Redakcja Polska

Więcej niż wizyta, czyli J.D. Vance na Kaukazie [FELIETON]

14.02.2026 16:00
Gdyby sukces wizyty oficjalnej mierzyć liczbą zawartych umów i porozumień, ta nie należała do najbardziej udanych. Amerykański wiceprezydent J.D. Vance, który odwiedził w dniach 9-10 lutego Armenię i Azerbejdżan, ma na koncie zaledwie dwa dokumenty, po jednym na kraj.
Wiceprezydent USA J.D. Vance spotyka się z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem w rezydencji prezydenckiej Zagulba w Baku
Wiceprezydent USA J.D. Vance spotyka się z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem w rezydencji prezydenckiej Zagulba w Bakureuters

W Erywaniu podpisał z premierem Nikolem Paszynianem porozumienie o współpracy w energetyce jądrowej, z kolei w Baku kartę o amerykańsko-azerbejdżańskim partnerstwie strategicznym (z prezydentem Ilhamem Alijewem). A jednak wagę tej wizyty trudno przecenić. Niezależnie od faktu, że dla obu krajów była to pierwsza w historii wizyta polityka USA tej rangi (ponad dwie dekady temu trzeci kraj Kaukazu Południowego, Gruzję, odwiedził prezydent George W. Bush, który chciał wesprzeć reformy Micheila Saakaszwilego).

Zacznijmy od umów, które same w sobie mają spore znaczenie. Porozumienie „jądrowe” otwiera drogę dla amerykańskich inwestycji w ten sektor armeńskiej gospodarki, na razie zmonopolizowany przez Rosję. To ważne w perspektywie przewidzianego na 2036 rok zakończenia pracy elektrowni atomowej w Mecamorze i planów budowy nowego reaktora. Operatorem siłowni i dostarczycielem paliwa jądrowego jest rosyjska korporacja Rosatom – i to ona ma nadzieję na kolejny kontrakt. Aby „nie drażnić misia” premier Paszynian zasugerował wprawdzie przedłużenie pracy Mecamoru o kolejną dekadę, ale słowa te padły już po deklaracji wiceprezydenta, który zapowiedział, że USA gotowe są włożyć w armeńskie projekty jądrowe 9 mld USD. Wątpliwe, by Armenia dobrowolnie z takich pieniędzy zrezygnowała.

„Karta o partnerstwie strategicznym” z Azerbejdżanem brzmi bardziej „sexy” – ale w wielu wypadkach jest to tylko deklaracja woli pogłębiania wzajemnych relacji. W tym przypadku mowa jest o współpracy w rozwoju regionalnych szlaków komunikacyjnych, infrastruktury transportowej i wszelkich połączeń handlowych, a także m.in. o współdziałaniu w zakresie bezpieczeństwa i obronności, i zwalczania terroryzmu. Same ogólniki? Tak, ale dokument przewiduje też powołanie grup roboczych do spraw współpracy w poszczególnych obszarach. Grupy te mają w ciągu trzech miesięcy przygotować listę konkretnych projektów i planów ich realizacji. Jeśli zaś weźmiemy pod uwagę, że podobną kartę USA podpisały z Armenią – ponad rok temu, w ostatnich dniach urzędowania administracji Joe Bidena – wniosek o konsekwentnie rosnącym zainteresowaniu Stanów Zjednoczonych Kaukazem nasuwa się sam (strategiczne partnerstwo amerykańsko-gruzińskie jest w praktyce zawieszone, przyczyną jest dystansowanie się Tbilisi od Zachodu).

Ważniejsze od dokumentów jest jednak wielokrotnie wspominany przez Vance`a projekt TRIPP. To akronim, pod którym kryje się się nazwa Trump Route for International Peace and Prosperity, czyli Szlak Trumpa dla Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu. Projekt ten, pomijając promocję osoby gospodarza Białego Domu, ma zapewnić łączność drogową i kolejową pomiędzy zasadniczym terytorium Azerbejdżanu a eksklawą Nachiczewanu i dalej Turcją (przez terytorium Armenii). Trasa ta pozostaje zamknięta od ponad trzech dekad (z powodu konfliktu azerbejdżańsko-ormiańskiego), a zasady jej przyszłego funkcjonowania były do niedawna jedną z kości niezgody dzielących obie stolice. Baku chciało, by był to eksterytorialny w praktyce korytarz, a Erywań – by utrzymać nad nim swoją kontrolę. TRIPP, zarządzany przez powołaną w styczniu amerykańsko-armeńską spółkę (umowę zawarto na 99 lat) godzi ogień z wodą.

Świat po raz pierwszy usłyszał o TRIPP pół roku temu. 8 sierpnia 2005 r. prezydenci Trump i Alijew oraz premier Paszynian podpisali w Waszyngtonie deklarację, de facto ustanawiającą na Kaukazie pokój (na pokój de iure musimy jeszcze poczekać). Armenia i Azerbejdżan, które nigdy nie nawiązały ze sobą stosunków dyplomatycznych – w niepodległość weszły w stanie wojny – uznały swoje granice i zadeklarowały chęć odblokowania szlaków komunikacyjnych. Trumpowi udało się to, co nie udało się ani UE, ani Rosji – jeśli ta ostatnia oczywiście tego naprawdę chciała, bo zarządzanie przez kryzys należy do jej ulubionych modus operandi. Przy tej okazji ujawniono pomysł na połączenie przez Armenię.

TRIPP oznacza fizyczną obecność Amerykanów w newralgicznej części regionu, wzdłuż granicy Armenii z Iranem – bo tamtędy ten szlak biegnie. W ten sposób Waszyngton zwiększy presję na Teheran, ale także wzmocni pozycję Turcji, która zyska lądowe połączenie z jej azerbejdżańskim sojusznikiem. To wszystko prowadzi zaś do osłabienia wpływów Moskwy – choć ta zachowuje w regionie, zwłaszcza w będącej formalnie cały czas jej sojuszniczką Armenii, liczne zasoby (baza wojskowa w Giumri, aktywa w gospodarce, wpływy w Apostolskim Kościele Ormiańskim).

Gra o Kaukaz jest daleka od zakończenia – nie wiemy, czy na proeuropejski kurs powróci Gruzja – ale wizyta J.D. Vance`a pokazała, że USA chcą w niej brać aktywniejszy niż dotąd udział.

Wojciech Górecki, główny specjalista Zespołu Turcji, Kaukazu i Azji Centralnej OSW. Autor książek reporterskich o Kaukazie i Azji Centralnej

Rosną napięcia między Azerbejdżanem a Rosją. Moskwa oskarża o celowe działania

01.07.2025 16:48
Rosyjski MSZ poinformował, że złożył na ręce ambasadora Azerbejdżanu protest w sprawie "nieprzyjaznych działań" wobec rosyjskich dziennikarzy. W oświadczeniu resort oskarżył Baku o "celowe niszczenie dwustronnych relacji" - poinformowała agencja Reutera. Napięcia to rezultat wcześniejszych aresztowań i pobić Azerów w Rosji.

Armenia i USA rozpoczęły manewry „Eagle Partner-2025”. Erywań coraz dalej od Moskwy

12.08.2025 11:30
W Armenii rozpoczęły się wspólne ćwiczenia wojskowe z udziałem żołnierzy Stanów Zjednoczonych pod kryptonimem „Eagle Partner-2025”. Manewry potrwają do 20 sierpnia i – zdaniem analityków – są kolejnym dowodem na odwrót Erywania od Rosji, z którą jeszcze niedawno ściśle współpracował w ramach poradzieckiego sojuszu wojskowego.

Zwalczanie rosyjskiej propagandy w Armenii [Komentarz]

30.09.2025 14:15
Armenia stara się wyrwać z niedźwiedziego uścisku Rosji ale potrzebuje wsparcia bo zależności od Imperium są ogromne. Ormianie mają świadomość, że Moskwa ich zdradziła, a także pragną by Armenia stała się częścią Unii Europejskiej. Dlatego Rosja nasila ostatnio swoje operacje wpływu w tym południowokaukaskim kraju, zwłaszcza, że w czerwcu przyszłego roku odbędą się tam wybory parlamentarne. Zdecydują one o tym czy Armenia pozostanie demokratyczna i niepodległa.