Nauka

Hobbicka saga

Ostatnia aktualizacja: 23.01.2007 11:42
Trudno przesądzać, gdzie leży prawda, choć szalki wagi przechyliły się wyraźnie na korzyść przeciwników Homo floresiensis jako odrębnego gatunku.

 


Rewelacja gruchnęła 28 października 2004 roku. Indonezyjsko-australijska ekipa badawcza ogłosiła, że na niewielkiej wyspie Flores, należącej do Archipelagu Malajskiego, jeszcze 18 tys. lat temu żyła grupa malutkich ludzi. Nazwanie ich hobbitami zdawało się być bardzo trafnym określeniem, choć równie dobrze można by ich było nazwać „największą niespodzianką antropologiczną ostatniej dekady”. Nazwa hobbici wygrała zapewnie tylko dlatego, że była krótsza.

Po początkowym zdziwieniu, by nie powiedzieć konsternacji, najbardziej znani naukowcy zareagowali z właściwą dla siebie tendencją do przyjmowania skrajnych pozycji. Część z nich uznała znalezisko z Flores za wspaniały przykład tego, że mechanizmy ewolucji dotyczą także ludzi, podczas gdy część bardziej sceptycznie nastawionych badaczy od razu ogłosiła, że były to osobniki chore, nie reprezentujące żadnego nowego gatunku. Po środku pozostała olbrzymia grupa tych, których nikt nie stawiał przed kamerami, ani nie cytował w dziennikach. Ci z kolei mruczeli po cichu do siebie „poczekamy, zobaczymy”. Jak się okazało – słusznie. Już od pierwszej chwili było bowiem wiadomo, że nie tylko same kości człowieka z Flores, ale także to, „gdzie”, „kiedy” i „jak” żył wzbudzą wiele ferworu w środowisku antropologów i pokrewnych im badaczy.

Po pierwsze – gdzie?

Flores leży za tzw. linią Wallaca – hipotetyczną granicą zasięgu hominidów innych niż człowiek. Linia ta znajduje się pomiędzy Bali a Lombok i biegnie cieśniną między tymi dwoma wyspami, która nawet w czasie największych spadków poziomu światowego oceanu pozostała pokryta wodą. Bez umiejętności budowania łodzi, dotychczas uważanej za cechę wyłącznie ludzką, oraz przynajmniej podstaw nawigacji, przekroczenie jej nie było możliwe. Dodatkowo trzeba nie lada odwagi, żeby zapuszczać się na otwarty ocean nie widząc przeciwległego brzegu, a jest to nieuniknione, jeśli chce się dotrzeć na Flores.

Wiemy z całą pewnością, że wczesne hominidy przekraczały rozmaite cieśniny, z których najlepszym przykładem jest Gibraltar. Najpóźniej 800 tysięcy lat temu (choć niektóre, dość niepewne, daty mówią o milionie lat) afrykański Homo erectus (lub jego krewniak Homo antecessor, jak chcą Hiszpanie) zjawił się w południowej Hiszpanii. Ale z gibraltarskiej skały bez problemu widać przeciwległy brzeg, a znaczne obniżenie lustra wody powoduje, że po drodze można zatrzymać się na licznych wyspach. Taka przeprawa wydaje się być bułką z masłem w porównaniu do tego, co przeżyć mieli pierwsi odkrywcy Flores.

''Wyspa Flores. Źródło: Wikipedia.
Po drugie – kiedy i jak?

Datowanie znaleziska z Flores spowodowało, że wielu badaczom włosy stanęły dęba. Szczątki datowano wieloma metodami, przede wszystkim metodą węgla 14C, następnie szeregiem uranowym, metodą termoluminescencyjną i w końcu metodą spinu elektronowego. Wydaje się więc, że data jest w miarę pewna. Tylko że nikt nie spodziewał się, że jeszcze 18 tysięcy lat temu istniały inne hominidy niż my sami. Około 28 tysięcy lat temu zginął ostatni neandertalczyk, Homo erectus także podzielił jego los. Data z Flores wielu stanęła kością w gardle – i nie chciała dać się przełknąć.

W końcu – „jak”. Narzędzia, odnalezione w tej samej jaskini, co szczątki hobbita, były nad wyraz rozwinięte w formie. Proste odłupki, które uzyskuje się uderzając tzw. tłuczkiem w bułę krzemienną, nie wymagają zbyt dużych umiejętności, ale wśród nich odkrytych narzędzi znajdowały się również wiertniki o retuszowanym kolcu i wióry, czyli wydłużone odłupki o równoległych krawędziach, których wytworzenie sprawia trudność nawet dzisiaj adeptom krzemieniarstwa. Bardzo rzadko zdarza się znaleźć tego typu narzędzia w kontekście znalezisk innych człowiekowatych niż Homo sapiens.

