Prof. Klaudiusz Baran o konkursie w Castelfidardo: to była sprawa sumienia

Ostatnia aktualizacja: 28.09.2026 12:05
- Nie zależało nam na rozgłosie. Chcieliśmy, żeby ta sprawa zakończyła się na poziomie protokołu konkursowego. Nie chodziło o to, żeby ogłaszać światu naszą decyzję. To był wyraz naszej nieobojętności wobec wykorzystywania kultury jako narzędzia normalizowania agresji. Agresja jest agresją, a ofiara jest ofiarą - mówił w Dwójce prof. Klaudiusz Baran, komentując kontrowersje wokół konkursu w Castelfidardo.
Profesor Klaudiusz Baran
Profesor Klaudiusz BaranFoto: Albert Zawada/PAP

Wysłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę"<<<

Castelfidardo to niewielka włoska miejscowość w regionie Ankony. W świecie muzycznym ma ogromne znaczenie. Wśród akordeonistów mówi się o niej, że jest stolicą akordeonu. To właśnie tam znajdują się słynne firmy produkujące instrumenty, a także odbywa się jeden z najbardziej prestiżowych konkursów akordeonowych. W tym roku Klaudiusz Baran po raz kolejny był jego jurorem. Tegoroczna edycja zakończyła się jednak w bardzo burzliwy sposób.


Zmiana regulaminu, która wzbudziła wątpliwości

Klaudiusz Baran podkreślał, że podczas tegorocznej edycji pod względem organizacyjnym wszystko było przygotowane znakomicie. Po raz pierwszy zdarzyło się natomiast, że przy nazwiskach uczestników nie było podanej narodowości. Nie było jej również przy jurorach. 

- Pomyślałem, że może to jakiś nowy pomysł organizatorów. Dopiero w trakcie konkursu zacząłem podejrzewać, że mogło to być działanie celowe – właśnie po to, by ukryć narodowość uczestników. Po pierwszym etapie okazało się, że w naszej kategorii startowało dwóch Rosjan. Gdybym wiedział o tym wcześniej – a szczególnie wiedzieliby o tym ci trzej jurorzy, którzy później poprosili o możliwość nieoceniania rosyjskich uczestników – natychmiast wycofałbym się z tej komisji. Poprosiłbym o przeniesienie do innej kategorii albo zrezygnował z pracy w jury - zaznaczył gość Dwójki.


Decyzja trzech jurorów i reakcja organizatorów

Klaudiusz Baran, razem z jurorem z Litwy i jurorem z Ukrainy, poprosił organizatorów o możliwość nieoceniania rosyjskich kandydatów.

- Przewodniczącym całego jury był profesor z Kijowa, Władimir Zubicki – kompozytor i akordeonista. Wydawało mi się początkowo, że ukrycie narodowości uczestników było gestem wobec Ukrainy. Myliłem się. Reakcja organizatorów była dość nerwowa. Dyskutowaliśmy o tym w dziewięcioosobowej komisji, tej najbardziej prestiżowej, oceniającej studentów i zawodowych muzyków. Po zakończeniu pierwszego etapu potwierdziliśmy, że chcemy zostać wyłączeni z oceniania dwóch rosyjskich kandydatów - powiedział prof. Baran w rozmowie z Jakubem Kuklą.

- Dyrektor konkursu miał inne zdanie, ale ostatecznie powiedział, że mamy prawo do takiej decyzji. Zaznaczył jednak, że w jawnej tabeli punktowej – bo na tym konkursie każdy juror ocenia jawnie – musi pojawić się odpowiedni zapis. Do protokołu wpisano, że z powodów moralnych i etycznych, wynikających z rosyjskiej inwazji na Ukrainę, wyłączamy się z oceniania dwóch kandydatów z Rosji. Pozostali jurorzy zaakceptowali ten zapis, dodając od siebie deklarację, że są przeciwko wojnom. Na tym zakończył się pierwszy etap. Wszyscy uczestnicy awansowali dalej, a my już w kolejnych etapach tych dwóch osób nie ocenialiśmy - dodał.


Symulacja potwierdziła: ranking pozostał bez zmian

Fakt, że trzech jurorów nie oceniało dwóch kandydatów, nie miał wpływu na końcowy werdykt. Po pierwszym etapie punkty trzech jurorów znajdowały się jeszcze na liście. Później je usunięto i przeprowadzono symulację. Okazało się, że ranking się nie zmienił. - W kolejnych etapach pozostali jurorzy oceniali tych kandydatów normalnie. W finale nie było już rosyjskich uczestników, więc wszyscy jurorzy punktowali wszystkich finalistów - zaznaczył artysta.

Później pojawiły się informacje, że jeden z rosyjskich uczestników współpracował wcześniej z dyrygentem organizującym koncerty dla rosyjskich żołnierzy. - Dowiedziałem się o tym dużo później, ale to nie miało dla mnie znaczenia. Postąpiłbym tak samo. Rosyjscy studenci często otrzymują państwowe środki albo prezydenckie stypendia na wyjazdy zagraniczne. Bywa, że zachęca się ich do udziału w takich wydarzeniach, bo jest to element pewnego działania poprzez kulturę – normalizowania sytuacji i pokazywania, że wszystko funkcjonuje jak dawniej - dodał.

