Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Niech gra Fonogram!

Ostatnia aktualizacja: 22.04.2020 12:44
Chyba trochę niezauważone przeszło ogłoszenie laureatów tegorocznego konkursu na Folkowy Fonogram Roku. Warto o nim przypominać, bo mówimy tu w wieku przypadkach o rewelacyjnej muzyce.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Shutterstock

Nie trzeba chyba powtarzać banalnej już wręcz uwagi, że znaleźliśmy się w dziwnym i trudnym czasie. Wiele wydarzeń, które w normalnych warunkach przykuwałyby naszą uwagę, jest odwoływanych, wiele jest niedostrzeganych. Sprawy mają się tak również z kręgiem folkowej aktywności. O ile jednak wszyscy wiemy, że nie odbędzie się, niestety, tegoroczna edycja festiwalu Nowa Tradycja, o tyle warto nie przegapić faktu, że choć (tymczasowo?) bez koncertowej celebracji, rozwiązany został konkurs na Folkowy Fonogram Roku, czyli najlepszy folkowy krążek minionego roku.


NowaTradycja2020_www_baner_1200x660_02_FonogramyLaureaci4.jpg
Fonograficzne konkursy Polskiego Radia rozstrzygnięte

Pozwolę sobie nie wracać do starej kwestii: czy muzykę wypada, należy, wolno traktować w sposób sportowy – przyznając jej miejsca i nagrody. Na użytek tego tekstu przyjmuję, że wolno, wypada, a może nawet należy tak robić, czego dowodem niech będzie fakt, że ten konkurs odbywa się nieprzerwanie od ponad dwóch dekad. A jako że udział w nim nie jest obowiązkowy, lecz każdorazowo wynika ze zgłoszeń nadesłanych przez muzyków lub wydawców, wolno twierdzić, że doceniają go też artyści, podobnie jak wielu słuchaczy i obserwatorów sceny muzycznej.

Nigdy nie byłem zwolennikiem tezy, że nagrodzone w bieżącym roku płyty są wskazówką dla innych muzyków „co grać”. Mam tyle zaufania do artystów i wiary w ich talenty, że zakładam oryginalność wizji i autentyzm, autorskie podejście do muzycznego meritum, a nie inspirowanie się nagradzanymi trendami. Niemniej jednak niewątpliwie co roku układa się z tych wybranych krążków jakaś opowieść, wyłania się jakiś aktualny, sytuacyjny obraz polskiej sceny folkowej – jej hierarchii, kierunków, wewnętrznych nurtów.

Oczywiście, należałoby tu poczynić wiele zastrzeżeń. Choćby takie, że efektem wspomnianej powyżej procedury „samozagłaszania” do konkursu jest fakt, że niektórzy wykonawcy nie nadsyłają swoich nagrań – czy to z natłoku twórczych działań, czy z niechęci do brania udziału w „wyścigu”, czy z innych powodów. A uwaga ta dotyczyła w przeszłości artystów tak ważnych jak, dla przykładu, Kroke, Cracow Klezmer Band czy Kapela ze Wsi Warszawa. Innym swego rodzaju kłopotem jest to, że do finałowego grona trafia (może jednak na szczęście?) tylko część spośród nadesłanych zgłoszeń, po pierwszej selekcji dokonywanej przez organizatorów.

Pełniejszą, w pewnym sensie bardziej demokratyczną informację o tym, co wydano w ubiegłym roku, zawiera zazwyczaj pakiet płyt, na które można głosować w internetowym konkursie Wirtualne Gęśle. Ale to z tej przyczyny, że tu organizatorzy sami generują listę kandydatur, a więc nie ma formuły zgłoszeń przez artystów czy wydawców. Notabene w tym konkursie jeszcze przez tydzień trwa głosowanie, każdy może wzięć udział…

Wróćmy jednak do FFR podsumowującego rok 2019. Warto zauważyć, że nie ma w gronie jedenastu finalistów (czy to z woli samych artystów, czy w wyniku wspomnianej preselekcji) płyt wydanych w ubiegłym roku przez takich wykonawców jak Kroke, Kapela Brodów, Maria Pomianowska, Grochocki_Odorowicz czy Ewelina Grygier A były przecież wśród wymienionych krążki znakomite. No, oczywiście w owej finałowej jedenastce są również albumy godne naprawdę wielkiej uwagi.

