Pożegnanie z Ukrainą

Ostatnia aktualizacja: 17.05.2022 16:00
Chciałbym zwrócić wszystkim uwagę na niespodziewane konsekwencje wojny. Wojna na zawsze zmienia kulturę i konteksty kulturowe – zaczął opowieść Andrzej Bieńkowski. Ten odcinek, „Pożegnanie z Ukrainą”, ma być jego osobistą historią, osobistym pożegnaniem z Ukrainą sprzed lat. Ukrainą taką, jaką znali nasi folkloryści, a która już w wielu jej zakątkach nie wróci. Ten odcinek to czas na lament nad utratą.
Audio
Czarnobyl, Ukraina -  Święto Rusałek.
Czarnobyl, Ukraina - Święto Rusałek.Foto: Andrzej Bieńkowski/MUZYKA ODNALEZIONA

- Pokolenie urodzone w latach 40., które nie traktowało śpiewów i muzyki jako występów estradowych, a jako element codzienności, odchodzi. Stąd moje pożegnanie z Ukrainą. Dlatego też zacznę od pożegnania – lamentacji. Czym są lamenty? To pieśni występujące w części Polesia, właściwie rozpoczynają święto Trojcy, przed świętem Kusta.

Rano kobiety idą do cerkwi na mszę, po niej w drodze na cmentarz wyłamują z drzew gałązki klonu, jarzębiny, robą z nich naręcza. Niosą także koszyki… ze świątecznym śniadaniem. Następnie na krzyżach kobiety rozkładają ruczniki – pięknie haftowane płótna, którymi zazwyczaj przyozdabia się ikony. Zaczynają lament.

- Zaczynają wspominać zmarłych. To rozmowa. Następuje coś niezwykłego, zakłócenie normalnego podziału świata na żywych i zmarłych. One naprawdę z tymi zmarłymi rozmawiają. Płacząc, wołają np.: „Moja kochana siostrzyczko, tak mi ciebie brak! Popatrz, przyjechał tu pan z Polski, stoi i płacze razem ze mną…”. To nasilające się crescendo. – wspominał Andrzej Bieńkowski. – Drugi typ lamentacji jest bardziej tradycyjny: na świeżym grobie kobieta kładzie rucznik, klęka przy nim, obejmuje go i jakby szepcze do niego. A jednocześnie jej rodzina ucztuje przy grobie. Sobie wódeczkę – do grobu wódeczkę, sobie ogórka – do grobu ogórka. To bardzo stare pogańskie obyczaje! A ten cmentarz to jest las na wzgórzu. Tu się rozlega płacz, tu nagle ucicha, tu eksploduje… – wspominał Bieńkowski zwyczaj, który po dziś dzień praktykuje się wśród Ukraińców, Białorusinów czy Romów

Bieńkowski, człowiek o otwartym sercu, nie umiał przechodzić obojętnie obok tego zjawiska. Gdy pytał lamentujące kobiety, czy pozwolą się sfilmować, te odpowiadały: „Andrej, przyjdź. Będę na Ciebie czekała z płaczami, aż przyjdziesz”. Zależało im na świadkach ich straty. Etnograf był poruszony. Płakał razem z nimi.

- To piorunujące wrażenie. Nie mogliśmy się pozbierać. Schodziliśmy z Małgośką (Bieńkowską, żoną – przyp. red.) z cmentarza zapłakani. Akurat pomiędzy cmentarzem a miasteczkiem jest gospoda. To znaczy sklep, gdzie sprzedaje się też alkohol. Jeszcze cały rozdygotany wchodzę tam i widzę scenę, która mnie zamurowała! Te same kobiety, które widzieliśmy lamentujące na cmentarzu, siedzą przy stole, piją wino i śpiewają radosne pieśni o początku życia! O Kuście! Kust to symbol odradzającego się po zimie życia. One w ciągu tego krótkiego czasu przechodzą wielkie katharsis!

W czasie „wodzenia Kusta” kobiety ubierają młodą dziewczynę w liście (najczęściej) klonu tak, że jest ona niemal cała osłonięta gałązkami. Wędrując po wsi, śpiewają pieśni i wrzucają po kustowej gałązce do każdego mijanego obejścia. Na znak „poświęcenia”.

- Dawniej szły do polskiego pana, bo to dawne tereny II Rzeczypospolitej. Tam śpiewały pieśni życzące, a pan ugaszczał chlebem. W naszych czasach pochód z Kustem zmierzał do… kierowniczki kołchozu. Spełniała ona funkcję niezbędną dla zamknięcia obrzędu. – Wspominał Bieńkowski. Poza pieśniami życzącymi, ugoszczeniem chlebem, w obrzędzie musiał znaleźć się jeszcze jeden element (zwłaszcza kultury świąt)… – Jak to mówią, bimber poznaje się za wsią. Nie miałem doświadczenia z tym bimbrem. Czułem się świetnie, aż ktoś zażartował: „to teraz wstań i idź do domu”. Nie byłem w stanie. On zasłupłuje nogi!

drozdin targ Bieńkowski.jpg
Przeczytaj:
Pożegnanie z Ukrainą- felieton Andrzeja Bieńkowskiego

Od święta Kusta (to zachodniopoleskie święto odbywa się w okolicy Zielonych Świątek) przejdźmy do święta Kupały.

- To także święto płodności, wyzwolenia, nowego życia. Adam Strug powiedział mi, że w Polsce też był zwyczaj Kupały, a raczej Nocy Świętojańskiej, jako nocy „wolnej miłości”. Dzieci, które narodziły się z tych nieformalnych zbliżeń nazywano kupałkami, nie było wobec nich odium bękarta. I było to mocno zakorzenione w kulturze… – wspominał Bieńkowski.

Etnograf przedstawił nam kilka rodzajów śpiewów kupalskich, m.in. najstarszy, heterofoniczny śpiew (wieś Zbrian’ki) czy śpiewy ze wsi Stari koni, skąd pochodzi legendarna Dominika Czekun. Warto zwrócić uwagę na fabułę zawartą w pieśniach…

- Ale po tych pieśniach, obrzędach, paleniu ognia, odbywały się zwykłe tańce po prostu! – i tak wysłuchaliśmy ukraińskiej polki granej przez kapelę w składzie: skzypce, harmonia (bliska półtonówce) i baraban.

***

Tytuł audycji: Źródła 

Prowadził: Andrzej Bieńkowski

Data emisji: 17.05.2022

Godzina emisji: 15.15


Czytaj także

Boże Obiady

Ostatnia aktualizacja: 03.12.2020 09:00
Wiele osób nie wie, co to jest „boży obiad”, a ci nieliczni, co wiedzą, kojarzą go z kurpiowskim obrzędem, który z inicjatywy niektórych mieszkańców oraz przy pomocy Stowarzyszenia Trójwiejska odradza się w kilku wsiach Puszczy Zielonej. Sprawa jest jednak daleko bardziej złożona. Bo, po pierwsze, był to niegdyś obrzęd szeroko rozpowszechniony, o zasięgu właściwie ogólnopolskim. A po drugie, określenie to w historycznych źródłach bywa jednak stosowane do różniących się od siebie okoliczności i zjawisk kulturowych. Czasem używa się go bardzo ogólnie, czasem odnośnie bardzo konkretnych form. Czy jest coś, co to wszystko spaja?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wesele śmiertelników

Ostatnia aktualizacja: 01.07.2021 11:11
To centralny obrzęd życia w większości kultur tradycyjnych świata, także w polskiej. W ciągu XX wieku tradycyjne formy wesela zanikły lub uległy daleko idącym przekształceniom.
rozwiń zwiń