Między czułością a siłą. Wspomnienie o Stanisławie Celińskiej

Ostatnia aktualizacja: 22.05.2026 10:24
- Zawsze szukała wyższego porządku, wyższej prawdy, dobra i piękna. Nawet jeżeli dochodząc do tych trzech, czasami trzeba było przejść z nią przez przez niepiękne i niedobre momenty. Nawet kiedy widać było, że coś ją boli, że nie jest w takiej formie fizycznej i fantastycznej, to kiedy wchodziła na scenę, to nie było ważne - wspominał Stanisławę Celińską Jacek Poniedziałek.
Stanisława Celińska podczas występu w Warszawie w 2010 roku
Stanisława Celińska podczas występu w Warszawie w 2010 rokuFoto: Andrzej Rybczyński/PAP

Wysłuchaj audycji "Rozmowy po zmroku"<<<

W audycji "Rozmowy po zmroku o jej niezwykłym talencie opowiadali ludzie kina i teatru artystce bliscy: aktorzy Lucyna Malec i Jacek Poniedziałek, krytyk teatralny Tomasz Miłkowski, reżyser filmowy Juliusz Machulski oraz aranżer i muzyk Maciej Muraszko.

Czytaj także:

Kartonik, dyktafon i pełne skupienie

Maciej Muraszko zaznaczał, że podziwiał w Stanisławie Celińskiej pracowitość. Wspominał też jej zwyczaje kiedy przygotowywała się do koncertu. - Cały program miała napisany na takim kartoniku, czasami od rajstop, a czasami wycięty z jakiejś tekturki. To nie był zwykły papier, tylko taki twardszy. Mówiła: "Wiesz, kiedyś kupiłam dużo tych rajstop, dużo pończoch i tam tych kartoników mi pozostawało". Wypisywała sobie: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć - każdy tytuł. I według tej listy, na przykład jadąc w samochodzie, odpalała dyktafon na słuchawkach i śpiewała sobie dwa albo trzy razy cały program - wspominał muzyk.

Teatr Współczesny i narodziny gwiazdy

Tomasz Miłkowski opowiadał o błyskotliwym początku kariery Celińskiej. Artystka rozpoczynała pracę od razu w Teatrze Współczesnym, który uchodził za jedno z ważniejszych centrów normatywnych głównego nurtu w polskim teatrze. 
- Marzeniem wielu młodych aktorów było dostać się do tego teatru. Ona natychmiast dostała angaż. Wprawdzie nie od razu grała role, które zapisywały się w pamięci, bo tam była hierarchia, były kolejne stopnie, które trzeba było pokonać, trzeba było zdobyć zaufanie, ale szybko to się dokonało. Była niespokojnym trochę duchem i przychodziła, odchodziła, przychodziła, odchodziła - wspominał.

"Stoliczek, lampeczka, krzesełko". Koncerty Stanisławy Celińskiej

Maciej Muraszko wspominał format, w jakim występowała Stanisława Celińska. - Stasia znalazła taki piękny pomysł na siebie: stoliczek, lampeczka, krzesełko i tak siadała jakby przy stole, przytulając wszystkich do siebie, przygarniając wszystkich, opowiadając historie, śpiewając piosenki. Już po pierwszych trzech, czterech koncertach wiedziała, że będzie wszystko pięknie, bo prowadziła ten koncert tak, jakby robiła to całe życie - powiedział.

W piosenki wpisywała osobistą historię. Zawsze zastanawiałem się, czy te teksty są terapeutyczne dla ludzi czy autoterapeutyczne dla niej samej. Ale po koncertach tyle osób ustawiało się po podpisy, po zdjęcie, żeby się przytulić albo porozmawiać. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Oni takich piosenek potrzebowali - dodał.

Dając z siebie trzysta procent. Juliusz Machulski o Stanisławie Celińskiej

Juliusz Machulski podziwiał jej rolę w kinie, ale na planie filmowym spotkali się przy okazji komedii "Pieniądze to nie wszystko". - Niektórzy reżyserzy też mówią, że reżyseria to obsada. Stasia była trafiona w punkt. Ona zresztą dostała za tę rolę nagrodę w Pekinie i Orłach. Wiedziałem, że tu mam mocny punkt i ta rola jest ważna i będzie dobra. Była nie tylko świetną aktorką, ale takim dobrym duchem. Na ekranie patrzyło się na nią i wiadomo było, że to jest dobry człowiek. Cokolwiek by nie zrobiła ta postać, wiedzieliśmy, że to jest dobry człowiek i chcieliśmy, żeby jej się udało. To zawsze było tak, że ona dawała trzysta procent tego, co było na papierze - zaznaczył.

***

Tytuł audycji: Rozmowy po zmroku

Prowadzenie: Monika Pilch

Data emisji: 21.05.2026

Godz. emisji: 22.30


Czytaj także

"Gdy kogoś polubiła, to tak jakby był członkiem rodziny". Pamięci Bożeny Dykiel

Ostatnia aktualizacja: 13.04.2026 15:45
- Najważniejsza była dla niej prawda. Prawda, czyli to, żeby postać, którą gra była wiarygodna. Miała ogromne poczucie humoru. Czasami niespecjalnie się hamowała, więc potrafiła walnąć jakiś dowcip w obecności osoby, przez którą mogło to być źle odczytane. Gdy się poznaliśmy, była już gwiazdą. Ja do niej z ogromną pokorą, a ona mnie potraktowała jak kolegę. To też było tak, że ona jak kogoś polubiła, , to tak jakby był członkiem rodziny - wspominał Bożenę Dykiel w Dwójce Artur Barciś.
rozwiń zwiń