Donald Trump wielokrotnie sugerował, że jego działania wzmacniają Sojusz, a problemem nie jest NATO jako takie, lecz współpraca z Europą, która – z perspektywy amerykańskiej – coraz bardziej oddala się od USA. Chodzi między innymi o inne podejście do wolności prywatnej, wolności słowa czy ocenę zagrożeń płynących ze strony Rosji i Chin. Te rozbieżności w kwestiach fundamentalnych i strategicznych stają się źródłem realnych obaw o przyszłość relacji transatlantyckich.
Symbolicznym sygnałem tych napięć był niedawny postulat republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego, który oficjalnie zaproponował wyjście Stanów Zjednoczonych z NATO. Choć – jak zaznacza Obremski – taka inicjatywa nie ma obecnie realnych szans na przejście przez Kongres i Senat, to sam fakt jej pojawienia się nie powinien być bagatelizowany.
– NATO i wsparcie dla Ukrainy wciąż cieszą się w USA poparciem ponadpartyjnym. Senat pozostaje gotowy do wdrażania tzw. sankcji wtórnych wobec państw handlujących z Rosją, co pokazuje, że zrozumienie dla wartości sojuszu transatlantyckiego nadal jest wysokie – zauważa analityk. Jednocześnie ostrzega przed procesem stopniowego oswajania opinii publicznej z radykalnymi pomysłami. Dziś pojawia się jedna ustawa, za rok może być kolejna, a z czasem liczba parlamentarzystów popierających podobne inicjatywy może rosnąć.
Kluczowy może okazać się najbliższy rok i wynik wyborów środka kadencji w USA. Ewentualna utrata większości przez republikanów mogłaby odwrócić ten trend, ale do tego czasu sytuacja powinna być uważnie monitorowana.
Na obecnych napięciach najbardziej korzysta Rosja. Moskwa konsekwentnie gra na czas, ponieważ wojny na wyczerpanie historycznie działały na jej korzyść. Kreml nie jest zainteresowany szybkim pokojem ani trwałym zawieszeniem broni – jego celem jest przeczekanie Europy i osłabienie jedności Zachodu.
Rosja liczy na wewnętrzne podziały w Unii Europejskiej oraz na dojście do władzy ugrupowań prawicowych inspirowanych nurtem maga, które mogą przestać postrzegać ją jako strategiczne zagrożenie. Każdy mechanizm zamrażający obecną sytuację, opóźniający sankcje czy osłabiający presję na Moskwę, kupuje Rosji cenny czas.
Zdaniem Obremskiego punktem wyjścia do zażegnania kryzysu powinno być konsekwentne wzmacnianie relacji transatlantyckich. Dotyczy to również pracy po stronie Partii Republikańskiej, gdzie wciąż obecne są silne głosy przekonujące, że NATO jest nie tylko fundamentem bezpieczeństwa Europy, lecz także elementem wzmacniającym pozycję USA w globalnej rywalizacji, zwłaszcza z Chinami.
Z perspektywy Polski kluczowe jest unikanie opowiadania się po jednej stronie amerykańskiego sporu politycznego. – Polska powinna przekonywać zarówno demokratów, jak i republikanów, że zaangażowanie USA w Europie Środkowo-Wschodniej leży w ich interesie, nawet jeśli strategiczne priorytety Waszyngtonu coraz częściej koncentrują się na Pacyfiku – podkreśla analityk.
Szczególnie niepokojącym zjawiskiem jest narastające używanie argumentu „wartości” przeciwko Europie. Dotychczas to Europejczycy podkreślali, że NATO jest sojuszem opartym na wspólnych zasadach i demokracji liberalnej. Dziś coraz częściej słychać w USA głosy, że Europa od tych wartości odchodzi.
Przykładem mogą być spory wokół regulacji cyfrowych czy kary nałożonej przez Unię Europejską na platformę X. Choć kwota nie jest wysoka, przekaz polityczny jest czytelny: Europa i Stany Zjednoczone coraz inaczej definiują wolność słowa. Zdaniem Obremskiego to groźny precedens, bo podważanie wspólnoty wartości osłabia sam fundament NATO.
Dla Polski stawka jest szczególnie wysoka. Jej powojenny sukces opiera się na dwóch filarach: bezpieczeństwie gwarantowanym przez Stany Zjednoczone oraz wzroście gospodarczym wynikającym z członkostwa w Unii Europejskiej. Jeśli USA zaczęłyby wykorzystywać Polskę do osłabiania UE, kraj znalazłby się w niezwykle trudnej sytuacji strategicznej.
– W takim scenariuszu zachwiałyby się podstawy, na których Polska była budowana przez ostatnie trzy dekady. To wyzwanie, do którego musimy się przygotować – podsumowuje Tomasz Obremski.
pż