Kultura

Wizjoner o pękniętej wizji

Ostatnia aktualizacja: 04.04.2008 07:44
Pisanie to słodka, cudowna nagroda, tylko za co? – pytał Kafka. W tym roku mija 125. rocznica urodzin pisarza.

Pisanie to słodka, cudowna nagroda, tylko za co? – pytał Franz Kafka - (…) to zstępowanie ku ciemnym mocom, to rozpętywanie duchów natury spętanych, podejrzane uściski i co tam jeszcze na dole może się zdarzyć, o czym na górze już nic się nie wie, kiedy w świetle słońca pisze się jakieś historie. Być może jest jakieś inne pisanie, ale ja znam tylko takie; w nocy, kiedy strach nie daje mi spać, znam tylko takie.

 

Franz Kafka był pisarzem. Nie człowiekiem, który pisze, ale takim, dla którego pisanie oznacza jedyną rację bytu, balsam dla samotności, zduszonej i skrępowanej zatęchłą atmosferą rodzinnego mieszkania, usprawiedliwienie udręki biurowej rutyny, rozpaczliwą próbę stawienia czoła śmierci za życia. Moje życie składa się, i właściwie składało się zawsze z prób pisania, i to najczęściej prób nieudanych – zwierzał się Felicji Bauer - Gdybym jednak nie pisał, to leżałbym już na ziemi, wart tylko tego, by zostać wymiecionym.

Posądzany o wyobcowanie z codzienności, oddalenie od świata na powierzchni, izolację i niechęć do komentowania konfliktów osaczającej go epoki, autor Procesu pojmował twórczość literacką w kategoriach najwyższej duchowej służby i powołania (Jestem literaturą – powtarzał); „modlitwy”, dzięki której powracał w szeregi żywych i odradzał się po poniżających doświadczeniach dnia. Mogę znów wieść sam z sobą dwugłosy dialog i nie wytrzeszczam już tak oczu w bezwzględną pustkę – informuje Felicję. - Tylko na tej drodze możliwe jest dla mnie polepszenie. Powierzając swój geniusz i nadprzyrodzoną wrażliwość literaturze pragnął przeniknąć sens zniewolenia jednostki, dotrzeć do źródeł komplikacji ludzkiego losu, przełożyć krąg intymnych obaw na język dotykalnej rzeczywistości, poznać prawdę o sobie samym i skonfrontować ją ze światem zewnętrznym.

Bezradny bohater zapełniający karty ubogich opowiadań i niedokończonych powieści, istota, która nie uporała się z własnym życiem i musi ponieść surową karę (Człowiekowi, który za życia nie upora się z życiem, trzeba jednej ręki do choćby częściowego odpędzenia rozpaczy nad własną dolą … drugą ręką może zapisywać to, co dostrzeże pod gruzami, widzi bowiem inaczej i więcej niż inni…), ogarnięta paraliżującym kryzysem osobowości, rozszarpana poczuciem winy z powodu „nieprzeżywania życia” (Dlaczego żal nie mija? Wniosek jest wciąż ten sam: Mógłbym żyć a nie żyję), wiodąca beznadziejną, bezrefleksyjną egzystencję robaka narzuconą przez system nakazów bytowych (Gdy leżę w łóżku, podobny jestem, jak sądzę, do wielkiego żuka, do jelonka, albo do chrabąszcza), zniewolona i skazana (Nasza władza … nie szuka winy wśród ludności, raczej wina sama przyciąga organy sądowe, które ją wówczas ścigają), przytłoczona przez sprzeczne wymagania świata – wstrząsnęła kruchymi fasadami belle epoque, uprzedzając brutalną wizję błotnistych okopów Flandrii, nazistowskiego delirium, dymów nad Auschwitz.

