"Melancholia sprzeciwu". Powrót najgłośniejszej powieści László Krasznahorkaiego

Ostatnia aktualizacja: 03.08.2026 13:22
Apokaliptyczna wizja rodzącego się totalitaryzmu, przejmujący obraz rozpadu wspólnoty i jedna z najważniejszych powieści środkowoeuropejskiej literatury XX wieku. "Melancholia sprzeciwu" László Krasznahorkaiego ponownie trafia do rąk czytelników. Wydana po raz pierwszy w 1989 roku książka przeżywa dziś renesans zainteresowania, do czego przyczyniło się przyznanie węgierskiemu pisarzowi Literackiej Nagrody Nobla w 2025 roku. 
Melancholia sprzeciwu Lszló Krasznahorkaiego ponownie trafia do rąk czytelników
"Melancholia sprzeciwu" László Krasznahorkaiego ponownie trafia do rąk czytelnikówFoto: PAP/EPA/QUIQUE GARCIA

Posłuchaj rozmowy w audycji "Poranek Dwójki" >>>

Szwedzka Akademia uhonorowała węgierskiego pisarza "za przejmującą i wizjonerską twórczość, która pośród apokaliptycznej grozy potwierdza siłę sztuki" - jak czytamy w uzasadnieniu. Nic dziwnego, ponieważ László Krasznahorkai wyróżnia się wizjonerskim spojrzeniem na współczesny świat, pełnym dystopijnych wizji i literackiej głębi.

László Krasznahorkai i świat moralnego zniewolenia

- Jestem zaskoczona tym, jak młodzież postrzega tego pisarza. Okazuje się, że jest on bardzo dobrze rozumiany przez młode pokolenie, choć przecież to twórca ponad siedemdziesięcioletni. Jego główne powieści – "Szatańskie tango" i "Melancholia sprzeciwu" – odnoszą się do rzeczywistości, której to pokolenie już nie zna. To rzeczywistość zsowietyzowana, odarta z godności. Absolutnie sowiecka rzeczywistość – rzeczywistość reżimu w najgorszej formie, czyli w formie zniewolenia moralnego. Za cenę najrozmaitszych ustępstw, kompromisów, zgód i milczenia można było kupić sobie wygodniejsze życie - mówiła w Dwójce tłumaczka Elżbieta Sobolewska.

- Koniec lat osiemdziesiątych to już rozpad tego systemu, rozpad tej rzeczywistości. Wszyscy wiedzą, że coś się dzieje, że coś się zaczęło i że coś się kończy. Oczywiście znamy polski przykład, wiemy, co działo się w Polsce na początku lat osiemdziesiątych. Na Węgrzech wyglądało to zupełnie inaczej, a koniec lat osiemdziesiątych to już właściwie schyłek schyłków - dodała.

Czytaj też:

"Melancholia sprzeciwu" – opowieść o porządku i chaosie

Polski tytuł powieści László Krasznahorkaiego jest efektem translatorskiego kompromisu. Węgierski oryginał odwołuje się do dwóch bliskich sobie pojęć – oporu i sprzeciwu – które w tamtejszym języku funkcjonują niemal jak synonimy. W przekładzie zdecydowano się na "Melancholię sprzeciwu", uznając, że taki tytuł lepiej brzmi po polsku, choć jednocześnie częściowo zaciera jedno z istotnych odniesień obecnych w powieści.

- To był w ogóle trudny tytuł w przekładzie, ponieważ węgierski oryginał nawiązuje do dwóch terminów, które w tym języku funkcjonują niemal homonimicznie – oporu i sprzeciwu. "Melancholia oporu" nie brzmi po polsku najlepiej, dlatego wybrano tytuł "Melancholia sprzeciwu". Natomiast nie odnosi się on do wątku muzycznego, który tam jest wpleciony. A chodzi o Werckmeistera - podkreśliła tłumaczka.

Kino jako klucz do Krasznahorkaiego

Muzyczne odniesienie obecne w oryginalnym tytule nie zniknęło jednak z recepcji twórczości László Krasznahorkaiego. Przeciwnie – wybrzmiało z pełną mocą za sprawą Béli Tarra, który ekranizację "Melancholii sprzeciwu" zatytułował "Harmonie Werckmeistera". Dla wielu odbiorców to właśnie ten film stał się pierwszym spotkaniem z prozą węgierskiego pisarza i zachętą do sięgnięcia po jego książki.

- Nie wszyscy czytelnicy znają filmy Béli Tarra, bo dziś dość trudno je obejrzeć. Wydaje mi się jednak, że Krasznahorkai w swoich książkach stawia pytania, które wykraczają poza konkretną węgierską czy środkowoeuropejską rzeczywistość. To pytania o porządek świata, o zasadę, która nim rządzi. W "Melancholii sprzeciwu" mamy z jednej strony piękno kosmosu, piękno stworzenia, z drugiej – zło świata, jego przestępczy wymiar tworzony przez ludzi. I pozostaje pytanie: która z tych zasad jest tą rządzącą, a która stanowi jej złamanie? - zastanawiała się Elżbieta Sobolewska.

***

Tytuł audycji: Poranek Dwójki

Prowadzenie: Jan Kanty Zienko

Gość: Elżbieta Sobolewska (tłumaczka)

Data emisji: 3.08.2026

Godz. emisji: 8.30

am

Czytaj także

Tomasz Swoboda: Raymond Roussel pisał "Impresje z Afryki" jako powieść przygodową

Ostatnia aktualizacja: 29.06.2026 12:47
- Przez długi czas Roussela traktowano albo jako dziwaka, albo jako kogoś, kto po prostu nie umie pisać. Dopiero po publikacji jego zapisków przez Michela Leirisa okazało się, że te niezwykłe światy są oparte na bardzo precyzyjnych mechanizmach językowych. To właśnie wtedy przyszła pośmiertna sława, o której Roussel marzył - opowiadał w Dwójce Tomasz Swoboda, autor polskiego przekładu "Impresji z Afryki" Raymonda Roussela.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Olga Tokarczuk: pierwszy raz w życiu poczułam, że to wszystko mnie przerasta

Ostatnia aktualizacja: 12.07.2026 19:48
- W trakcie pisania tej książki miałam poczucie, że świata jest za dużo; że literatura jest zaledwie takim złamanym widelcem, który próbuje jakoś to wszystko ująć, pozbierać, ale niestety łapie tylko niektóre wątki, wibracje, płaszczyzny i warstwy. Chyba pierwszy raz w życiu poczułam, że to wszystko, co jest do opowiedzenia, mnie przerasta. I że potrzeba nam wielu pisarek i pisarzy w następnych pokoleniach, ponieważ tylko to, co opowiedziane przechodzi do nirwany - mówiła w Dwójce Olga Tokarczuk o swej nowej powieści pt. "Świata jest za dużo".
rozwiń zwiń