100 lat temu Gdynia, dziś znane miasto portowe, było zaledwie małą wsią. Wszystko zmieniło się dzięki budowie ogromnego portu, dziewiątego pod względem przeładunków na świecie. Przez lata Gdynia przyciągała tysiące ludzi, dając szansę na realizację ambitnych planów i biznesów. Już wkrótce miasto będzie obchodzić stulecie nadania praw miejskich.
W 2026 roku Gdynia obchodzi setną rocznicę nadania praw miejskich. Senat RP ogłosił rok 2026 Rokiem Miasta Gdyni. Z tej okazji miejskie instytucje zaplanowały wiele ciekawych wydarzeń: pokaz tysiąca dronów, historię Gdyni w 3D, najdłuższy wspólny stół, koncerty, spektakle, start wyścigu kolarskiego „Tour de Pologne”, jubileuszowy festiwal „Opener” (pod gołym niebem). To tylko niektóre z wydarzeń, które Gdynia przygotowała na swoje 100-lecie. Obchody rozpoczną się 10 lutego, bo właśnie tego dnia w 1926 roku Rada Ministrów wydała uchwałę, na mocy której Gdynia uzyskała status miasta, lecz stulecie nadania praw miejskich Gdynia będzie obchodzić przez cały rok 2026.
W polskiej świadomości społecznej funkcjonuje fenomen Gdyni, o którym już w latach 80. XX wieku opowiadał w archiwalnej rozmowie z Polskim Radio znany polski uczony, profesor Bolesław Polkowski.
- Najistotniejszy to jest chyba fenomen Gdyni. Bo nawet jeżeli ktoś się zjawił tak jak ja w roku 1945 na wybrzeżu i pierwsze kroki swoje właśnie tutaj skierował, to co ciągnęło tych ludzi? Właśnie fenomen Gdyni, który stał się jak gdyby mitem zarówno okresu międzywojennego, jak i powojennego, tuż powojennego. Wobec tego nie można inaczej traktować Gdyni tylko jako fenomen polskiej myśli morskiej, naszej całkowicie samodzielnej i jednocześnie, co tu dużo mówić, pierwocień planowania gospodarczego. Planowania udanego, co jest najważniejsze. Tym bardziej, że mówiąc o fenomenie Gdyni i o micie, który funkcjonuje do dnia dzisiejszego przecież w umysłach zarówno młodych, jak i średnich, nie mówiąc już o starcach i wobec społeczeństwa, ten mit i ten fenomen Gdyni będzie funkcjonować, wydaje mi się, tak długo, jak długo będzie istnieć Bałtyk, jak długo będzie trwać jestestwo Polaków tu, nad Bałtykiem. Bo nie ma nic piękniejszego i nic bardziej realnego, spektakularnego, jakbyśmy teraz powiedzieli, jak właśnie Gdynia, port, miasto i w związku z tym funkcjonujący fenomen. 500 kilometrów wybrzeża, moim zdaniem, mniej tkwi w umysłach pokoleń aniżeli ten skraweczek Gdyni. Dlaczego? Dlatego, że on otwierał inną perspektywę dla rodzącej się Polski.
Na czym polega ta perspektywa i jak zaczęła się kształtować miejskość dla Gdyni, zapytaliśmy Kierownika Działu Komunikacji i Promocji Muzeum Miasta Gdyni Michała Miegonia.
- Sama Gdynia, o czym nieczęsto się wspomina, ma rodowód średniowieczny, bo w połowie XIII wieku pierwsze wzmianki były już o wsi Gdynia i co jest fenomenem. Nadal istnieje ta historyczna oś głównej ulicy, to jest ulica Starowiejska, która idzie z dworca Gdynia Główna, z okolic się rozpoczyna, kończy się na morzu. To był dawny szlak właśnie, którędy mieszkanki, mieszkańcy tych terenów schodzili z wyżej nad morze po ryby. Ale należy zadać tutaj kłam stwierdzeniu, że Gdynia była rybacką wioską, bo była to wieś rolnicza. Była to wieś rolnicza średniej wielkości, całkiem zamożna nawet, gdzie rybacy stanowili część tylko społeczności. A zupełnie inaczej potoczyłaby się historia Gdyni, gdyby nie decyzja o ustanowieniu tutaj portu, portu handlowego, ale przede wszystkim portu marynarki wojennej, portu wojennego.
Na wybór Gdyni jako miejsca pod przyszły port wpłynął Tadeusz Wenda, wspominał w wywiadzie dla Polskiego Radia inżynier Kazimierz Komocki.
- Tadeusza Wenda rozstrzygnął sprawę w ten sposób, że jedyny punkt, który się nadaje na port, to jest Gdynia. Dlatego, że ujście Wisły jest zamulane, absolutnie nie nadaje się. Zachodnia granica i Jezioro Żarnowieckie nie nadaje się, żeby to nie była granica, to na Jeziorze Żarnowieckim mógłby powstać port wtedy. Na Helu nie nadaje się, bo Hel jest zamulany i tak dalej, tylko Gdynia.
Gdyby nie port, dzisiejsza Gdynia raczej nie byłaby miastem, a jedną ze wsi nad Bałtykiem, przekonany jest Michał Miegoń.
- W przypadku, gdyby nie było w Gdyni tej dogodnej lokalizacji na port, gdyby inżynier Tadeusz Wenda, który był projektantem portu, wybrał na przykład Władysławowo albo Puck jako lepsze miejsce, Gdynia byłaby drugą Łebą albo Ustką, czyli letniskiem, bo już przed 1926 rokiem, przed tym momentem dla Gdyni kluczowym, kiedy stała się miastem, to było prężnie rozwijające się letnisko. Konkurencja dla letnisk takich jak Sopoty, czyli miasto Sopot obecnie, jak i też na przykład do również położonego wówczas na terenie Wolnego Miasta Gdańska letniska Westerplatte, które przez lata zresztą funkcjonowało jako to miejsce turystyczne. Gdynia miała dobrą bazę, bazę turystyczną opartą na gospodarce kaszubskich rodzin, bo Gdynia to też nadal miejsce, gdzie ludność kaszubska w całkiem sporym procencie tutaj egzystuje wraz z ludnością napływową. Tu były domy kuracyjne, bardzo szybko rozwijająca się gałąź przemysłu turystycznego dzięki linii kolejowej, bo 1870 rok mamy poprowadzone tory kolejowe łączące Berlin z Królewcem i właśnie malutki wówczas Dworzec Gdyński stał się kluczowym ogniwem dla turystyki.
Decyzja o budowie portu w Gdyni, podjęta na początku lat 20. XX wieku, nie od razu uzyskała uznanie. Niektórzy byli sceptyczni wobec tego pomysłu, co wynikało ze znacznych problemów napotkanych na etapie realizacji – zauważa ekspert.
- Rok 1926 był przełomowy dla Gdyni, był tym momentem, kiedy uzyskała ona prawa miejskie nie bez powodu. W latach poprzedzających nadanie Gdyni praw miejskich nastąpiły różne problemy, różne punkty sporne w zakresie rozwoju Gdyńskiego portu. Na początku lat dwudziestych budowa ruszyła z impetem, szybko przygotowano projekt i uruchomione pierwsze molo tymczasowe. Jednak w pewnym momencie liczne podmioty prowadzące budowę przestały się ze sobą dogadywać. Tutaj wielka interwencja, po pewnym czasie była ministra przemysłu i handlu Eugeniusza Kwiatkowskiego, który na nowo poruszył to koło zamachowe i dodał również zastrzyk finansowy dzięki licznym interwencjom. Nadanie Gdyni praw miejskich było też poniekąd ważnym symbolicznym wejściem miasta w fazę rozwoju jako poważny ośrodek miejski wokół portu. Pierwsze plany zabudowy śródmieścia z 1926 roku pokazywały już obraz miasta jaki znamy w dniu dzisiejszym, z szerokimi arteriami, punktami reprezentacyjnymi, z miejscem na tak zwane forum morskie. Nadanie praw miejskich to utrwaliło, no i też miało ten walor propagandowy, propagandy Polski Morskiej. Tutaj miał miejsce symboliczny moment zaślubin Polski z morzem, od wrzucenia właśnie przez generała Józefa Hallera pierścienia w wody zatoki, przyłączenia II RP do morza. Tak właśnie powstanie portu i Gdyni praw miejskich miało zademonstrować największy zryw społeczny II RP, czy też jeden z największych w historii Polski.
Gdynia stała się punktem zapalnym, prawdziwym źródłem przedsiębiorczości w Polsce. Miasto wielokrotnie demonstrowało ten duch w kolejnych epokach: przez nie przebiegała magistrala węglowa, tu budowano statki i tędy szedł na szeroką skalę handel zagraniczny.
Jerzy Lichtarowicz