Niektóre z najistotniejszych partii utworów Kafki czyta się tak, jakby były dosłownym opisem ekspresjonistycznych obrazów, które właściwie powinny zostać namalowane – zauważa T. Adorno. W drobiazgowych, obsesyjnie cyzelowanych wizjach, w fantasmagoriach, odtworzonych z koszmarną precyzją rysunku technicznego, autor Zamku szuka zrozumienia dla ukrytych znaczeń, możliwych konsekwencji, powikłanych konieczności. Dąży do określenia zasad universum wybiegającego poza granice praskiego getta i podlegającego niezmiennym prawom natury, bada, czy wyzwolenie z piekła jest realne. Taka wola tworzy sekty i religie – przyznaje Kurt Tucholsky – (…) Gdyby Stwórca się rozmyślił i kazał mu urodzić się w Azji, miliony przywarłyby do jego słów, roztrząsając je do końca swoich dni.

Kafka z pietyzmem odtwarza otaczające utensylia, wypełnia nimi anonimowe pomieszczenia, ulice i miasta, lekceważy realia czasu i przestrzeni, zanurza się w onirycznych i wieloznacznych opisach, kreuje przedmioty fantastyczne i zagadkowe, wyabstrahowane z bezpiecznej scenerii podręcznego świata, rani językiem oschłym, lodowatym i pozbawionym fin-de-siecle’owskiej górnolotności. Prowadzi ze sobą nieustanny dialog, usiłując zapanować nad kwestiami, jakie w realnym życiu bez końca go przerastały. Ciągle próbuję przekazać coś, czego przekazać się nie da, wyjaśnić coś, co jest niewyjaśnione, opowiedzieć o czymś, co czuję tylko w kościach, a czego inaczej doświadczyć nie można. W zasadzie nie jest to nic innego, jak strach (…) rozciągający się na wszystko (…), ale także tęsknota za czymś większym niż to, co straszne – zwierza się Milenie Jesenskiej.

Współczesny Hiob, rozdarty działaniem na pokaz a egzystencją podporządkowaną literaturze, zawieszony pomiędzy poczuciem marnotrawienia czasu i sił na męczące biurowe godziny (Bezpośrednia bliskość życia zarobkowego (…) pozbawia mnie wszelkiego widzenia dali, jak gdybym znalazł się w wąwozie i na domiar tego jeszcze zwiesił głowę) a nerwowym niepokojem i brakiem zadowolenia z efektów własnej twórczości, miotany nienawiścią do ojca i synowską potrzebą sprostania jego wymaganiom, pozbawiony kulturowych, religijnych i obrzędowych korzeni, odmawiał sobie wewnętrznej siły, odwagi i zdecydowania, dzięki którym mógłby radykalnie przerwać ten fatalny krąg. Despotyczne wychowanie ojca Hermanna Kafki, oczekującego dla jedynego syna wzorowej mieszczańskiej kariery i wynikające stąd nieświadome wyobrażenie o właściwym życiu, nierzeczywista i rozszczepiona konfliktami atmosfera rodzinnego miasta, nieokiełznany tłum przodków po stronie matki Julii Löwy, duchowej spadkobierczyni niezliczonych talmudystów, mistyków i kabalistów, usiłujących zgłębić ostateczną zagadkę bytu, wyryły skazę na osobowości autora Procesu, wiążąc go siecią upiornych obaw, wahań i kryzysów, oraz utrzymując w przeświadczeniu, iż jedna fałszywa decyzja, jedno nieostrożne poddanie się zwodniczej intuicji, może pociągnąć za sobą skutki równie nieodwracalne, co wyrok śmierci. To lęk przed zmianą – żali się Maksowi Brodowi, powiernikowi i egzekutorowi ostatniej woli - lęk, że tym czynem, jak na moją sytuacją wielkim, ściągnę na siebie uwagę bogów (…) Pisanie trzyma mnie przy życiu, ale czy nie należałoby raczej powiedzieć, że podtrzymuje ono ten rodzaj życia?.

