Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Marianna

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2020 13:00
Miesiąc już będzie, jak go pochowałam. Smutno, najgorzej smutno, jak przyjdą w odwiedziny, a jego nie ma, to mnie wtenczas boli wszystko. Jak sama jestem, to się czymś zajmę, różaniec zmówię, mszę w radiu wysłuchom, no i czytam. Oczy się od tego czytania psują.
Wóz w polu
Wóz w poluFoto: Jacenty Dędek

Umarł nagle, dwudziestego ósmego sierpnia. Pojechały grać do Mielniowa, tam były dożynki czy coś, w kościele nasze kobiety winiec miały składać. On miał przygrać im, zrobiło mu się słabo. Bembnista, co z nim był, Anciak, mówił, że do samochodu chciał podobnież drzwi roztworzyć i wejść. I przewrócił się, silny udar bardzo, dokładnie nie wiem, co się tam stało...

A tak się cieszył, jak dostoł te nagrodę ministra, że to uznanie w końcu przyszło. Dostoł piniendzy za te nagrodę, mówił, że teraz wreszcie łazienkę będziemy mieli. Towar kupił, tylko że nie zdążył nic zrobić.

Jak go poznałam, to już muzykował. Chodzili my z kądzielami, on też chodził i grywoł, tańcowali my. Tam więcej to było namawianie, a nie spodobanie. Mnie namawiali i jego namawiali, złoncyli nos. Wprzód to tak było. Mówili: „Ano młody jest, to się wyrobi, bedzie pracowoł, bedzie dobry”. I tak z nim zostałam, przecież byłam starsza dużo od niego, nie powinnam się była z nim żenić...

Muzykował w domu, ale jak poszedł gdzie, to przepadł, a ja i tak sama, i tak sama. Przeważnie we świnta to grały gdzieś. Naszych dzieci nic nie nauczył, no, nie miały pojińcia, czy co? Tańcować tak, śpiewać, to chętnie. Dziewcyna jedna to nawet chciała się uczyć, żeby harmonia była. Wprzód, to kto miał kupić harmonię i za co, byliśmy biedni, nie mogliśmy, nie stać było na to. Na skrzypcach zaczęła trochę, ale nie chciała.

Uczniów to miał dużo, tak mówiły, że siedemnaście. Grają, wszyscy teraz grają, tutaj zdjęcie z pogrzebu, wszystkie skrzypisty przyjechali na pogrzeb, wszystkie były...

Muzyka ‒ jego zawód taki był. Na roli pracowoł, bo musioł, z muzykowania nie wyżylibyśmy... A co on dostawał, jak z bratem grał? ‒ sto złotych mu doł i jeszcze kazał przynieść flachę za te piniondze. Idzie sobota, niedziela ‒ granie, w poniedziałek roboty ni ma, po tym znowuż śpi ‒ nie robi, i sobota znowu zabawa, albo wesele. Mąż był więcej samoukiem, sam nauczył się grać, usłyszał i zaczynał grać, taką miał pamięć, że oberek po sześćdziesięciu latach przypominał mu się.

A tu rozmaicie się żyje. Na wsi życie ciężkie, przeważnie tera to ciężko jest żyć. Jak jest urodzaj, to jako tako, jak nie ma urodzaju, tak jak w tym roku, kartofle ludziom pojechały tu w tych naszych stronach. Mokro było. Gdzie na dołku, to powygniwały kartofle, a później znowu sucho i nie urosło nic. Dzięsięcioro kopało tutaj na wsi, to jeden wóz ukopały, takie drobne. Każdy idzie na zarobek, dorobi, no bo co, z samej ziemi ciężko...

Czy byłam szczęśliwa, to nie wiem, nie pamiętom. Ja śpiewać to lubiałam, dzisiaj już nie mogę, dzisiaj już wyczerpane. Nie chodziłam na te zabawy, gdzie mąż groł, miałam dzieci, w domu robota, krowy trza było wygnać, przygnać, trza było pracować. Za męża, i za siebie, i za kunia jeszcze odrobić. 

Jak muzykant, to muzykant. Jemu rodzice powiedzieli, żeby nie robił dużo, bo nie będzie groł, to on już się tak stosowoł, żeby dużo nie robić, żeby mioł letkie ręce, no to mioł letkie. „To mój zawód jest” ‒ godo. A do roboty w polu szedł, jak musioł.