Czy rysuje się z nich jakiś obraz polskiego folku? Co najwyżej, szkic, nie jest to bowiem ani pełna, ani celowo pod względem statystycznym utworzona grupa. Zestaw ten pokazuje, że muzyka tradycyjna – polska i nie tylko – pozostaje nieustającym źródłem fascynacji i inspiracji dla wielu artystów. Artystów, którzy pochodzą z różnych środowisk i wypowiadają się często w bardzo różnych stylistykach, czasami głęboko czerpiąc z ludowego źródła, czasami biorąc z niego ledwie (albo aż) podstawowy rdzeń swej twórczości – melodykę, rytmikę, inne nawiązania – i na tej podstawie tworząc własny język. Twierdzę, że statystyczny słuchacz nieznający wcześniej tego kręgu twórczości, a otwarty na brzmienia niebanalne i nieoczywiste (a więc raczej chyba stroniący od większości współczesnych radiostacji), miałby szansę wpaść w autentyczny zachwyt, odkrywając muzykę pomieszczoną na tych jedenastu płytach.

Co ciekawe, w owym finałowym gronie nie ma właściwie nikogo, kto odwoływałby się wprost i bez dodatków do polskiej muzyki ludowej, a więc grającego – użyjmy tu takiego skrótu – na sposób tradycjonalistyczny. A w ostatnich latach był to mocny nurt. Oczywiście, zarówno Radical Polish Ansambl, jak i Wędrowiec (autorzy dwóch wybitnych płyt) to formacje tworzone przez autentycznych miłośników muzyki ludowej, którzy twórczość swych grup wspaniale wiodą przez ścieżkę eksperymentu i pogranicza awangardy. Mocno zaznaczyli się wykonawcy wytyczający nowe ścieżki, nie traktując inspiracji tradycją bynajmniej pretekstowo, ale próbujący pożenić je z innymi stylami, czyli Babadag Oli Bilińskiej, duet Opla, Light Star Guiding, Provinz Posen. Efekty są więcej niż dobre. Swój własny dialog z tradycją prowadzi od lat Werchowyna, potwierdzając na nowej płycie nieprzeciętną klasę śpiewaczą. Własny świat niemal z baśni, podań ludowych i zachwytu naturą kreują członkinie duetu Mehehe, a kwartet Hańba!, momentami wspierany przez Sutari, fascynuje precyzyjnym i trafnym doborem materii tekstowej w połączeniu ze stylistyczną konsekwencją. Swoje sposoby widzenia tradycji (również innych kultur) przez wrażliwych tutejszych twórców przedstawiają Jorgos Skolias i Jarosław Bester oraz Vołosi, którzy z Felixem Lajko stworzyli ekstatyczny, pankarpacki koktajl.

Przewagą obserwatora nad jurorem jest to, że może on sobie ponarzekać na wynik, jednocześnie go nie kwestionując. Oczywiście, żal każdej z siedmiu płyt, które były w finałowym gronie, a do złotej trójki się nie załapały. Najbardziej dziwi mnie jednak brak w gronie laureatów Wędrowca i Babadag. Zwłaszcza krążek Wędrowca wydaje mi się być absolutnym wydarzeniem, godnym najwyższych laurów. Co oczywiście nie znaczy, że nie składam wielkich gratulacji autorom wszystkich czterech płyt, które znalazły się w pierwszej trójce, ze szczególnym uwzględnieniem zwycięskiego dzieła, które dali nam Felix Lajko i Vołosi. Podium uzupełnili, przypomnijmy, Radical Polish Ansambl oraz duety Skolias / Bester i Mehehe.

Hasło to znane i oczywiste w każdy czas, ale w okresie pandemii, która bezpośrednio i tak boleśnie dotyka artystów powtórzę: słuchajmy polskiego folku, kupujmy folkowe płyty!

Tomasz Janas

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


Czytaj także

Inne tempo

Ostatnia aktualizacja: 14.04.2020 09:44
Kompilacja archiwalnych nagrań, które stworzyła Priscilla Ermel, odkrywa na nowo jej bogaty i niedostrzeżony dorobek. Znacząco poszerza on obraz brazylijskiej sceny muzycznej ubiegłego wieku.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Brzmienie monsunu. Pory roku w muzycznej wizji Balujiego Shrivastana

Ostatnia aktualizacja: 20.04.2020 19:59
Baluji, muzyk niewidomy niemal od urodzenia, musiał przebyć długą, ciężką drogę, by stać się muzykiem tej klasy, znanym nie tylko w Indiach, ale i w świecie. Każda jego płyta z dotychczas wydanych jest wyjątkowa. Wyjątkowa jest też najnowsza, nagrana z Sukhwinderem Singhą o przydomku "Pinky"
rozwiń zwiń