Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Ukąszenie pająka

Ostatnia aktualizacja: 05.02.2026 07:00
Galatina to miasto w samym środku Salento, południowej części Apulii. Ze zdjęć wydaje się podobne do dziesiątek innych miasteczek regionu. Stare, ciasno zabudowane centrum, barokowe kościoły, wszystko białe lub kremowe, plac Garibaldiego na samym środku. Galatinę spośród nich wyróżnia jedna rzecz. Niewielka, łatwa do przeoczenia kaplica św. Pawła. Dariusz Czaja w „Gdzieś dalej, gdzie indziej” pisze, że mierzy kilka na kilkanaście kroków.
Maria Mazzotta i Raul Reffree
Maria Mazzotta i Raul ReffreeFoto: mat. pras.

A jednak jest jedyna w swoim rodzaju. Do niej zmierzali dotknięci szaleństwem (lub melancholią) wywołaną jakoby przez ukąszenie pająka. Przede wszystkim kobiety. Jednym z objawów tarantyzmu – tak nazywano tę przypadłość – była opętańcza potrzeba tańca. Remediów było kilka, w tym woda ze studni z galatyńskiej kaplicy. Innym – poddanie się temu tańcowi, wytańczenie, czy może raczej przeżycie go, aż ulotni się trucizna, a wraz z nią opętanie. Raül Refree i Maria Mazzotta swój album „San Paolo di Galatina” nagrywali z dala od Salento, w Barcelonie, ale duchem tego miejsca jest przesiąknięty każdy dźwięk.


Okładka płyty Raül Refree i Maria Mazzotta "San Paolo di Galatina" Okładka płyty Raül Refree i Maria Mazzotta "San Paolo di Galatina"

CZYTAJ TEŻ: Podsumowanie roku 2025 w folku i muzyce świata: Michał Wieczorek

Do tego spotkania dwóch wyjątkowych postaci prowadziła długa droga. To Maria wyszła z inicjatywą, po latach spędzonych na śpiewaniu w Canzoniere Grecanico Salentino, zespole odpowiedzialnym za współczesny renesans tarantelli pizziki (tańca i gatunku służącego do wyganiania opętania) szukała własnej drogi. Refree, znany specjalista od takich przypadków, wydał się jej idealnym partnerem. Hiszpan, zajęty wówczas współpracą z fadistką Liną (której efektem był przełomowy dla niej album „Lina_Raül Refree”), musiał odmówić, ale zapamiętał surowy, nieokrzesany głos Marii, w którym po prostu się zakochał. Maria własnej drogi szukała na przepięknym „Amoreamaro” nagranym z madagaskarskim akordeonistą Brunonem Galeone. W 2022 roku Raül pojechał do Apulii, spotkał się z Mazzottą, chciał poznać i zrozumieć pizzikę i Salento. To wtedy Refree poznał kobiecą, mniej znaną stronę tarantelli. Jeszcze na początku XX wieku kobietom cierpiącym na depresję wmawiano pajęczą histerię. Przeświadczenie, że święty Paweł może pomóc w tych przypadkach oraz taniec jako remedium przypomniało mu Asturię na północy Hiszpanii, tylko że tam za podobne objawy miały odpowiadać żmije. Gdy barceloński festiwal Classics zwrócił się do Raüla z propozycją specjalnego projektu, ten nie wahał się ani chwili i zadzwonił do Marii.

 

Przy spotkaniu takich dwóch osobowości wiadome było, że efektem nie będą „zwykłe” tarantelle, frenetyczne, znane z nagrań Canzoniere Grecanico Salentino czy Tamburelisti di Torrepaduli. Maria swoich solowych albumach bawi się tarantellą, miesza ją z innymi gatunkami. Choć lepiej byłoby napisać, że ją przyprawia, a to tuareskim rockiem, a to piosenką autorską. Refree swoją markę wyrobił na przenicowywaniu tradycji na drugą stronę, zostawiania z niej samej esencji i na tej podstawie tworzenia już całkowicie współczesnej muzyki.

