Na placu królewskim w Bhaktapurze, jednym z najważniejszych historycznych miast doliny Katmandu, przewodnicy wypatrują turystów niemal z desperacją. Gdy przy bramie pojawia się para z Niemiec, natychmiast podchodzi do niej kilku licencjonowanych przewodników. Jeden z nich, Kasimsaha Fakir, proponuje trzygodzinne oprowadzanie za tysiąc rupii, czyli około 24 złote.
Dla odwiedzających to niewielka kwota. Dla miejscowych – często różnica między dniem z zarobkiem a dniem bez żadnej pracy. Fakir, który od lat oprowadza po Bhaktapurze, mówi w rozmowie z PAP, że od wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie turystów jest wyraźnie mniej. Najbardziej brakuje tych z Europy i Stanów Zjednoczonych, którzy zwykle przyjeżdżali na dłużej i wydawali więcej niż goście z regionu.
Członkowie zespołu ekspedycyjnego udają się z obozu 1 do obozu 2 podczas swojej rotacyjnej wyprawy w dystrykcie Solukhumbu, znanym również jako region Everestu w Nepalu, 4 maja 2026 r. REUTERS/Purnima Shrestht
Nepal Tourism Board podaje, że w kwietniu 2026 roku do kraju przyjechało 107 934 zagranicznych turystów. Największym rynkiem pozostały Indie, z których przyjechało ponad 25 tys. osób. Drugie były Chiny, a trzecie Stany Zjednoczone. Europa odpowiadała za nieco ponad jedną piątą zagranicznych przyjazdów.
Za tymi liczbami kryje się jednak poważny problem. W kwietniu 2025 roku Nepal zanotował rekordowy wynik dla tego miesiąca – 116 490 zagranicznych przyjazdów, w tym 30 249 z Europy i 12 775 z obu Ameryk. W kwietniu 2026 roku przyjazdy z Europy spadły do 21 988, a z obu Ameryk do 11 032. To oznacza, że najbardziej opłacalny dla nepalskiej branży turystycznej segment rynku wyraźnie się skurczył.
Ludzie dojeżdżający do pracy obwodnicą w Katmandu w Nepalu zmagają się z ciągłym zanieczyszczeniem powietrza, 23 kwietnia 2026 r. REUTERS/Navesh Chitrakar
Problem szczególnie mocno widać w Pokharze, turystycznej bramie do Annapurny. „Kathmandu Post” pisał, że hotele w Pokharze, Chitwan i Lumbini odnotowują gwałtowne odwołania rezerwacji, zwłaszcza ze strony turystów z Europy i USA. W Pokharze anulowano od 30 do 40 proc. rezerwacji z tych rynków, a pięciogwiazdkowy hotel Pokhara Grande miał obłożenie rzędu 50 proc. zamiast około 80 proc. w normalnych sezonach wiosennych.
Nepalska branża turystyczna wskazuje na kilka przyczyn: zakłócenia lotów przez Zatokę Perską, wzrost cen biletów, niepewność bezpieczeństwa i obawy podróżnych przed przesiadkami w regionie konfliktu. Nepal Tourism Board już w kwietniu zorganizował spotkanie kryzysowe z przedstawicielami rządu, linii lotniczych i organizacji turystycznych. Wskazywano tam, że Bliski Wschód jest dla Nepalu kluczowym korytarzem tranzytowym dla turystów z Europy i Ameryki. Rozważane są alternatywne trasy przez Stambuł, Bangkok, Singapur, Delhi i Kolombo, a także mocniejsza promocja na rynkach azjatyckich.
Na sytuację nałożył się gwałtowny wzrost kosztów paliwa lotniczego. Reuters informował, że Nepal podniósł ceny paliwa dla lotów międzynarodowych z Katmandu o 84,7 proc., dla samolotów operujących z Pokhary o 116,2 proc., a z Bhairahawy o 117,4 proc. Cena paliwa dla lotów krajowych wzrosła o 97,6 proc., co według nepalskiego urzędu lotnictwa cywilnego przełożyło się na wzrost krajowych taryf lotniczych nawet o 50 proc.
Dla turystów oznacza to droższe bilety i większą niepewność. Dla Nepalczyków żyjących z turystyki – mniej zleceń. PAP opisuje historię Nimy Sherpy z Solukhumbu, regionu położonego u stóp Everestu. Po odwołaniu kolejnych grup trekkingowych mężczyzna wrócił do pracy tragarza i nosi sprzęt do bazy pod Everestem dla grup wspinaczkowych. Wcześniej pracował już jako przewodnik górski, ale teraz - jak mówi - nie może czekać bezczynnie, bo niedawno urodziła mu się córka.
Podobne problemy mają sprzedawcy w Thamelu, turystycznej dzielnicy Katmandu. Właściciele sklepów z thankami, pamiątkami i rękodziełem mówią o spadku obrotów nawet o jedną trzecią. Czynsze w tej części miasta pozostają wysokie, a klientów z Zachodu jest mniej niż zwykle. Część strat łagodzą turyści z Indii, Chin i sami Nepalczycy, którzy korzystają z promocji oraz wydłużonych weekendów.
To jednak nie rozwiązuje problemu. Goście z regionu są dla Nepalu ważni, ale branża podkreśla, że zwykle wydają mniej niż turyści z Europy, Ameryki Północnej czy Australii. W Pokharze właściciele biur podróży mówią, że indyjscy turyści pomagają przetrwać sezon, ale częściej wybierają tańsze pakiety, mocniej negocjują ceny i podróżują krócej.
Nepal próbuje więc szybko zmienić strategię. Władze turystyczne chcą wzmacniać promocję w Indiach, Chinach, Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, a jednocześnie przekonywać turystów z Zachodu, że do kraju nadal można dolecieć alternatywnymi trasami, omijając najbardziej wrażliwe lotniska przesiadkowe w Zatoce Perskiej.
Szczególnie ważny jest rynek europejski. Oficjalne statystyki pokazują, że w 2025 roku Nepal odwiedziło 221 018 turystów z Europy. Wśród nich było 9 295 osób z Polski – więcej niż w 2024 roku, gdy odnotowano 7 722 przyjazdy z naszego kraju, i wyraźnie więcej niż w przedpandemicznym 2019 roku, gdy było ich 5 864.
W danych miesięcznych widać sezonowość polskich wyjazdów do Nepalu. W 2025 roku najwięcej przyjazdów z Polski przypadło na październik – 2 270, kwiecień – 1 576, listopad – 1 292 i marzec – 1 217. To miesiące zgodne z głównymi sezonami trekkingowymi. Latem, w czasie monsunu, liczby były dużo niższe: w czerwcu, lipcu i sierpniu odnotowano odpowiednio 152, 151 i 201 przyjazdów z Polski.
Dane za 2026 rok pokazują już jednak osłabienie. W marcu 2026 roku Nepal odnotował 452 przyjazdy z Polski, wobec 1 217 w marcu 2025 roku i 820 w marcu 2019 roku. To spadek o 62,9 proc. rok do roku i o 44,9 proc. wobec marca przed pandemią.
Dla Nepalu stawką jest nie tylko wynik sezonu, ale utrzymanie tysięcy miejsc pracy zależnych od turystyki: przewodników, tragarzy, hotelarzy, restauratorów, kierowców, rzemieślników i właścicieli małych sklepów. Jeśli wojna na Bliskim Wschodzie potrwa dłużej, kraj będzie musiał jeszcze mocniej oprzeć się na turystach z Azji i podróżach krajowych. Dla wielu pracowników branży to jednak tylko częściowa rekompensata.
W Bhaktapurze, Pokharze i Thamelu wszyscy powtarzają dziś to samo: Nepal jest daleko od frontu, ale skutki wojny dotarły również pod Himalaje.
Paweł Skawiński PAP/Reuters/Nepal Tourism Board/The Kathmandu Post, bs