RCKL

Medytacyjny szamanizm

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2020 08:00
Pochodzący z Ułan Bator Davaajargal Tsaschikher tworzy swoją wizję szamańskiego rytuału, w którą poza syntezatorami, gitarą elektryczną i nagraniami wplata elementy muzyki mongolskiej. Jego muzyka to szamanizm pełen medytacji, który prowadzi do skupienia i wyciszenia.
Davaajargal Tsaschikher Re Exist
Davaajargal Tsaschikher "Re Exist" Foto: okładka płyty

Coraz częściej kompozytorzy, którzy bezpośrednio nie są zakorzenieni w środowisku muzyki tradycyjnej, wplatają ją w eksplorowaną przez siebie na co dzień estetykę. Być może odczuwają, że coraz częstszą potrzebą jest próba zanurzenia się we własnej tożsamości i snucie o niej nowej opowieści poprzez syntezę tego, co współczesne i tradycyjne. Davaajargal Tsaschikher, wokalista mongolskiego zespołu Mohanik jest tego dobrym przykładem. Jego nowy album ukazał się w wytwórni Chinabot, która gromadzi artystów związanych ze sceną elektroniczną, awangardową i eksperymentalną Azji, chętnie czerpiących z wpływów lokalnych kultur. Tsaschikher tworzy też muzykę do spektakli czy instalacji dźwiękowych, swój udział miał w powstawaniu Pawilonu Mongolskiego na Biennale w Wenecji w 2018 roku. Stamtąd z resztą zaczerpnął opisywanego tu wydawnictwa – "Re Exist" to opowieść na temat mongolskiej tradycji muzycznej, ale też rytuałów, wierzeń i reinkarnacji. Co można odnieść też bezpośrednio do jego praktyki muzycznej i tego jak nadaje drugie życie muzyce tradycyjnej swojego kraju.

"Re Exist" to opowieść na temat mongolskiej tradycji muzycznej, ale też rytuałów, wierzeń i reinkarnacji. Co można odnieść też bezpośrednio do jego praktyki muzycznej i tego jak nadaje drugie życie muzyce tradycyjnej swojego kraju.

Pochodzący z Ułan Bator artysta tworzy swoją wizję szamańskiego rytuału, w którą poza syntezatorami, gitarą elektryczną i nagraniami wplata elementy muzyki mongolskiej. Ważna jest tu skrupulatnie budowana przestrzeń, a w zasadzie przestrzenie i towarzyszące jej zjawiska akustyczne, środowisko bardzo zróżnicowanych brzmień. Syntetyczne dronowe i ambientowe warstwy przeplatają się charakterystycznymi dźwiękami tradycyjnych mongolskich instrumentów dętych czy strunowych. Świetnie słychać to w tytułowym utworze, gdzie te gęste elektroniczne pasaże przeplatają się ze ścianą gitary, przepuszczonej przez efekty i dźwięki harfy ustnej.

Wiele utworów to monumentalne, medytacyjne formy: w osiemnastominutowym 'Urgeljid Urgeljleh Urgeljlel" słychać brzmienia fletu i instrumentów strunowych, w finale stopniowo rozczłonkowanych, spowolnionych, jakby czas ich nie obowiązywał. Tsaschikher celebruje dźwięki, ich wybrzmiewanie i pogłos jaki tworzą. Z kolei "Saran Ulziit Ulemj Badrangui Gegeen Asralt Naran" to syntezatorowy monument, który brzmi kosmicznie, niczym nieistniejąca ścieżka dźwiękowa do "Solaris" Stanisława Lema. "Alarm from the desert" wykorzystuje nagrania terenowe – brzmi jak zarejestrowany wśród ludzi, a ustna harmonijka rezonuje, tworząc przykuwającą uwagę delikatną, ale wymowną powłokę. Na tej płycie często mamy wrażenie jakbyśmy byli w różnych miejscach, bo muzyka frapująco tworzy różne muzyczne pejzaże dźwiękowe.

Tsaschikher swoją muzyką wprowadza bowiem zaburzenie w poczuciu czasu, jego kompozycje są bezkresne i trwają jakby nie miały się kończyć. Zachęcają do zwolnienia, zwrócenia uwagi na detal, być może to okazja do refleksji nad pędzącą rzeczywistością. Muzyka wciąga powoli, stopniowo, ani się obejrzymy, a pochłonie nas całkowicie.