Proza autora Przemiany uderza skromnością życiowego doświadczenia, jakie nie nadążało za poziomem refleksji nad imponderabiliami i prawidłami ludzkiego losu: Nie znam żadnych historii, nie widuję ludzi, codzienne spacery odbywam w pośpiechu czterema uliczkami, których narożniki ściąłem już na okrągło, i przez jeden plac, na robienie planów jestem zbyt zmęczony (…) stopniowo zamieniam się w drewno – wyjaśniał. W istocie nikłe przeżycia osobiste, zamknięte kwartałem ciasnych, staromiejskich ulic stanowią jedynie sztafaż dla rozsnuwania problemów natury uniwersalnej; w obrazie własnej samotności odbijają się wyobcowanie i ból współczesnego człowieka a dylematy podwójnej egzystencji, transcendentne wobec czasu i warunków, w jakich powstawały, porażają czystością i rozległością wizji, urastając do rangi paraboli. Niezmierny świat, jaki mam w głowie – notował w Dziennikach - Ale jak oswobodzić siebie i jak oswobodzić ten świat bez rozdarcia? Chociaż tysiąc razy lepsze rozdarcie niż więzienie go w sobie lub pogrzebanie. Po to przecież żyję, jest mi to całkiem jasne.

 

''Franz Kafka w wieku pięciu lat. Źr. Wikipedia.

Wiodąc żywot w Pradze, newralgicznym punkcie umierającej monarchii Habsburgów; mieście pulsującym rozdwojeniem, wahającym się pomiędzy obliczem czeskim a austrowęgierskim, szarpanym antagonizmami politycznymi, etnicznymi i religijnymi, Kafka – Żyd wyrwany z obrzędowego continuum jesziwy, poddany niemieckiej edukacji i urzeczony germańskim duchem, pracujący wśród Czechów (Ja nigdy nie żyłem wśród Niemców, język niemiecki jest moją mową ojczystą, stąd dla mnie wrodzoną, ale język czeski jest mi o wiele bliższy), socjalista oddany ideom solidarności bez granic; w swoim wewnętrznym przekonaniu nie czuł związku z żadną z obecnych tu narodowości, mimo, iż ulegał ich przenikliwym wpływom. Swoją potrzebę identyfikacji wyjaśniał: On nie ma ojczyzny i dlatego nie może z niczego zrezygnować i musi nieustannie myśleć o tym, jak jej szukać lub jak ją zbudować.

Przeczucie katastrofizmu, drążące literaturę niemiecką i austriacką w latach poprzedzających wybuch Wielkiej Wojny przybiera w tej newralgicznej frazie odcień niemal schizofreniczny. Do niego nie trzeba nikogo namawiać; on zmusza – ocenia Tucholsky. - Mówi się o Tamerlanie, że kazał kiedyś zbudować mur z jeńców, wrzeszczący mur, wstrząsany coraz słabszymi konwulsjami. To jest właśnie coś takiego. Proza Kafki wibruje niepokojem ciasnego, niezdrowego środowiska, przesyconego legendami, fanatycznym przywiązaniem do tradycji i zamkniętego w kręgu upiorów przeszłości. Somnambuliczne obrazy epatują atmosferą średniowiecznej grozy i zderzają się z intensywnym parciem nowoczesności; groteska przerysowuje rzeczywistość i wikła ją w niepojęte mechanizmy Wszechświata, bezwzględne i nie podlegające kontroli. Wciąż żyją w nas ciemne zaułki, tajemnicze korytarze, ślepe okna, brudne podwórka, hałaśliwe knajpy i zamknięte restauracje – opisuje zdeformowany świat, zastygły w przestrzeni i zniekształcony przeszłością. - Idziemy szerokimi ulicami nowo wybudowanego miasta. Jednak nasze kroki i spojrzenia są niepewne. Wewnątrz drżymy jeszcze tak, jak w owych starych zaułkach nędzy (…) Niezdrowe, stare żydowskie miasto w nas jest o wiele bardziej realne od higienicznego nowego miasta wokół nas. Stąd nieufność do realiów, stąd przeświadczenie, że pod zewnętrznym kształtem rzeczy spoczywa właściwe, nieznane dno, a niepozorne, spróchniałe poddasza kryją zatłoczone kancelarie sądowe, rozstrzygające o winie i karze bezbronnego człowieka.

