Marta Titaniec regularnie bywa w Charkowie, ostatnio była tam w czasie zmasowanych ataków Rosji na Kijów i na wschodnią Ukrainę. Jak mówi, w ramach projektu Fundacja pracuje w ramach kliniki mobilnej z ludźmi, którzy zostali wysiedleni. To osoby często starsze, schorowane, wysiedlone z powodu działań wojennych i zakwaterowane w miejscach wieloosobowego zakwaterowania.
- Wycie syren jest tam tak częste, że staje się czymś naturalnym. Odgłosy walk są poruszające, a człowiek ma świadomość, że w każdej chwili można zginąć – tłumaczy Marta Titaniec. W czasie jej pobytu w Charkowie zbombardowano np. centrum handlowe. – To zagrożenie jest bardzo realne. Ja tam byłam tylko kilka dni, a ludzie żyją tam codziennie – dodaje gość PRdZ.
Wojna sprawiła, że kilka tysięcy ośrodków zdrowia jest zniszczonych. Bardzo dużo lekarzy wyjechało, więc odczuwalny jest brak medyków. Fundacja w ramach kliniki mobilnej udziela też pomocy psychologicznej, a w przyszłości chciałaby zajmować się m.in. protezowaniem, czyli przygotowaniem protez dla weteranów i cywilów.
- Myślę, że poczucie bycia po stronie cierpiących, po stronie tych, którzy potrzebują pomocy, jest bardzo ważne. Żeby wiedzieli, że jesteśmy z nimi – mówi Marta Titaniec, prezes Fundacji Most Solidarności w rozmowie z Ewą Plisiecką.