– Moja przygoda z muzyką zaczęła się dosyć śmiesznie – rozpoczął gawędę Wojciech Rajski. – Moja mama uczyła się gry na fortepianie i opowiadała przy kolacji o kimś, kto miał absolutny słuch. Zapytałem: co to jest? Odpowiedziała: jak zgadniesz każdy dźwięk na fortepianie. Mówię: mamo, ja to robię bez problemu – wspominał.
POSŁUCHAJ:
"Rodzice byli przekonani, że mają w domu geniusza"
Domowy "test" szybko zamienił się w rodzinne poruszenie. – Naklikała kilka klawiszy – zgadłem. Kazała mi się odwrócić – zgadłem. Przykryli mnie kocem – zgadłem. Wyszliśmy z pokoju – zgadłem. Rodzice byli przekonani, że mają w domu geniusza – opowiadał z uśmiechem.
Z dzisiejszej perspektywy Rajski podchodzi do tego z dystansem. – Słuch absolutny nie ma nic wspólnego z talentem muzycznym. To taka fizyczna przypadłość. Znam wielu wspaniałych muzyków bez słuchu absolutnego i takich, którzy go mieli i do niczego nie doszli – dodał.
Szkoła, która uczy cierpliwości
Droga przez edukację muzyczną nie była łatwa. – Dostałem się do bardzo dobrego profesora, reprezentującego starą rosyjską szkołę. Trzeba było pięćset razy powtarzać każdą wprawkę. Nauczył mnie wytrwałości i cierpliwości. Ale przy okazji kilka razy poleciała mi krew spod palca, jak się zdenerwował – wspominał w Dwójce.
Czytaj także:
Klarnet zamiast fortepianu
Przełom w muzycznym życiu Wojciecha Rajskiego przyszedł dosyć niespodziewanie. – Chciałem zdawać na fortepian, ale kolega kopnął mnie w palec – zamiast w piłkę. Nie mogłem grać. Musiałem wybrać inny instrument. Tak dostałem się na klarnet – opowiadał w Dwójce.
Zmiana okazała się szczęśliwa. – Miałem świetnego profesora – odwrotność tego poprzedniego. Uroczy człowiek. Niczego tak nie lubiłem, jak przychodzić do niego na lekcje. Po roku grałem koncert Webera i każdy z nas myślał, że jest wielkim klarnecistą – mówił.
Równolegle, w młodym muzyku, rozwijały się inne fascynacje. – Myślałem, że założę kiedyś big band, jak Benny Goodman, i będę stał z przodu z klarnetem. Chodziłem na lekcje różnych instrumentów, chciałem wiedzieć, jak gra się na trąbce czy waltorni – wyjaśniał.
"Wojtek, ty dobrze wyglądasz. Idź na dyrygenta"
Decyzja o dyrygenturze nie była oczywista. – Pod koniec liceum nie byłem zadowolony z siebie jako klarnecisty. Została dyrygentura, teoria albo kompozycja. Wiedziałem, że nie jestem kompozytorem. Teoria z kolei była dla mnie zbyt statyczna. Koleżanka powiedziała: Wojtek, ty dobrze wyglądasz. Idź na dyrygenta. I to był argument, dla którego zacząłem zdawać – przytoczył.
– Przyszedłem do profesora Madey'a. Zadyrygowałem dwie minuty, a on mówi: nie, to nie jest zawód dla pana. Pan się nie nadaje. Poćwiczyłem miesiąc czy dwa i wróciłem. Powiedział: przecież mówiłem, żeby pan nie przychodził. Ale zadyrygowałem jeszcze raz. Tym razem popatrzył i powiedział: ma pan szansę, niech pan próbuje – wspominał.
***
Wojciech Rajski
- Wojciech Rajski, absolwent PWSM w Warszawie w klasie prof. Boguslawa Madeja. Zadebiutował w 1972 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie spektaklem "Giselle" Adolphe'a Adama.
- Związany był z Filharmonią Poznańską, Theater der jakdt Bonn i Beethovenhalleorchester oraz Operą Bałtycką.
- W 1982 roku założył Orkiestrę Kameralną Wojciecha Rajskiego, która istnieje do dziś jako Polska Filharmonia Kameralna Sopot. Współpracował z nią przez ponad 40 lat.
- W latach 1993–2006 był dyrektorem artystycznym Polskiej Orkiestry Radiowej.
- Od 1993 roku Wojciech Rajski prowadzi działalność pedagogiczną m.in. w Hochschule für Musik w Karlsruhe, w Hochschule für Musik und Darstellende Kunst we Frankfurcie nad Menem, a od 2008 w Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku.
***
Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności
Przygotowała: Beata Stylińska
Data emisji: 4-8.05.2026
Godz. emisji: 12.45