Muzyka pojawiła się w życiu profesora Piotra Palecznego bardzo wcześnie. Jako zaledwie kilkulatek rozpoczął naukę gry. Wcześniej fortepian poznawał przede wszystkim dzięki starszym siostrom. – Zacząłem, o ile dobrze pamiętam, mając pewnie cztery, pięć lat. Początkowo się trochę wychowywałem, jak bym powiedział, pod fortepianem, słuchając, jak moje siostry ćwiczą. Później podobno wykazałem się jakimś talentem poznawczym, jeśli chodzi o muzykę – wspominał w Dwójce Piotr Paleczny.
Posłuchaj audycji Cafe "Muza" >>>
"Bardzo lubiłem ćwiczyć"
Pierwszą nauczycielką przyszłego pianisty została Maria Kowalska. Gość Cafe "Muzy" podkreślił, że to właśnie jej zawdzięcza coś, co w przypadku kilkuletniego ucznia wcale nie jest oczywiste. – Bardzo mile ją wspominam. Ona spowodowała, że ja bardzo lubiłem ćwiczyć, co nie zawsze jest taką przyjemnością dla wszystkich młodych osób. A ja rzeczywiście z przyjemnością to przeżywałem – mówił.
Na pierwszy występ przed publicznością nie musiał długo czekać. Zagrał w rodzinnym Rybniku. – Mając bez miesiąca sześć lat, po raz pierwszy wystąpiłem publicznie. W programie widnieję jako "uczeń pani Marii Kowalskiej". Grałem, o ile sobie dobrze przypominam, "Wesołego wieśniaka". To się rzeczywiście odnosiło, bo Rybnik był małym miasteczkiem, a ja byłem dość wesołym chłopaczkiem – opowiadał podczas spotkania.
Czytaj także:
Rybnicka szkoła muzycznych talentów
Kolejną ważną postacią na muzycznej drodze Piotra Palecznego był Karol Szafranek, który wraz z bratem Antonim kierował szkołą muzyczną w Rybniku. To on dostrzegł talent młodego pianisty. Paleczny pozostał pod jego opieką aż do matury.
– Ponieważ pani Kowalska uczyła również w miejscowej szkole muzycznej, zauważył mnie mój późniejszy profesor, Karol Szafranek. Wraz z bratem Antonim prowadził autentycznie szkołę talentów. Najpierw wspólnym działaniem z panią Kowalską, a później już aż do matury opiekował się mną właśnie Karol Szafranek. Bardzo, bardzo wiele mu zawdzięczam – podkreślał.
Muzyczna wyobraźnia, która wpływa na grę
W Rybniku Piotr Paleczny zdobywał podstawy, które procentują przez całą jego karierę. Z perspektywy czasu szczególne znaczenie przypisuje nie tylko technice, ale także umiejętności przekładania własnej muzycznej wyobraźni na grę. – To był okres bardzo wytężonej pracy. Uczyłem się takich bardzo głębokich podstaw pianistyki, techniki, przede wszystkim możliwości realizowania swoich interpretacji. To było tak, jak powinno być. Myślę, że szkoła podstawowa, a szczególnie szkoła średnia jest okresem, który niejednokrotnie decyduje o wszystkim, co się później będzie działo w życiu młodego pianisty. I tak było również ze mną – mówił.
Jak wspominał, nauka wymagała przy tym wyjątkowej dyscypliny. W Rybniku nie funkcjonowała wówczas ogólnokształcąca średnia szkoła muzyczna, dlatego Piotr Paleczny musiał łączyć dwa tryby edukacji.
– Nie były to łatwe dla mnie lata. Rano do obiadu byłem w jednej szkole, po obiedzie byłem w następnej, średniej szkole muzycznej. Później trzeba było ćwiczyć, odrabiać lekcje z ogólniaka, więc to był naprawdę czas wytężonej pracy – wspominał.
Czytaj także:
Życie poza muzyką
Nastoletnie lata były dla Piotra Palecznego nie tylko czasem spędzonym na nauce i doskonaleniu umiejętności. – Miałem sporo kolegów, z którymi spędzałem wolny czas. Niedaleko mojego miejsca zamieszkania był kort tenisowy. Do dzisiaj fanem tenisa. Pamiętam, że robiliśmy sobie takie klasowe konkursy skoków w dal, skoków wzwyż. Oczywiście pamiętam bardzo sympatycznie te lata i z przyjemnością bym wrócił do tamtych czasów – przyznał.
28 lat z walizką i fortepianem
W 1970 roku, w wieku 24 lat, Piotr Paleczny zdobył III nagrodę na VIII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina oraz nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie poloneza. Rozpoczął się wtedy zupełnie nowy etap w jego życiu, którego rytm wyznaczała intensywna działalność koncertowa.
– Przez trzydzieści lat, od Konkursu Chopinowskiego, moje życie polegało na pakowaniu walizki, podróżach i koncertach. Tak było do 1998 roku – przyznał Piotr Paleczny. Właśnie wtedy pianista został zaproszony do pracy w warszawskiej Akademii Muzycznej.
– W październiku rozpocząłem swoją pracę pedagogiczną. Nie miałem, przyznaję szczerze, większego doświadczenia, nie prowadziłem nawet lekcji prywatnych. Po prostu rozpocząłem od razu z pułapu profesora. To był olbrzymi sprawdzian – przyznał. – Nie pamiętam tej pierwszej lekcji, ale pamiętam, że początki były dla mnie nerwowym okresem. Byłem trochę pojętny, powiedziałbym. Używałem też oczywiście swojego doświadczenia estradowego, które miało ponad ćwierć wieku. Było więc z czego czerpać – zaznaczył.
"To tkwi głęboko gdzieś w sercu"
Dziś, po latach pracy ze studentami, profesor Piotr Paleczny przyznaje, że w jego własnej pedagogice wciąż obecni są nauczyciele, których spotkał jako dziecko i młody pianista. Doświadczenia z Rybnika i późniejszej nauki w Warszawie połączyły się z wiedzą wyniesioną z dziesięcioleci spędzonych na estradach.
– Myślę, że na pewno wykorzystuję te doświadczenia, nawet jeśli to jest podświadome, ale to tkwi głęboko gdzieś w sercu, w wyobraźni. Na pewno korzystam z tych uwag – podsumował.
***
Tytuł audycji: Cafe "Muza"
Prowadzenie: Marcin Majchrowski
Gość: prof. Piotr Paleczny (pianista, pedagog, jeden z najważniejszych ambasadorów polskiej pianistyki)
Data emisji: 9.08.2026
Godz. emisji: 10.00
Oprac. zuzannachowaniec