Dziś przyglądamy się relacjom polsko‑łotewskim z dwóch perspektyw: historycznej i codziennej, widocznej w życiu lokalnych mieszkańców – zarówno Łotyszy, jak i Polaków, którzy od wieków mieszkają na ziemiach łotewskich. Z jednej strony to długa, wspólna historia od czasów, gdy terytorium dzisiejszej Łotwy wchodziło w skład Rzeczypospolitej, przez wspólne działania wojskowe, aż po doświadczenia XX wieku i wejście obu państw do NATO. Z drugiej strony to także więź, którą widać dziś w szkołach i uniwersytetach, w turystyce, która choć oddziela secesyjną Rygę od ceglanego gotyku Gdańska, to jednocześnie zbliża nasze kraje wspólne morze, obecność polskich żołnierzy, w ramach struktur NATO, oraz przeróżnych produktów na łotewskich półkach, a przede wszystkim w tym, jak Polacy i Łotysze spotykają się i jakie relacje mają na co dzień.
Wanda Jelińska‑Platace od lat oprowadza turystów po Rydze. Zna nie tylko daty i nazwiska, ale przede wszystkim twarze i pytania tych, którzy przyjeżdżają z Polski. W jej opowieści więź polsko‑łotewska ma bardzo prosty punkt startu: spotkania ludzi. Kiedyś łączyła nas wspólna granica, wspólne tereny i ofensywy wojenne, dziś – jak mówi – „przeważnie ścieżki turystyczne”. Polacy coraz częściej wybierają Rygę, Łotysze zaglądają do Polski, a ruch między krajem nad Dźwiną a krajem nad Wisłą, nie jest już tylko zapisem w statystykach. Jest to żywy nurt, w którym ludzie, jak woda, płyną w obie strony, zabierając ze sobą opowieści i relacje. Do każdej grupy, która przyjeżdża, dołącza naturalne pytanie: co nas właściwie łączy?
Wanda Jelińska‑Platace widzi, że odpowiedź na to pytanie nie zatrzymuje się na ładnej secesji, ale schodzi głębiej. Za widokami, za zdjęciami na Instagramie, pojawia się ciekawość wspólnej historii, punktów styku, które sprawiają, że polskie nazwiska pojawiają się w łotewskich dziejach, a łotewskie ślady (jak Inflanty w polskiej historii, łotewskie wątki w opowieściach o Piłsudskim czy polsko‑łotewska Operacja Zima) w polskich. I wtedy zaczyna się rozmowa o tym, że Polacy na Łotwie to nie tylko turyści. Przez trzydzieści lat pracowała w Szkole Polskiej w Rydze, więc dobrze pamięta, jak wygląda ta więź w klasie, a nie tylko na mapie.
Opowiada o państwowych szkołach z językiem polskim, o nauczycielach‑native speakerach, o dzieciach, które uczą się poprawnej polszczyzny na co dzień. Nie jako egzotycznego dodatku, ale jako naturalnej części swojego życia. To, że polszczyzna jest obecna w systemie edukacji kraju, który formalnie nie jest Polską, jest jednym z najczytelniejszych znaków: polsko‑łotewska więź nie jest tylko sprawą przeszłości. Ona ma swoją instytucję, swój budynek, swoje dzwonki na przerwy.
Z tej polskiej szkoły w Rydze droga prowadzi dalej, do polskich żołnierzy, którzy w ramach NATO stacjonują na Łotwie i współpracują z lokalnym wojskiem, ale też pojawiają się w szkolnych projektach, uroczystościach, spotkaniach. Obecność munduru nie jest tu czymś groźnym, ale symbolem tego, że w obliczu wspólnego zagrożenia oba kraje stają ramię w ramię. I wreszcie codzienność gospodarcza: wystarczy wejść do supermarketu, żeby zobaczyć, ile polskich produktów jest dziś obecnych na łotewskich półkach. Wanda wspomina absolwentów, którzy znajdują pracę w firmach współpracujących z Polską, właśnie dlatego, że znają język polski. Język staje się więc nie tylko symbolem relacji, ale narzędziem, które otwiera konkretne drzwi.
W turystyce, która choć oddziela secesyjną Rygę od ceglanego gotyku Gdańska, jednocześnie zbliża nasze kraje przez wspólne morze; w edukacji, gdzie polskie szkoły funkcjonują w państwowym systemie; w wojsku, gdzie polskie jednostki są częścią wspólnej tarczy; w gospodarce, gdzie polskie marki stają się elementem łotewskiego dnia - to wszystko są różne oblicza tej samej więzi. I w tym momencie naturalnie pojawia się potrzeba cofnięcia się w czasie: skoro dziś jest tak gęsto od powiązań, to jak powstawały one krok po kroku?
Historyk Henryk Witkowski zaczyna swoją opowieść zanim Łotwa w ogóle pojawia się na mapie jako osobne państwo. Mówi o Liwonii i Inflantach, o tym, że ziemie łotewskie wchodzą w skład Rzeczypospolitej, o obecności Stefana Batorego w Rydze. Tam, gdzie dla wielu kończy się szkolna lekcja historii, u niego dopiero zaczyna się opowieść o relacjach. Zwykłe kontakty handlowe, kulturowe, a potem powstania narodowe, w których biorą udział także łotewscy chłopi, legenda Emilii Plater.
Polsko‑łotewska historia nie jest więc linią „Polska pomaga Łotwie” albo odwrotnie, ale siecią wspólnych działań, w której obie strony mają swoją rolę.
Gdy dochodzimy do I wojny światowej, relacje stają się jeszcze bardziej wyraźne: Polacy i Łotysze walczą równolegle o swoją wolność. Henryk Witkowski przypomina Operację Zima (moment, gdy Wojsko Polskie i Łotewskie wspólnie stawia czoło Armii Czerwonej) oraz sytuację, w której Józef Piłsudski przekazuje Dyneburg Łotyszom jako dar dobrej woli.
Okres międzywojenny przynosi kolejny wymiar: państwo łotewskie tworzy przestrzeń dla polskiej mniejszości. Około pięćdziesięciu polskich szkół, możliwość kultywowania kultury, tradycji, zwyczajów. Polacy z kolei angażują się w zbiórkę na budowę Pomnika Wolności. Później II wojna światowa i Łotysze, którzy przyjmują pod swój dach ponad dwa tysiące Polaków uciekających przed Związkiem Radzieckim. A w latach osiemdziesiątych fala "Solidarności" inspiruje łotewskie działania niepodległościowe; Polacy mieszkający na Łotwie stają po stronie łotewskiej gdy rozpada się ZSRR.
Kiedy te wątki ułożą się obok siebie, obraz relacji polsko‑łotewskich zaczyna wyglądać jak wielowarstwowa sieć. Widać, że oba kraje zachowują się wobec siebie jak dobrzy przyjaciele: współpracują zarówno w dobrych, jak i w trudnych czasach, stają ramię w ramię wobec zagrożeń, a w chwilach pokoju budują relacje w edukacji, gospodarce, turystyce.
Więź polsko‑łotewska jest obecna w walkach o niepodległość i w codziennych relajach, w historii i w dzisiejszym życiu szkół, firm i wspólnot. Granice i nazwy na mapie zmieniały się przez wieki, ale Polacy na Łotwie zostali jako aktywna część współczesnego życia kraju, obok łotewskich sąsiadów, na tych samych ulicach, w tych samych sklepach i tych samych klasach.
Zapraszamy do wysłuchania załączonej audycji Marty Kondratjuk.