Mieliśmy pięć hektarów, tylko zły piach, ziemie bardzo liche; dopóki nie zdrynowały, to jeszcze się rodziło, a jak zdrynowały, to na polu woda stała, bo rowy nieoczyszczane. Żyto słabe było, a gdzie tam pszenica? Na czyńści się sadziło warzywa: brukselkę, marchew, groszek, fasolkę. W jednym roku miałam kalafior i parę groszy było za to, bo dzieci chodzili do szkoły, to trza było książki kupić, a to ubranie.

Gotowało się kartofle czy kluski, makaron teraz się mówi, z zupą; kapusta, zalewajka była. On to wszystko lubioł i jodł wszystko, nie było w czym wybierać. Nie było tak, że chleb smarowany czy okrosić kiełbasy na kanapkę. Nie było tego w ogóle. Ziemniaki, kasza, makaron, groch. Jajeczko panie, to trza było sprzedać. Masło tyż się zrobiło i trza było sprzedać. Nie wychodziło z rąk nic, motyka, dziabka, sierp. Potem zaczęli my kosą kosić żyta, później na kunie taka kosiarka i za nim trzeba było iść, odbierać i wiązać, a i za kosą trza było odbierać...

Ciężkie życie, ale trza było robić i z chęcią się robiło wszystko, było zadowolenie, a teraz pracy nie ma. Wszystko idzie za granicę. Tu we wsi, to tylko są takie dzieci, co do szkoły jeszcze chodzą, młodych ni ma, starzy tylko. Córka tera w Szwajcarii pracuje, opiekuje się taką babką jak ja.

Mąż spokojny był, nie bił się, nie kłócił, posłuchoł, co mu kazałam robić: idź w pole ‒ to poszedł, zrób to ‒ zrobił. Łoj, ludziom to pomogoł, bezinteresowny, nie chcioł nic, mówił tylko: „Uczynki dobre prowadzą do nieba”.

Mam życzenie takie, żeby żyć w pobożności. Proszę o szczęśliwą śmierć, no i modlę się za niego, bo on przecież nie miał czasu się modlić.

Katarzyna Dędek

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Woda ze stoku

Ostatnia aktualizacja: 09.04.2020 09:13
U podnóża skarpy w dwóch miejscach bije z różną siłą po kilka źródeł, niektóre obmurowane, w innych woda wypływa wprost z ziemi, spomiędzy kamieni lub spod odsłoniętych korzeni drzew i tworzy niewielkie malownicze rozlewisko.
rozwiń zwiń

Czytaj także

A skąd ci się to wzięło?

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2020 08:00
Kiedy opowiadam czasem o początkach ruchu domów tańca i tzw. revivalu muzyki tradycyjnej w Polsce, a zdarza się to coraz częściej, zawsze pojawia się pytanie: skąd się to wzięło, o inspiracje, o to "czego wtedy słuchaliście?", "ktoś w rodzinie grał?", "twoja rodzina była ze wsi?" itp.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Masła nie sprzedom

Ostatnia aktualizacja: 03.09.2020 08:44
– Dla mnie zawsze najważniejsze zdrowie i zgoda w rodzinie, te dwie rzeczy. My żyjemy już pięćdziesiąt trzy lata ze sobą – bywało różnie, bieda była, a jakoś dało się to wszystko pogodzić. Jak teraz patrzę na ludzi, to nie ma takiej zgody...
rozwiń zwiń

Czytaj także

Katarzyna Dędek: ci ludzie pokazują, że na świat można patrzeć inaczej

Ostatnia aktualizacja: 08.09.2020 07:00
Reportażystka i publicystka razem z mężem, uznanym fotografem Jacentym Dędkiem, na podstawie kilkuletniego projektu stworzyli poruszające portrety mieszkańców prowincji.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Anioł certyfikowany

Ostatnia aktualizacja: 22.10.2020 14:06
Nie wiem, czy jestem twórcą ludowym – mówi pan Jan, – po prostu kocham to, co robię. Sztuka ludowa jest dla mnie najpiękniejsza, bo niewydziwowana, niesiona duchem. Ludzie często modlili się tym, co tworzyli, to autentyczny wyraz ich uczuć i tu chyba jej wyższość nad inną sztuką.
rozwiń zwiń