W Warszawie sezon lęgowy nurogęsi oznacza dla wolontariuszy intensywny czas dyżurów, porannych pobudek i wielogodzinnego oczekiwania. Ptaki nie funkcjonują według stałego harmonogramu – mogą ruszyć o świcie, ale równie dobrze w południe albo późnym popołudniem. To sprawia, że działania wymagają ciągłej gotowości.
– Wstaję o 3:00, żeby być o 5:00 rano w Łazienkach Królewskich, bo wtedy zaczynamy dyżur i czekamy, aż samica może chcieć ruszyć dalej – mówi jedna z wolontariuszek.
Początki tych działań były oddolne. Pomysł niesienia pomocy nurogęsiom zrodził się wśród mieszkańców, pasjonatów ptaków i fotografów przyrody. Przez lata brak koordynacji sprawiał jednak, że działania nie zawsze były skuteczne. Dopiero współpraca z Zarządem Zieleni Warszawa pozwoliła uporządkować system i prowadzić akcję w sposób regularny.
Największym wyzwaniem jest nieprzewidywalność. Nurogęś Nurogęś porusza się między zbiornikami wodnymi w rejonie Łazienki Królewskie, a jej celem jest Wisła i dalsza droga migracyjna w kierunku Bałtyku.
– Bywa, że stoimy w jednym miejscu 11 godzin i czekamy, aż ona się ruszy – relacjonuje Daria Grzesiek, wolontariuszka zaangażowana w działania.
Zdarza się, że przejście następuje bardzo wcześnie rano, ale równie dobrze może mieć miejsce kilka godzin później. W skrajnych przypadkach ptaki ruszają dopiero w ciągu dnia, co wymusza elastyczność i rotację osób asekurujących.
Kluczowym i najbardziej newralgicznym punktem trasy jest rejon Trasa Łazienkowska – jedna z najbardziej ruchliwych arterii w stolicy. To właśnie tam wolontariusze zabezpieczają przejście ptaków, na krótko zatrzymując ruch samochodowy.
– Reakcje są różne, ale w większości pozytywne. Zdarzają się pojedyncze sytuacje, gdy ktoś się denerwuje, ale zwykle inni kierowcy reagują i tłumaczą, że to tylko chwila – mówi uczestnik akcji.
Cała operacja trwa zwykle kilka minut, jednak jej znaczenie dla bezpieczeństwa ptaków jest kluczowe.
Wolontariusze pracują w systemie dyżurów: rano, w południe i wieczorem. Dodatkowo współpracują z pracownikami Łazienek Królewskich, którzy przekazują informacje o pojawieniu się ptaków.
– Gdy ktoś zauważy nurogęś z młodymi, wrzucamy informację na WhatsAppa i organizujemy się w odpowiedniej liczbie osób, żeby ją asekurować – wyjaśnia jedna z osób zaangażowanych w działania.
Zespół reaguje dynamicznie – jedni mogą być na miejscu godzinę, inni kilka godzin. Wszystko zależy od sytuacji i zachowania ptaków, które różnią się w zależności od osobnika i okoliczności.
Przejście przez miasto to tylko fragment znacznie dłuższej wędrówki. Młode nurogęsi tuż po wykluciu opuszczają gniazdo i podążają za matką w stronę Wisły, a następnie dalej – w kierunku większych akwenów i północnej Europy.
Nie wszystkie jednak przeżywają tę drogę. Na Wiśle i miejskich zbiornikach czekają drapieżniki, duże ryby oraz inne zagrożenia.
– To, że one docierają do Wisły, nie oznacza, że ich podróż się kończy. Tam dopiero zaczyna się kolejny etap, dużo bardziej wymagający – podkreślają wolontariusze.
Akcja w Warszawie pokazuje, jak silnie dzika przyroda przenika przestrzeń miejską i jak bardzo jej rytm różni się od rytmu miasta. Wolontariusze pozostają w gotowości tak długo, jak to konieczne – niezależnie od pory dnia.
pż