Publiczne przeprosiny i zakaz dla jurorów

Kulminacja nastąpiła podczas gali finałowej. Burmistrz Castelfidardo przeprosił rosyjskich kandydatów i oznajmił, że dołoży wszelkich starań, aby jurorzy, którzy nie chcieli oceniać Rosjan, już nigdy więcej nie zostali zaproszeni do jury tego wydarzenia.

- To była sytuacja, którą nazwałbym wręcz publicznym linczem. Sala była pełna. Burmistrz nie dał nam żadnej możliwości wyjaśnienia powodów naszej decyzji ani odniesienia się do całej sytuacji. Siedzieliśmy na widowni, przygotowani do wysłuchania finalistów. Była to dla nas co najmniej bardzo niekomfortowa sytuacja - mówił prof. Baran.

- Wiem natomiast, że juror z Litwy rozmawiał z dyrektorem konkursu. Usłyszał od niego, że nie była to jego decyzja. Dyrektor jest powoływany do prowadzenia konkursu, ale nad sobą ma organizatorów i burmistrza, który finansuje wydarzenie. Mam wrażenie, że nie miał pełnej swobody działania - dodał.


Solidarność ważniejsza od neutralności

Pedagog zaznaczył, że Ukraińscy studenci często nie mają nawet możliwości wyjazdu za granicę, nie mówiąc już o spokojnym przygotowywaniu się do międzynarodowych konkursów. - Nie potrafię sobie wyobrazić sytuacji, w której ukraińscy i rosyjscy uczestnicy mieliby wspólnie ćwiczyć przed takim konkursem. To była kwestia solidarności z naszym sąsiadem i z ludźmi, których bardzo dobrze znamy. Akordeon jest przecież równie popularny w Rosji, jak i na Ukrainie. Te środowiska są sobie bardzo bliskie - mówił. 

Prof. Baran zaznaczył, że nie przekonują go komentarze, jakoby nie powinno się mieszać muzyki i polityki. - Nie walczę z kulturą rosyjską ani z rosyjską muzyką. Bardzo ją lubię. Grywałem jej kiedyś bardzo dużo i chciałbym kiedyś do niej wrócić, bo jest tam ogromna wartość artystyczna. Pochodzę z Przemyśla, miasta oddalonego o czternaście kilometrów od granicy z Ukrainą. To region, w którym ludzie od pokoleń żyją obok siebie i mają bardzo podobną kulturę oraz mentalność - mówił.

- W czasie wojny czterokrotnie koncertowałem na Ukrainie. Chodziło o pokazanie ludziom, że nie są sami, że jesteśmy gotowi ponieść ryzyko i przyjechać tam i okazać solidarność - dodał. 


Wsparcie uczelni i środowiska muzycznego

Artysta zaznaczył, że jest wdzięczny władzom uczelni i rektorowi UMFC za wsparcie. - Mam poczucie, że wsparli nie tylko moją decyzję, ale sposób rozumienia całej tej sytuacji, która wcale nie jest prosta. To nie było tylko wsparcie uczelni. Otrzymałem również bardzo dużo wsparcia ze środowiska muzycznego w Polsce i za granicą. Uznałem, że muszę ponieść konsekwencje swojej decyzji. Wiedziałem, że nie wszystkim będzie się ona podobała. Nie wszyscy muszą myśleć tak samo. To ja byłem tam i to ja podejmowałem tę decyzję - zaznaczył.

- Uważam, że dla samego konkursu było to najbardziej neutralne rozwiązanie. Nie ocenialiśmy tych kandydatów, zamiast próbować wpływać na wynik. Szkoda mi jedynie dyrektora konkursu, bo naprawdę bardzo się starał i wiele zmienił na lepsze. Mam jednak wrażenie, że nie był w pełni niezależny. Myślę też, że burmistrz posłuchał złych doradców. Znam trochę środowisko Castelfidardo i wiem, że część osób jest związana biznesowo z różnymi rynkami akordeonowymi i nie chce ich stracić. Biznes bywa ważniejszy od wszystkiego innego - przyznał.


***

Przygotowanie: Jakub Kukla

Gość: prof. Klaudiusz Baran (akordeonista, pedagog)

Data emisji: 25.09.2026

Godzina emisji: 17.10

Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę"

Opracowanie: Oskar Łapeta

Czytaj także

Paweł Reszka: zawsze chciałem napisać książkę o miłości i chyba się udało

Ostatnia aktualizacja: 21.02.2024 20:53
"Stolik z widokiem na Kreml" to, jak zgadza się autor książki Paweł Reszka, historia o utraconej miłości. - Rosja była krajem, który bardzo lubiłem, w którym spędzałem sporo czasu. Moskwa to było trochę moje drugie miasto, bardzo dobrze się tam czułem. A teraz trochę się pozmieniało… - mówił gość radiowej Dwójki.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Harrer i muzyka dworu Augusta III na otwarcie Festiwalu In Tempore Regum

Ostatnia aktualizacja: 23.09.2026 18:06
- Dziesiąty sezon Polskiej Opery Królewskiej to mały jubileusz. Dużo przed nami. W czwartek startuje Festiwal In Tempore Regum. To już czwarta edycja festiwalu organizowanego w cyklu dwuletnim. Pozostajemy wierni jego idei – prezentujemy szeroko rozumianą muzykę dworską. Myślę, że przygotowaliśmy wiele bardzo ciekawych propozycji - mówiła w Dwójce dyrektorka Polskiej Opery Królewskiej Magdalena Kaczorowska.
rozwiń zwiń