Zanim spadła lawina. Portret Mieczysława Karłowicza

Ostatnia aktualizacja: 08.02.2026 08:00
Był jednym z najwybitniejszych kompozytorów swojej generacji. Jego świetnie rozwijającą się karierę przerwała przedwczesna śmierć. 8 lutego 1909 roku, 117 lat temu, na zboczach Małego Kościelca pod lawiną zginął Mieczysław Karłowicz.
Mieczysław Karłowicz (1876-1909)
Mieczysław Karłowicz (1876-1909)Foto: Polona

Urodził się 11 grudnia 1876 roku w Wiszniewie, miejscowości leżącej dziś na terytorium Białorusi. Był czwartym dzieckiem wybitnego etnologa i językoznawcy Jana Karłowicza oraz Ireny z Sulistrowskich. Od 6. roku życia przebywał za granicą, m.in. w Pradze i Dreźnie. W 1887 roku rodzina osiadła w Warszawie, gdzie rozpoczął regularną edukację muzyczną. Dwa lata później po raz pierwszy odwiedził Zakopane i zafascynował się Tatrami.

Czytaj także:

Hołd dla mistrza

Kompozycji uczył się w Warszawie u Piotra Maszyńskiego, Zygmunta Noskowskiego i Gustawa Roguskiego, a następnie doskonalił warsztat w Berlinie pod kierunkiem Heinricha Urbana. Kształcił się także w grze na skrzypcach u Stanisława Barcewicza. Choć nie został wirtuozem, współpraca ta okazała się twórcza – Karłowicz zadedykował mistrzowi Koncert skrzypcowy A-dur. W Warszawie dzieło zabrzmiało po raz pierwszy w grudniu 1903 roku. Krytycy przyjęli je z mieszanymi odczuciami, zarzucając kompozytorowi nadmierną trudność partii solowej oraz brak wyraźnych odniesień narodowych.

- Ma tematy melodyjne, zajmujące podłoże harmoniczne i barwną szatę instrumentacyjną, zwłaszcza w dwóch ostatnich, najlepszych cząstkach całego dzieła. Ale ma i wadę: jest do zbytku przepełniony trudnościami, które nie mniej nużą grającego, jak słuchacza – pisał Aleksander Poliński na łamach "Kuriera Warszawskiego".

W gronie awangardy

Na początku XX wieku Karłowicz związał się środowiskowo z kompozytorami działającymi w Spółce Nakładowej Młodych Kompozytorów Polskich. Do ugrupowania należeli Grzegorz Fitelberg, Ludomir Różycki, Apolinary Szeluto i Karol Szymanowski; patronował im książę Władysław Lubomirski. Karłowicz formalnie do spółki nie przystąpił, lecz pozostawał jej sympatykiem, a jego utwory wykonywano podczas organizowanych koncertów.

Twórczość młodych kompozytorów spotykała się z niechęcią konserwatywnej krytyki. Oskarżano ich o "kosmopolityzm", nadmierne inspiracje niemieckie i brak pierwiastka ludowego. Podobne zarzuty kierowano wobec Karłowicza.

Walka z krytykami

Również jego koncert kompozytorski w Filharmonii Warszawskiej w listopadzie 1904 roku nie został przyjęty życzliwie.

- Gdybyśmy nie wiedzieli, że p. Mieczysław Karłowicz jest synem naszej ziemi, moglibyśmy przypuszczać, iż kompozycje […] zostały skreślone przez Niemca […]. W żadnym nie dostrzegliśmy odgłosu najmilszej nam i zawsze słuchanej melodii narodowej – pisał Władysław Miller w "Kurierze Codziennym".

Kiedy Mahler był torturą

Sam Karłowicz także zabierał głos jako krytyk. Cenił twórczość Edvarda Griega, Bedřicha Smetany, Antonína Dvořáka i Piotra Czajkowskiego. Nie przepadał natomiast za muzyką Johannesa Brahmsa, zarzucając jej bezbarwną instrumentację i ubóstwo inwencji. Krytycznie wypowiadał się również o dziełach Aleksandra Skriabina, Claude’a Debussy’ego i Maurice’a Ravela. Nie miał sympatii do twórczości Gustava Mahlera. W lutym 1905 roku w Lipsku wysłuchał V Symfonii tego kompozytora.

- Dla mnie Mahler jest twórcą, którego się po prostu obawiam. Po wysłuchaniu jego symfonii wyszedłem z koncertu z uczuciem, jakby głowę moją poddano działaniu przyrządów torturowych […]. W moim przekonaniu muzyka Mahlera nie będzie w stanie rozpowszechnić się dalej, niż sięgają jego stosunki i wpływy jako nadwornego kapelmistrza wiedeńskiego - pisał na łamach "Lutnisty"

W artykułach prasowych komentował również życie artystyczne. Krytykował dyrekcję Filharmonii Warszawskiej za niewystarczające, jego zdaniem, promowanie twórczości polskiej. W 1904 roku opublikował w "Bluszczu" tekst "Kobieta w muzyce".