 

Wspólnie wybrali teksty, które kobiety śpiewały podczas codziennej pracy, by choć na chwilę uciec od codzienności czy wyrazić targające nimi uczucia, poskarżyć się na swój los. Wszystkie Maria śpiewa w salentyńskim dialekcie, odległym od standardowego włoskiego. Śpiewa o złamanym sercu, niewiernych kochankach, stracie ukochanego. Sięga też po teksty religijne, przecież kościół był jednym z tych miejsc, gdzie kobiety szukały ukojenia. Głosowi Marii w większości kompozycji towarzyszy chór, by jeszcze mocniej podkreślić wspólnotową rolę wybranych tekstów. Refree podrzuca jeszcze jeden trop – nie tak odległe, jeśli sobie przypomnimy, że południowa Italia to dawna Wielka Grecja, obszar greckiej kolonizacji – z menadami, czcicielkami Dionizosa, kobietami żyjącymi na własnych zasadach w górach, tańczące szaleńczo dla swego boga. (Co z kolei łączy się z jedną z teorii na temat pochodzenia taratelli jako reminiscencji dionizyjskich rytuałów).

 

W rozpoczynającym album „Mara l'acqua” główną rolę odgrywają organy i burdonowy, burczący bas syntezatora, o tak charakterystycznych dla tarantelli tamburynach można zapomnieć. Pojawiają się za to improwizowane, cykające perkusjonalia kojarzące się z przedmiotami codziennego użytku. Nad nimi unosi się głos Mazzotty, chóru Plejad, na trzecim planie pobrzmiewają fragmenty modlitwy i zapętlona fraza jakby wzięta z archiwalnego nagrania. Choć innymi metodami, Refree buduje tu podobną atmosferę, co na „Cru+es” nagranym z Niño de Elche. „I'tela na su po'” oparta jest na słodko brzmiącej gitarze klasycznej, to lament zdradzonej kobiety, podobnie jak „La lettera” z iście mszalną partią organów. Leczniczy ciężar Mazzotta i Refree przenoszą z tańca na muzykę. Nie tańcząc, a wyśpiewując swoje skargi, swoje marzenia można uleczyć duszę. To stąd te wszystkie dźwiękowe nawiązania do religii, momentami liturgiczny charakter utworów, te anielskie chóry. Czasem Refree idzie jeszcze dalej i całkowicie zastępuje klasyczne instrumenty samplami i dźwiękami syntezatorów, przypomina, że choć to stare pieśni, to są aktualne w XXI wieku. Kulminacją żalu i bólu są przeszywające „Moroloja” i „Lunidia matina”. Ten pierwszy jest skargą świeżo owdowiałej kobiety, która nie może przyzwyczaić się do nieobecności męża. Ten drugi to wielkopostna pieśń z perspektywy Marii.

Życie to jednak nie tylko ból, „Damme nu riciu”, najdłuższy utwór na płycie, prowadzony przez gitarę i oscylujące plamy syntezatorów jest opowieścią o szczęśliwej, trwałej miłości. I wreszcie na sam koniec, w utworze tytułowym pojawia się rytm pizziki, choć wyciszony. To promień światła, świadectwo wyzwolenia się z klątwy ukąszenia przez pająka – a tak naprawdę pokonania choroby – gotowość stawienia czoła światu takim, jaki jest. 

 W rękach Mazzotty i Refree salentyńskie pieśni nie tyle zyskały, co odzyskały pierwotną głębię. Duet rzucił na nowo światło na los kobiet, poprzez stare teksty oddał im głos, podkreślił wspólnotę losów. A wszystko za pomocą kilku elementów, zgrabnie złożonych tak, by poruszały i wzruszały.

Michał Wieczorek

Raül Refree i Maria Mazzotta 

"San Paolo di Galatina"

2026 Galileo Music 

OCENA: 4,5/5

 

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń