Historia

Pacyfikacja "Wujka". Proces Romana S. wraca na wokandę

Ostatnia aktualizacja: 18.06.2020 05:35
19 czerwca br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach odbędzie się kolejna rozprawa przeciwko Romanowi S., który brał udział w pacyfikacji kopalni "Wujek" 16 grudnia 1981 roku.
16 grudnia 1981 roku czołgi wjechały na teren kopalni Wujek. Strajk górników został brutalnie spacyfikowany na rozkaz komunistycznej władzy.
16 grudnia 1981 roku czołgi wjechały na teren kopalni "Wujek". Strajk górników został brutalnie spacyfikowany na rozkaz komunistycznej władzy.Foto: PAP/Marek Janicki

Sam proces Romana S. przed katowickim Sądem Okręgowym i wydany w tej sprawie nieprawomocny wyrok nie uznał – wbrew stanowisku wyrażonemu w akcie oskarżenia - iż w grudniu 1981 roku podczas pacyfikacji w "Wujku" doszło do popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości, która nigdy się nie przedawnia. Podejrzewanych o jej popełnienie sprawców można zatem ścigać aż do ich śmierci. Stąd apelacja prokuratury IPN i kolejna rozprawa wyznaczona przez katowicki Sąd Apelacyjny na 19 czerwca tego roku.

Zatrzymany przez przypadek

17 maja 2019 roku na przejściu granicznym na terytorium Chorwacji zatrzymano byłego funkcjonariusza ZOMO, 62-letniego dziś Romana S., który trafił przed wymiar sprawiedliwości… przypadkowo. Mógł być sądzony już kilkanaście lat temu. Tak się jednak nie stało. Do nowych szczegółów tej sprawy dotarło Polskie Radio.

Do pacyfikacji akcji protestacyjnej na terenie katowickiej kopalni "Wujek" doszło w trzecim dniu stanu wojennego, 16 grudnia 1981 roku. To wtedy funkcjonariusze plutonu specjalnego ZOMO zaatakowali górników, używając podczas akcji broni palnej. Padły strzały. Sześciu górników zginęło na miejscu, a trzech kolejnych zmarło w wyniku odniesionych ran w szpitalu.

src="http://static.prsa.pl/3ab8a157-2f35-48fb-bac0-16cf62734030.file"

Co działo się później z wykonawcami akcji pacyfikacyjnej? Większość z nich poniosła konsekwencje prawne swoich czynów, choć procesy w Polsce w tej sprawie toczyły się latami. Jednak nie wszyscy. Do pewnego przełomu doszło w 2017 roku w Niemczech.

Obywatel Niemiec poza podejrzeniem?

To właśnie wtedy niemieccy prokuratorzy na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) zatrzymali byłego funkcjonariusza ZOMO, który brał udział w pacyfikacji akcji protestacyjnej w "Wujku" i nie został dotąd osądzony w Polsce. To Roman S., który miał polskie i niemieckie obywatelstwo i od lat mieszkał za zachodnią granicą. Zwolniono go jednak.

W jaki sposób motywowano tę decyzję? - Oficjalnie nie zostaliśmy o tym poinformowani, a Niemcy tego człowieka po prostu wypuścili. Dalszą korespondencję w tej sprawie ze stroną niemiecką prowadziło nasze Ministerstwo Sprawiedliwości – mówi w rozmowie telefonicznej z Polskim Radiem prokurator Dariusz Psiuk z pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach.

Niemcy się nie tłumaczą

W sprawie wydania Polsce Romana S. Polskie Radio przez wiele tygodni (dokładnie od 17 lutego 2020 r.) prowadziło korespondencję mailową z dwoma niemieckimi urzędami - z Biurem Prasowym Federalnego Ministerstwa Sprawiedliwości w Berlinie (maile podpisywał Maximilian Kall) oraz Biurem Prasowym Federalnego Biura Sprawiedliwości w Bonn (jeden z maili podpisała Pia Figge).

Z żadnego z tych urzędów nie otrzymaliśmy odpowiedzi na przesłane pytania. Wśród nich na to najważniejsze: w jaki sposób niemieckie władze uzasadniały odmowę uznania Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) w przypadku byłego funkcjonariusza plutonu specjalnego ZOMO – Romana S.

- Według mnie był to splot różnych okoliczności – mówił prokurator Dariusz Psiuk z katowickiego pionu śledczego IPN. – Niemcy uznali, że wcześniejsze ustne zgłoszenie ambasadora RP w Niemczech na temat ekstradycji Romana S. jest dla nich mało wiążące prawnie. A skoro Roman S. jest ich obywatelem, Europejski Nakaz Aresztowania nie może mieć w jego przypadku mocy wiążącej. I odmówili jego wykonania - wyjaśniał Dariusz Psiuk.

Prokurator IPN poinformował, że Niemcy nie wspomnieli jednak o tym, że wobec Romana S. było prowadzone w Niemczech postępowanie. Prowadzono je jeszcze w połowie lat 90. ubiegłego wieku w prokuraturze z siedzibą w Nürberg Fürth. Dokładnie w roku 1994. Jego umorzenie uzasadniono wówczas „brakiem uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa”, o czym stanowi paragraf 170 ustęp 2 niemieckiego kodeksu postępowania karnego.

A sam Roman S.? Czuł się na tyle bezpiecznie, że wyjechał poza granice Niemiec w maju 2019 roku na urlop do Chorwacji. Tam nie chroniło go już prawo niemieckie. Został więc zatrzymany i wydany Polsce.

Więcej o tej sprawie pisaliśmy o tym w artykule Pacyfikacja-kopalni-Wujek-Znamy-szczegoly-apelacji-ws-wyroku-dla-b-ZOMOwca

Piotr Litka

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Pacyfikacja kopalni Wujek była wstrząsem dla społeczeństwa"

Ostatnia aktualizacja: 16.12.2016 18:10
W Katowicach odbyły się obchody 35. rocznicy pacyfikacji kopalni Wujek, najtragiczniejszych wydarzeń stanu wojennego. O wpływie pacyfikacji na polskie społeczeństwo mówił gość Polskiego Radia 24 Tadeusz Ruzikowski z Instytutu Pamięci Narodowej.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Rocznica pacyfikacji kopalni "Wujek". "To była jatka”

Ostatnia aktualizacja: 16.12.2017 17:10
Dziewięć ofiar śmiertelnych i dwudziestu rannych. Tak przedstawiał się tragiczny bilans brutalnej pacyfikacji katowickiej Kopalni Węgla Kamiennego "Wujek". 16 grudnia mija 36. rocznica tych dramatycznych wydarzeń. Na temat ich źródeł oraz przebiegu mówił na antenie Polskiego Radia 24 Maciej Rosalak z miesięcznika „Historia Do Rzeczy”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Pacyfikacja kopalni "Wujek". 30 lat prób osądzenia odpowiedzialnych za śmierć górników

Ostatnia aktualizacja: 21.11.2019 06:00
W Katowicach Sąd Wojewódzki uniewinnił byłych milicjantów oskarżonych o spowodowanie śmierci górników z kopalni „Wujek” na początku stanu wojennego; był to pierwszy proces w tej sprawie po upadku komunizmu. 
rozwiń zwiń