Wraz z nadejściem jesieni dynia staje się niekwestionowaną królową kawiarnianych menu, domowych zup i ogrodowych dekoracji. Choć dla większości z nas szczytem możliwości pozostaje kilkukilogramowy okaz przyniesiony z warzywniaka, w świecie pasjonatów ogrodnictwa waga liczy się w setkach kilogramów. Prawdziwe olbrzymy osiągają gabaryty małych samochodów, a ich pielęgnacja przypomina opiekę nad wymagającym niemowlakiem.
Posłuchaj audycji "Poranek Czwórki" z rekordzistą Przemysławem Gruchałą
Prawdziwą sensację wzbudził zeszłoroczny sukces Klementyny - dyni odmiany squash o charakterystycznej, zielonkawo-szarej barwie, która na konkursie w Ogrodzie Botanicznym PAN w Powsinie osiągnęła oszałamiający wynik 551,5 kilograma, ustanawiając oficjalny rekord Polski.
- Każdy hodowca nadaje swoim dyniom imiona, bo spędzamy z nimi całe dnie, doglądamy ich na każdym etapie i w pewnym sensie musimy do nich mówić - tłumaczył z uśmiechem Przemysław Gruchała. Po zakończeniu wystawy w Powsinie rekordowa roślina została komisyjnie rozkrojona, by wydobyć z niej najcenniejszy skarb: certyfikowane nasiona o mistrzowskiej genetyce, z których w kolejnych sezonach mogą wyrosnąć następne potężne okazy. Co ciekawe, mimo monstrualnych gabarytów miąższ "Klementyny" pozostał w pełni jadalny, ponieważ uprawa prowadzona jest w stu procentach ekologicznie, bez grama sztucznych nawozów.
Podgrzewana ziemia i wyścig z czasem
Droga do wyhodowania roślinnego kolosa zaczyna się na długo przed pierwszymi promieniami wiosennego słońca. Już jesienią hodowca przygotowuje glebę, zasilając ją potężnymi dawkami naturalnego kompostu, bo dynia to pod względem zapotrzebowania na składniki odżywcze prawdziwy żarłok.
Wczesną wiosną podłoże jest sztucznie dogrzewane za pomocą specjalnych przewodów i mat grzejnych, tak aby temperatura ziemi nie spadała poniżej osiemnastu stopni Celsjusza. Nasiona trafiają do domowych doniczek na przełomie marca i kwietnia, a wyrośnięte sadzonki lądują w gruncie na początku maja. W szczytowym momencie wegetacji, przypadającym na przełom lata, roślina rośnie w oczach: przez dwa tygodnie potrafi przybierać ponad dwadzieścia kilogramów w ciągu zaledwie jednej doby. Wystarczy kilka dni nieobecności w ogrodzie, by z trudem rozpoznać własne warzywo.
Dlaczego giganty pękają?
Uprawa gigantycznych warzyw to jednak sport podwyższonego ryzyka, o czym decydują kaprysy aury. W tym sezonie chłodne noce okazały się bezlitosne, dwie obiecujące dynie pana Przemysława pękły przed osiągnięciem docelowych rozmiarów.
- Kiedy w ciągu dnia panuje upał, a w nocy przychodzi gwałtowne ochłodzenie, w rosnącej w zawrotnym tempie dyni powstają potężne naprężenia wewnętrzne - wyjaśnił ekspert. Aby temu zapobiec, hodowcy stosują sprawdzony patent: co wieczór szczelnie opatulają owoce grubymi kocami, chroniąc delikatną skórkę przed szokiem termicznym. Równie niebezpieczne są mikrourazy mechaniczne - nawet drobna rysa na powierzchni może doprowadzić do nagłego pęknięcia miąższu i zniweczenia wielu miesięcy ciężkiej pracy.
Choć tegoroczne anomalie pogodowe pokrzyżowały plany startowe przed zbliżającym się konkursem w Krapkowicach, rodzinna pasja kwitnie. Do studia Czwórki hodowca przyniósł trzytygodniowego "bobaska", który już teraz dobija do dwudziestu kilogramów, a w ogrodzie do głosu dochodzi młode pokolenie. Dwunastoletni syn pana Przemysława z powodzeniem wyhodował w tym roku własną dynię przekraczającą sto kilogramów, udowadniając, że w wyścigu po kolejne rekordy Polski cierpliwość i miłość do ziemi są ważniejsze niż jakiekolwiek kompromisy.
***
Tytuł audycji: "Poranek Czwórki"
Prowadzi: Kasia Dydo
Gość: Przemysław Gruchała (hodowca gigantów i rekordzista Polski)
Data emisji: 22.09.2026
Godzina: 9.15
ak