W czwartek Kosiniak-Kamysz składa wizytę w Tallinie, gdzie spotka się ze swoim estońskim odpowiednikiem Hannem Pevkurem. Podczas wspólnej konferencji prasowej szef MON podkreślił, że zarówno Polska jak i Estonia „nie mają się czego wstydzić”, jeżeli chodzi o sojusznicze zaangażowanie w pomoc Stanom Zjednoczonym, ponieważ - jak wskazał - państwa te „wypełniają wszystkie wnioski składane przez Stany Zjednoczone”, wydając 5 proc. PKB rocznie na obronność, kupując amerykański sprzęt czy uczestnicząc w amerykańskich operacjach wojskowych.
- Minister Pevkur pokazywał mi tablicę upamiętniającą żołnierzy estońskich, którzy zginęli na przykład w Afganistanie. Oni stanowią najlepszy przykład i dowód zaufania i współodpowiedzialności, stanowią przykład sojuszniczego zaangażowania - mówił Kosiniak-Kamysz.
- My wiemy, co robimy. Wiemy, jak ważne jest bezpieczeństwo i bierzemy odpowiedzialność na siebie, ale mamy też prawo oczekiwać solidarności, solidarności, która stanowi o tym, że żołnierze amerykańscy w systemie odstraszania i obrony są obecni w naszych państwach. Będziemy o to zabiegać - zadeklarował.
Wyraził przekonanie, że decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o wycofaniu około 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy z Niemiec „nie dotknie w finale ani Polski, ani Estonii”. Podkreślił, że oświadczenia w tej sprawie wydał zarówno wiceprezydent J.D Vance, jak i Pentagon.
Kosiniak-Kamysz przekazał ponadto, że planiści z dowództwa sił USA w Europie deklarują, iż docelowy plan relokacji wojsk amerykańskich będzie gotowy w ciągu dwóch do czterech tygodni.
Odnosząc się do ostatnich incydentów z udziałem ukraińskich dronów wlatujących w przestrzeń powietrzną państw bałtyckich, które - zdaniem strony ukraińskiej - są celowo przekierowywane przez Rosjan, szef MON stwierdził, że „Ukraina musi być bardziej precyzyjna, żeby nie dać powodu do rosyjskich prowokacji”. - Tego się można spodziewać, że Rosja zawsze takie działania będzie chciała wykorzystywać, więc musimy być tutaj bardzo precyzyjni - dodał.
Zapewnił, że Polska jest gotowa wspierać Estonię w natowskiej misji Baltic Air Policing, odpowiadającej za ochronę przestrzeni powietrznej państw bałtyckich. - Jeżeli żadne względy techniczne nie przeszkodzą, to Polska wyśle swoich pilotów i swoje samoloty do ochrony nieba - powiedział.
Kosiniak-Kamysz zadeklarował również chęć dokonania wspólnych zakupów z Estonią w ramach unijnego programu SAFE. Podkreślił, że Polska widzi w tym państwie „solidnego partnera” i chciałby, aby „nasz wniosek o wspólne zakupy w programie SAFE był jak najbardziej poważnie potraktowany”.
Szef estońskiego resortu obrony Hanno Pevkur podziękował Polsce za deklarację wsparcia w ochronę przestrzeni powietrznej. Podkreślił, że polsko-estońska współpraca w zakresie obronności rozwija się dobrze, ponieważ zarówno polskie firmy w Estonii, jak i estońskie firmy w Polsce stają się coraz aktywniejsze.
Zaznaczył, że Europa powinna przyjąć informację o zmniejszeniu amerykańskiej obecności wojskowej na Starym Kontynencie ze spokojem, ponieważ zmiany te były zapowiedziane już ponad rok temu. - Ich celem jest zmniejszenie (obecności wojskowej), a Europejczycy muszą wziąć większą odpowiedzialność. My ją bierzemy i jesteśmy gotowi wziąć jej więcej - powiedział Pevkur.
W ostatnich dniach nasiliły się incydenty z udziałem bezzałogowców na granicy UE z Rosją, szczególnie w krajach bałtyckich. We wtorek estońską przestrzeń powietrzną naruszył dron, który zestrzeliły rumuńskie myśliwce F-16 pełniące misję NATO na Litwie. We wtorek także Łotwa poinformowała o dronie, który wleciał w jej przestrzeń powietrzną. Z kolei w środę z powodu możliwego wykrycia drona zamknięto na godzinę przestrzeń powietrzną nad lotniskiem w Wilnie.
Według MSZ w Kijowie Rosja celowo przekierowuje ukraińskie drony na państwa bałtyckie. Jak oświadczył we wtorek rzecznik MSZ w Kijowie Heorhij Tychyj, „wbrew moskiewskiej propagandzie te państwa nigdy nie pozwalały na wykorzystywanie swojej przestrzeni powietrznej do ataków na Rosję”. Dodał, że Ukraina też nigdy o to nie prosiła.
Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył po wtorkowej rozmowie z szefem Pentagonu Petem Hegsethem, że trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła. „Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie” - oświadczył. Wskazał, że z Hegsethem umówili się na dalszą współpracę „nad wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski i docelowym modelem obecności wojsk amerykańskich w Polsce”.
Agencja Reutera poinformowała w zeszły piątek, powołując się na dwóch amerykańskich urzędników, wypowiadających się anonimowo, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Z kolei CNN podał, powołując się na źródła w resorcie wojny USA, że decyzja Hegsetha o wstrzymaniu planowanej rotacji amerykańskiej brygady pancernej była częścią serii ruchów mających zredukować liczbę sił USA w Europie. 1 maja Pentagon zapowiedział wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec.
W środę rzecznik Pentagonu potwierdził, że Pentagon zdecydował o zmniejszeniu liczby tzw. Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT) stacjonujących w Europie z czterech do trzech. Podkreślił też, że ostateczny rozkład wojsk USA w Europie będzie przedmiotem „dalszej analizy wymagań strategicznych i operacyjnych”. Dodał, że skutkiem zmniejszenia obecności amerykańskiej armii w Europie będzie również „tymczasowe opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce”, która – jak dodał – „jest wzorcowym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych”.
Wcześniej, we wtorek wiceprezydent USA J.D. Vance oświadczył, że wstrzymanie rotacji brygady pancernej do Polski to „jedynie opóźnienie rotacji”. Zaznaczył, że nie podjęto decyzji o ostatecznym przeznaczeniu tych wojsk.
IAR/PAP/pż