Karłowicz i Tatry

W 1907 roku Karłowicz przeprowadził się do Zakopanego. Wolny czas poświęcał na przeważnie samotne wędrówki. Piszał liczne artykuły na tematy górskie, zajmował się też fotografią. Zawarł znajomość z Mieczysławem Zaruskim, działał w Towarzystwie Tatrzańskim, był jednym z inicjatorów powołania Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratowniczego, do czego doszło już po jego śmierci.

- Czy rozsądnie czyni ten, kto chodzi samotnie po Tatrach, zwłaszcza po ich okolicach rzadko zwiedzanych? Kwestia ta przesądzona jest od dawna przecząco i przesądzona nie tylko w sposób rozumowy; wiąże się z nią cały szereg niepokojących obrazów w rodzaju turysty ze złamaną nogą, leżącego samotnie wśród pustkowia i na próżno wzywającego pomocy, lub też wędrowca szarpiącego się bezradnie w żelaznym uścisku oklepca. Gdyby ktoś z osób mi drogich wyruszał samotnie na kilkudniową wyprawę w głąb Tatr, wszystkie niebezpieczeństwa stanęłyby mi w postaci dręczących obrazów przed oczami; odnalazłbym też wszystkie argumenty, które skazują samotną turystykę na potępienie – pisał w tekście Z wędrówek samotnych.

Paradoksalnie zginął właśnie podczas samotnej wyprawy 8 lutego 1909 roku. Chciał wypróbować nowy aparat i w tym celu udał się w okolice Małego Kościelca. Tam podciął lawinę, przed którą nie udało mu się uciec.

Muzyka wobec nieskończoności

Trzon spuścizny Mieczysława Karłowicza stanowi sześć poematów symfonicznych: Rapsodia litewska, Smutna opowieść, Powracające fale, Stanisław i Anna Oświecimowie, Odwieczne pieśni i Epizod na maskaradzie (dokończony przez Fitelberga). Pomimo zamiłowania do Tatr Karłowicz nie czerpał inspiracji z muzyki ludowej Podhala. Wędrówki po górach stanowiły jednak przyczynek do egzystencjalnych rozmyślań, które wpłynęły także na jego muzykę.

- I gdy znajdę się na stromym wierzchołku, sam, mając jedynie lazurową kopułę nieba nad sobą, a naokoło zatopione w morzu równin zakrzepłe bałwany szczytów - wówczas zaczynam rozpływać się w otaczającym przestworzu, przestaję się czuć wyosobnioną jednostką, owiewa mnie potężny, wiekuisty oddech wszechbytu. Tchnienie to przebiega przez wszystkie fibry mej duszy, napełnia ją łagodnym światłem i sięgając do głębin, gdzie leżą wspomnienia trosk i bólów przeżytych, goi, prostuje, wyrównywa. Godziny przeżyte w tej półświadomości są jakby chwilowym powrotem do niebytu; dają one spokój wobec życia i śmierci, mówią o wiecznej pogodzie roztopienia się we wszechistnieniu – pisał kompozytor w jednym z tekstów.

Muzyczny hołd po latach

Wiele lat po śmierci Karłowicza muzyczny hołd złożył mu Wojciech Kilar. W 1976, a więc w stulecie urodzin Karłowicza, Orkiestra Filharmonii Narodowej pod batutą Witolda Rowickiego prawykonała poemat symfoniczny Kościelec 1909.

- Jest opowieścią o tym, co zdarzyło się ósmego lutego 1909 roku pod Małym Kościelcem. Jest jakby zatrzymaniem i rozbudowaniem w czasie tych kilku tragicznych sekund. Jest opowieścią o górach i człowieku, o ich porywającym, dramatycznym związku, jest apoteozą i epitafium, "pieśnią o miłości i śmierci". Jest wreszcie moim bardzo osobistym wyznaniem wiary, hołdem dla kogoś, kogo znać nie mogłem, a czyja postać i dzieło są mi coraz bliższe - komentował Wojciech Kilar.

***

Oskar Łapeta 

Czytaj także

"Wojciech Kilar bardzo dobrze znał Tatry". O górskich inspiracjach polskich kompozytorów

Ostatnia aktualizacja: 13.08.2022 17:00
- Góralska muzyka bardzo kontrastowała z tym, co wówczas grywano na salonach, rzadko się nią zachwycano, a do tego trudno było ją zanotować. Początki kompozytorskich inspiracji to były raczej wyobrażenia góralszczyzny, niż faktycznie nawiązanie do folkloru. Moim zdaniem pierwszym, który fachowo tym się zajmował, był Jan Kleczyński. Na autentycznych nutach góralskich opierał niektóre swoje kompozycje - mówił w Dwójce Maciej Pinkwart, pisarz i autor przewodników.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Od Piątej do Siódmej. Instrumentalny tryptyk Mahlera

Ostatnia aktualizacja: 25.01.2026 15:00
V Symfonia Gustava Mahlera, pisana w latach 1901-1902 otwiera grupę środkowych dzieł, które mają wspólne cechy. V, VI i VII Symfonia są utworami czysto instrumentalnymi, nie pojawiają się w nich śpiewacy czy chóry.
rozwiń zwiń