W rewirach zeświecczonej i odartej z kulturowych konotacji żydowskiej klasy średniej, uwięzionej pośród walczących armii nacjonalistów na ziemi niczyjej, w generacji zbuntowanej przeciw merkantylnej mentalności ojców i przesądnej ortodoksji dziadów, wzrastało poczucie wszechobecnego zagrożenia, szczelnie osaczała sieć niewidzialnych granic (Z najbardziej nieprawdopodobnych stron grożą Żydom niebezpieczeństwa (…) grożą im groźby), rozpływały się tożsamości (Co ja mam wspólnego z Żydami? Sam ze sobą mam niewiele wspólnego), rodziła się mentalność oblężonego (Podmuchy powietrza po prostu unoszą nas, gdzie chcą). Jedyną drogą do wolności, jaka rysowała się w tym grząskim, ciemnym labiryncie, jawiła się sztuka, wyzwalająca z udręczonego bytowania i nadająca jego pozornej przypadkowości głębszy sens. Artyści, którym natura każe się trzymać z dala od wspólnoty nie potrzebują też obrony, bo brak zrozumienia nie może ich ugodzić, są bowiem poza kręgiem światła, a miłość znajdzie ich wszędzie. Nie potrzebują też pokrzepienia, bo jeśli chcą pozostać prawdziwi, mogą czerpać tylko z siebie.

Literaturę, zajmującą na przestrzeni XIX stulecia miejsce ortodoksyjnej wiary, uświęconego rytuału i odwiecznego kultu, przekształcił Kafka w intuicyjną religię, wiedzę przejrzystą i objaśniającą; ścieżkę wiodącą ku zespoleniu z Najwyższym. Nie zostałem powołany do życia jak Kierkegaard, przez ciężko już opadającą rękę chrześcijaństwa, ani nie schwytałem ostatniego frędzla znikającego żydowskiego szala modlitewnego, jak syjoniści. Jestem końcem albo początkiem – zanotował w Dzienniku. Okazał się tym samym godnym spadkobiercą swojego rodu, ostatnim w długim łańcuchu wierzących niewierzących, szalonych wizjonerów o pękniętej wizji, którzy znajdowali dwie odpowiedzi na każde pytanie i cztery nowe pytania do każdej odpowiedzi, starając się zgłębić ostateczną zagadkę Boga” (E. Pawel).

Andrzej Osiński

 

 

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak
www.narodoweczytanie.polskieradio.pl
Cichociemni

Czytaj także

Z powrotem do uszatej sowy

Ostatnia aktualizacja: 20.08.2007 11:33
Nieprzypadkowo twórczość Bodora często porównuje się z dokonaniami Franza Kafki. Rzeczywistość równie groteskowa lecz jakby smutniejsza.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Schlöndorff – piewca prawdy i piękna życia

Ostatnia aktualizacja: 23.11.2007 07:00
Rozmowa z niemieckim reżyserem Volkerem Schlöndorffem, autorem ekranizacji "Blaszanego Bębenka", o jego najnowszym filmie "Ulzhan".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Dwójka na weekend

Ostatnia aktualizacja: 04.12.2009 11:50
W najbliższy weekend Program 2 Polskiego Radia zaprasza na premierę słuchowiska według znakomitego opowiadania Franza Kafki pt. „Proces” oraz na spotkanie z Wacławem Tkaczukiem – tegorocznym laureatem Nagrody im. Witolda Hulewicza.
rozwiń zwiń