Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Dżaz

Ostatnia aktualizacja: 04.03.2021 08:00
Prawdziwym wyzwaniem dla kowali była pojawiająca się moda na dżazy w wiejskich kapelach. Dżazy pojawiły się w Europie po I wojnie światowej wraz z amerykańskimi zespołami jazzowymi. Ten prosty zestaw perkusyjny zawojował polską wieś po II wojnie. Ale skąd go wziąć? Przecież w sklepie nie kupisz, nawet nie wiadomo jak go skonstruować!
Wesele.  Muzykanci prowadzą Młodych i orszak ślubny. Rok 1960, Rzeszowskie
Wesele. Muzykanci prowadzą Młodych i orszak ślubny. Rok 1960, RzeszowskieFoto: Archiwum Muzyki Wiejskiej/Muzyka Odnaleziona

Tu było pole do popisu dla wynalazczości domorosłych speców. A presja była duża, bo weselnicy już nie chcieli zamawiać kapel bez dżazu. Mam taki instrument, ręcznie kuty tak jak podkowy, tylko bardzo skomplikowany, to kunszt wiejskiego kowala.

Mam takie kapitalne zdjęcie z wesela w Rzeszowskim, młoda para idzie pod górę do kościoła, przed nimi kapela a bębnista niesie na plecach, na misternej konstrukcji cały wielobębnowy dżaz i bębni! Taka była potrzeba pokazania, że u nas gra nowoczesna kapela. Ale przeszłość wszędzie nas dopada. Kupiłem wspomniany dżaz, leżał już wyrzucony pod szopą. W domu zacząłem mu się przyglądać i odkryłem, że skóra na dużym bębnie jest pomalowana na jasny orzech, który już zaczął odpadać i pokazały się „żydowskie pacierze” Tory.

W drugiej połowie lat 50. XX wieku jak się ktoś dobrze postarał i „posmarował” to mógł kupić w sklepie muzycznym fabryczną perkusję. Może dobrze nie brzmiała, ale reprezentacyjnie wyglądała. Inwencja muzykantów przejawiała się w elektronice (tak!). Zmieniająca się moda wyprowadziła tańce weselne z domu na dwór, no, i zapraszano na wesela coraz więcej gości. Gra na zewnątrz wymagała nagłośnienia, ale skąd je wziąć? W sklepach nic nie ma, a nawet jakby było czy wyobrażamy sobie, że w latach 60. kupimy w sklepie nagłośnienie dla harmonii pedałowej? Wiejscy fachowcy wpadli na pomysł, żeby do wzmacniaczy użyć słuchawek telefonicznych połączonych razem i przykręcali je do harmonii. Jan Gaca używał mikrofonu z telefonu przyczepionego gumką do skrzypiec.

Próbowano wszystkiego, żeby zainteresować wesele. Nawet pojawił się w okolicach Szydłowca, gdzie grała kapela Walosów, instrument znany z Rumunii, a będący skrzyżowaniem skrzypiec z trąbką. No, i wynalazek z Podlasia czyli podłączenie rury odkurzacza zamiast pedałów do harmonii pedałowej. W radomskim w kapelach pojawiały się flety, waltornie. Właściwie każdy nowo zdobyty instrument przechodził swój chrzest na weselu i pytanie: spodoba się czy nie? Spodobały się saksofony, trąbki, ale już mniej klarnety i marakasy. Teraz wystarczy jedna osoba i komputer, dobrze widziana jest atrakcyjna solistka. Dobrze widziane są dymy. Co ja poradzę, że dziś wesela mnie śmiertelnie nudzą.

Andrzej Bieńkowski

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


 

Czytaj także

Marianna

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2020 13:00
Miesiąc już będzie, jak go pochowałam. Smutno, najgorzej smutno, jak przyjdą w odwiedziny, a jego nie ma, to mnie wtenczas boli wszystko. Jak sama jestem, to się czymś zajmę, różaniec zmówię, mszę w radiu wysłuchom, no i czytam. Oczy się od tego czytania psują.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Muzykanckie sceny z „Misia”

Ostatnia aktualizacja: 29.10.2020 11:53
Kiedy muzykanci grali w mieście na folklorach, to mieli problem z niekiedy wielogodzinnym oczekiwaniem na występ. Nie wiedzieli, gdzie się podziać. Garderób dla muzykantów przecież w domach kultury nie było. Zostały małe i ciemne korytarzyki prowadzące do kibla. Tam skupiało się życie muzykanckie, było ciasno, swojsko, można było zagrać, wypić i nikt z organizatorów się nie przyczepiał, że przeszkadzają. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Akt miłości grania na organce

Ostatnia aktualizacja: 07.01.2021 10:00
Wracałem z Mogielnicy. Siąpił deszcz, a on szedł poboczem, grając na organkach. Był tak zajęty graniem, że nie zwracał uwagi ani na deszcz, ani na zatrzymujący się samochód. Kiedy mnie zobaczył, podniósł lewą rękę w triumfalnym geście, nie przerywając gry. - Ale oberek, co? – zapytał, kiedy przestał grać...
rozwiń zwiń