Czuć na tej płycie psychodeliczny rytualny wymiar. W "07.27" pojedyncze brzmienia wyłaniają się na tle ciszy – to szamanizm spokojny, wyciszający, a nie ten, który prowadzi do ekstazy. Z kolei "Experiment 0003" łączą uderzenia w talerze perkusyjne, dźwięki klawisze i psychodelicznej gitara – jeśli spojrzeć na to, ile trwa ten album, brzmi to jak przerywnik, wyrwanie na chwilę z transu. Tsaschikher swoją muzyką wprowadza bowiem zaburzenie w poczuciu czasu, jego kompozycje są bezkresne i trwają jakby nie miały się kończyć. Zachęcają do zwolnienia, zwrócenia uwagi na detal, być może to okazja do refleksji nad pędzącą rzeczywistością. Muzyka wciąga powoli, stopniowo, ani się obejrzymy, a pochłonie nas całkowicie – Tsaschikher jest jak outsider, którego nie obowiązują jakiekolwiek normy czasowe ani formalne. Celebruje jeden dźwięk albo buduje ambientowe suity, które inkorporują muzyczne tradycje Mongolii. Nie wyłaniają się z nich skomplikowane kompozycje czy charakterystyczne melodie, ale subtelnie rezonujące dźwięki, które zaledwie czasem się zagęszczają. Bezkres tego albumu sprawia, że ma on bardzo uniwersalny wydźwięk, a całość rozpływa się w aż 80 minutowe wydawnictwo.

 

Tsaschikher nie tworzy muzyki stricte tradycyjnej, ale pokazuje jak może wyglądać jej współczesna reinkarnacja. Nawet jeśli inspiruje się szamanizmem, nie sprowadza go do prostej rytualnej i rytmicznej formy. Czasem trudno znaleźć rodowód poszczególnych dźwięków – w chmurze kompozycji są momenty, kiedy mongolskie instrumentarium wysuwa się wyraźnie na pierwszy plan, ale czasem jest schowane, dzięki czemu album zachowuje zgrabne proporcje między akustycznym wybrzmiewaniem instrumentów, a gęstą elektroniczną tkanką dźwiękową. "Re Exist" mogłoby właściwie trwać w nieskończoność – to muzyka czasu i medytacji, skupienia i ciszy, pomimo ogromnego amalgamatu różnych dźwięków. Tsaschikher stworzył oryginalne i osobliwe spojrzenie na rodzimy folk, który przemyca tradycje w nieoczywisty sposób, mówi o niej klarownie, ale jednocześnie tworzy z niej dźwiękową epopeję, wciągającą bez reszty. Ale to także spojrzenie w głąb siebie, natury, współczesnej cywilizacji i jej duchów – próba skomunikowania ich razem w czasach niepokojów, w celu osiągnięcia duchowej równowagi.

 Jakub Knera

 

Davaajargal Tsaschikher

Re Exist

[Chinabot]

Ocena: 4,5/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 

Czytaj także

Czekoladowa perkusja

Ostatnia aktualizacja: 11.06.2019 07:30
Niebywała okazja, aby posłuchać jednego z najciekawszych peruwiańskich perkusistów. Nakładem frapującej wytwórni Buh Records ukazało się wznowienie płyty Julio „Chocolate” Algendonesa z lat 90.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Yale Strom i muzyka na Chanukę

Ostatnia aktualizacja: 02.08.2019 11:35
Tytuł płyty „Shimmering Lights” – Migoczące światła – jest i przenośnią, i opisem chanukowej rzeczywistości. Migoczą światła przeszłości, palą się i dzisiaj chanukowe świece… Tradycja trwa.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Głębokie słuchanie guimbri

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2019 20:45
Amerykanin Joshua Abrams po raz kolejny pokazuje, że gra na trzystrunowej lutni guimbri przynosi fascynujące rezultaty. Jego nowy album to wciągająca opowieść, która pozwala zatracić się w muzycznej mantrze.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"ב" jak Bastarda

Ostatnia aktualizacja: 24.02.2020 17:24
Bastarda – trio świetnych instrumentalistów, którzy mogliby nic nie robić, tylko kokietować. Z powodzeniem.
rozwiń zwiń