Problemem stał się także rozmiar mózgu człowieka z Flores. Jest on stanowczo za mały jak na standardy wyznaczone przez jakość narzędzi. Australopiteki, czyli pierwsze dwunożne hominidy, posługiwały się mózgiem o zbliżonych rozmiarach do Homo floresiensis, ale narzędzi prawdopodobnie nie wytwarzały w ogóle, a jeśli już, to dużo bardziej prymitywne. Będąca niemalże paradygmatem w archeo- i antropologii zależność jakości narzędzi od wielkości mózgu zdawała się nie mieć zastosowania do małych ludzi. Stąd panika w świecie naukowym – wszystko co do tej pory znaliśmy zostało obrócone do góry nogami.[----- Podzial strony -----]

''Czaszka H. floresiensis. Źródło: Wikipedia.
Hobbitofile kontra sceptycy


Nic dziwnego, że głosy krytyki odezwały się niemal natychmiast po pierwszej publikacji w Nature. Jako jeden z pierwszych zaatakował Maciej Henneberg, polski antropolog, pracujący w Adelajdzie w Australii. Zarzucił on odkrywcom wiele nieścisłości w opisie morfologii szkieletu i stwierdził, że prawdopodobnie mamy do czynienia z osobnikiem chorym na mikrocefalię. Ludzie na nią cierpiący charakteryzują się niewielkimi rozmiarami ciała, w tym głowy, w przeciwieństwie do plemion pigmejów i osób skarłowaciałych, którzy przy małym ciele zachowują głowę normalnej wielkości. Inni mówili o przekroczeniu linii Wallaca, czy dysproporcji między narzędziami a wielkością mózgu.

Kolejnym argumentem był aspekt demograficzny. Żeby nie doszło do niebezpiecznego pod względem chorób genetycznych krzyżowania się osób blisko spokrewnionych musi istnieć odpowiednio duża pula genowa. Nawet najwyższe szacunki, dotyczące liczby hobbitów na Flores, które mogłyby się wyżywić z miejscowych zasobów, są niższe niż minimalna ilość osobników niezbędnych do podtrzymania grupy przez okres 40 pokoleń - hobbici mieli zaś żyć na wyspie przez około 40 tysięcy pokoleń! Jak na gusta genetyków to zbyt długo, by nie doszło do patologii.

Obrońcy statusu hobbita nie pozostali bierni. Odpierali argumenty przeciwnej strony, stwierdzając między innymi, że w morfologii hobbita brak cech typowych dla osób dotkniętych mikrocefalią; że także inne gatunki zwierząt dostały się jakoś na Flores; że wielkość mózgu małych ludzi mogła być większa i dopiero potem zmniejszyła się wraz z rozmiarami ciała, co nie znaczy, że równocześnie zmalała ilość połączeń nerwowych; w końcu, że standardy genetyków dotyczące minimalnej ilości osobników potrzebnej do podtrzymania populacji odnoszą się do ludzi współczesnych, a nie do form tak przecież różniących się od nas.

Przez jakiś czas wydawało się, że miłośnicy hobbitów mają rację, a pozostałym nie pozostanie nic innego, jak tylko przepisać podręczniki akademickie i pogodzić się z faktem, że ewolucja wyglądała jednak inaczej niż przez całe życie myśleli.

Tajemnicze życie hobbita

Jeszcze bardziej pozycje hobbitofilów umocniło odnalezienie kolejnych szkieletów - równie małych, jak najsłynniejszy (zwany LB1), odnaleziony jako pierwszy. Kolejne grupy badaczy, wśród nich światowe sławy w świecie antropologii, angażowały się w badania nad Homo floresiensis.

Dean Falk, niezrównana w badaniach nad mózgami hominidów, przeanalizowała czaszkę hobbita. Jak się okazało była ona bardzo nowoczesna w formie. Rozbudowane płaty czołowe, czy zmniejszony obszar ciemieniowy oprócz tego, że oczywiście dużo mniejsze, pod wieloma względami przypominały ludzkie. Z kolei zespół z Instytutu Maxa Plancka w Lipsku podjął się próby pozyskania materiału genetycznego z kości człowieka z Flores. Powoli badacze zaczęli oswajać się z niecodziennym odkryciem.

Dopiero we wrześniowym wydaniu Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) grupa badaczy, w tym wspominany już Maciej Henneberg, przedstawiła dokładną analizę szczątków kostnych Homo floresiensis, na podstawie której stwierdziła, że mamy do czynienia z osobnikami gatunku nie innego jak Homo sapiens. Porównanie cech współczesnych mieszkańców Flores wykazało, że cechy hobbitów określane przez odkrywców jako „pierwotne” lub „typowe dla Homo erectus” występują masowo w tym rejonie świata po dziś dzień. A pozostałe można przypisać stanom chorobowym. Rzuca to zupełnie nowe światło na dotychczasowe badania i z pewnością podważa wiele być może przedwcześnie wyciągniętych wniosków.

Póki co, trudno przesądzać, po której stronie leży prawda, choć szalki wagi przechyliły się wyraźnie na korzyść przeciwników Homo floresiensis jako odrębnego gatunku. Z pewnością odkrywcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa, a wykopaliska w jaskini Liang Bua, gdzie znaleziono hobbity, wciąż trwają. Nikt nie wie, co jeszcze skrywa ziemia, po której nie tak dawno deptały małe stópki.

Iza Romanowska

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Kolebka poza Afryką?

Ostatnia aktualizacja: 02.02.2009 12:44
W Malezji znaleziono pięściaki sprzed 1,83 mln lat.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Mama Oetziego nie ma krewnych

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2008 14:45
Znamy wyniki analizy genów "człowieka z lodu".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Z szamanami na Syberii

Ostatnia aktualizacja: 11.11.2008 11:56
Szamanizm może przejawiać się w różnych kontekstach - mówi dr Andrzej Rozwadowski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Praprzodek człowieka, odkryty w jaskini w Afryce

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2010 21:07
Naukowcy odkryli szczątki kolejnego, nieznanego praprzodka człowieka. Australopithecus sediba został znaleziony w jaskini, na terenie Republiki Południowej Afryki. Opis nowo odkrytego gaunku zamieszcza tygodnik "Science".
rozwiń zwiń