków, a dzięki podróżniczej manierze grania muzyka ta faktycznie brzmi jak wyprawa w nieznane – nie tyle do królowej Nilu co ku korzeniom, które podobno na obczyźnie wyczuwa się często bardzo intensywnie, o co w amerykańskiej społeczności, żyjącej w multikulturowym tyglu w okresie powojennym, nie było trudno.

Zmarły w 2009 roku Maneri, któremu po śmierci obszerne teksty poświęciły The Guardian czy The New York Times był muzycznym teoretykiem, rozwijał idee jazzu mikrotonalnego, a uczyły się u niego takie osoby jak John Medeski, Matthew Shipp czy Matana Roberts. Weselne pieśni do tańca grał jeszcze w okresie nastoletnim łącząc amerykański jazz z muzyką grecką, turecką i klezmerską. Ale w pewnym momencie stwierdził, że diatoniczne skale zachodnie są przestarzałe, więc wymyślił własne, bazujące na europejskich tradycjach, podkoloryzowane językiem improwizacji i muzyczną werwą. Jego kompozycje były wykonywane w Carnegie Hall, pisał dla Boston Symphony Orchestra, uczył w New England Conservatory, a nagrania publikowało mu ECM czy Avant Label Johna Zorna. Urodzony w 1927 roku karierę na dobre zaczął w wieku 60 lat w składach sygnowanych jego nazwiskiem, dzięki zachętom syna Mata, skrzypka i wiolonczelisty. "Nic z tego, co robimy nie jest zapisane. Wszystko to sto, tysiąc albo milion procent improwizacji" powiedział o swoim zespole z tego czasu.

The Cleopatra Record to w zasadzie epizod na jego muzycznej drodze, ale jakże frapujący – spontaniczny, pełen lekkości tygiel emigranckich wpływów, które budują barwną muzyczną epopeję. To folk, jazz, granie z tradycją i jej międzykontynentalna transmisja. Niech nie zmyli was autorstwo tego albumu przypisanego innym twórcom na najpopularniejszych serwisach streamingowych. Ja wierzę Nagoskiemu – dokonał szczegółowego researchu, na muzyce kokosów nie zbije (udostępnił ją bezpłatnie) i przyjaźnił się też z Manerim, czego dowodem obszerny wywiad, który można ściągnąć razem z nagraniem. Maneri opowiada w nim o swoich muzycznych spotkaniach, koncertach i ideach grania – w zasadzie wszystkim tym, co wydarzyło się po wydaniu The Cleopatra Record. Ta barwna płyta łapie go w momencie nim stał się znany – jako kolega z sąsiedztwa, który gra muzykę spontaniczną i emocjonalnie poruszającą muzykę, ludową a jednocześnie bardzo ludyczną.


Jakub Knera


Joe Maneri, Udi Hrant, and Friends

The Cleopatra Record

Canary Records

4,5/5


***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 


Czytaj także

Czekoladowa perkusja

Ostatnia aktualizacja: 11.06.2019 07:30
Niebywała okazja, aby posłuchać jednego z najciekawszych peruwiańskich perkusistów. Nakładem frapującej wytwórni Buh Records ukazało się wznowienie płyty Julio „Chocolate” Algendonesa z lat 90.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Jak stare pożenić z nowym

Ostatnia aktualizacja: 03.12.2019 08:00
Jak przypominać muzyczną tradycję młodym pokoleniom? Można się tego uczyć od przedstawicieli nowej tureckiej psychodelii. Jednym z jej reprezentantów są Derya Yıldırım & Grup Şimşek, którzy w tym roku na debiutanckim albumie pokazują jak stare pożenić z nowym w aktualnie świeżej odsłonie.
rozwiń zwiń