Patek, Czapek i inni. Droga do sukcesu polskich zegarmistrzów z Genewy

Ostatnia aktualizacja: 02.11.2026 18:00
W tym samym czasie, gdy polscy intelektualiści przebywający na emigracji w Paryżu tworzyli dzieła opiewane w podręcznikach, ich rodacy w Szwajcarii z zakasanymi rękawami pracowali na sukces w zgoła innej branży. Biografie twórców zegarmistrzowskich imperiów kryją wiele fascynujących epizodów, które w książce "Patek, Czapek i inni. Polacy, którzy nakręcali genewskie zegarmistrzostwo" zebrał i opisał historyk Beniamin Czapla.
W audycji Wybieram Dwójkę rozmawiamy z Beniaminem Czaplą, historykiem, autorem książki Patek, Czapek i inni. Polacy, którzy nakręcali genewskie zegarmistrzostwo
W audycji "Wybieram Dwójkę" rozmawiamy z Beniaminem Czaplą, historykiem, autorem książki "Patek, Czapek i inni. Polacy, którzy nakręcali genewskie zegarmistrzostwo"Foto: PAP/EPA/LAURENT GILLIERON

Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>

Książka Beniamina Czapli jest próbą uzupełnienia luki w badaniach nad losami polskich emigrantów w XIX wieku. Autor, specjalista w dziedzinie historii gospodarczej i społecznej epoki, ma już na koncie biografię Antoniego Patka ("Antoni Patek. Zegarmistrz królów"). W nowej książce zatytułowanej "Patek, Czapek i inni. Polacy, którzy nakręcali genewskie zegarmistrzostwo" proponuje czytelnikom panoramiczny portret interesującego go środowiska.

Od Paryża do Genewy. Różne losy polskich emigrantów

Szwajcarski sukces polskich przedsiębiorców sam historyk nazywa "fenomenem społecznym". – Wyobraźmy sobie tę Genewę z pierwszej połowy XIX wieku. To jest miasto, które liczy sobie niewiele ponad dwadzieścia kilka tysięcy mieszkańców. No i w tej niewielkiej Genewie żyje i działa jeszcze mniejsza polska diaspora, która – mówiąc kolokwialnie – w takim peaku liczy sobie może kilkadziesiąt osób – szkicował kontekst Beniamin Czapla.

– Diaspora absolutnie, całkowicie różni się od tej słynnej paryskiej, o której uczymy się na lekcjach historii, z księciem Czartoryskim i Lelewelem na czele. Ale te kilkadziesiąt osób osiąga nieporównywalnie większy sukces aniżeli tysiące polistopadowych, a później kolejnych fal emigrantów po Wiośnie Ludów, powstaniu styczniowym i tak dalej, żyjących w przenośni, a czasem niestety i nie, na paryskim bruku – kontynuował gość na antenie Dwójki.

Siła we wspólnocie

Nowa szwajcarska ojczyzna, w którym musieli odnaleźć się Antoni Patek, Franciszek Czapek i inni bohaterowie książki Beniamina Czapli, okazała się wymagającym środowiskiem, w którym przetrwać mogli tylko najbardziej przedsiębiorczy.

– Ci Polacy znaleźli się tutaj w różnoraki sposób. Jedni przybywali do Szwajcarii z własnej woli, inni trafiali tam w wyniku różnorakich dziwnych „wypadków” politycznych. Pierwsze, co ich spotykało, to taka niemiła niespodzianka: my tutaj nie mamy żadnego zasiłku socjalnego, więc musimy się czymś zająć, żeby po prostu przeżyć. Zostawali po prostu ci, którzy mieli coś do zaoferowania, którzy mieli albo wykształcenie, albo jakiś pomysł na siebie. No i osiągali, czego świadectwem jest moja książka, nierzadko spore sukcesy – wyjaśniał historyk w rozmowie z Jakubem Kuklą.

Czytaj również:


Ogromne znaczenie miał też fakt, że członkowie polskiej diaspory w Genewie stanowili dobrze zorganizowaną, zintegrowaną i wspierającą się grupę. – Organizowali się w takie różnego rodzaju organizmy samopomocowe, dozory, w różnego rodzaju skarbony i dzięki temu, jeśli komuś powinęła się noga, mógł liczyć na pomoc swoich ziomków, którym się wiodło nieco lepiej – dodał Czapla.


Zegarek z Kościuszką – patriotyczny gest czy chwyt marketingowy?

Rozwój polskich firm zbiegł się w czasie z "zegarkową" koniunkturą, która wynikała z kilku czynników. – Z jednej strony mamy początek epoki industrialnej, czyli właściwie każdy potrzebuje zegarka, mówiąc dosadnie po to, żeby się nie spóźnić do pracy, żeby zdążyć na pociąg, na dyliżans, żeby wiedzieć po prostu, która jest godzina. Czas przyspiesza, mówiąc w przenośni – opowiadał gość audycji "Wybieram Dwójkę".

– Z drugiej znowu strony, zegarki produkowane, czy to przez Patka, czy to przez te inne polskie manufaktury, to nie były tylko urządzenia pozwalające zorientować się, która jest godzina. To były, powiedzmy sobie szczerze, bardziej nawet pewnego rodzaju symbole polityczne. Czasami były zdobione wizerunkami bohaterów narodowych, jak Tadeusz Kościuszko czy książę Poniatowski, herbami znamienitych polskich rodów arystokratycznych, wizerunkami świętych, Matki Boskiej Ostrobramskiej. Każdy poczuwający się w obowiązku Polak chciał mieć taki zegarek w kieszeni – tłumaczył historyk.

– Na pewno tymi zegarmistrzami, Patkiem, Gostkowskim, Czapkiem, Grużewskim i wieloma, wieloma innymi powodowały patriotyczne nastroje, ale z drugiej strony był to też fenomenalny zabieg marketingowy. Mogli się wyróżnić w jakiś sposób spośród setek zegarmistrzów działających w ówczesnych latach w Genewie, ale też mieli od samego początku niemałe grono odbiorców – diagnozował Beniamin Czapla.

***

Tytuł audycji: Wybieram Dwójkę

Prowadzenie: Jakub Kukla

Gość: Beniamin Czapla (historyk gospodarki i społeczeństwa XIX wieku, autor książek)

Data emisji: 2.11.2026

Godz. emisji: 16.30

oprac. Kamila Snopek

Czytaj także

Anna Jagiellonka wraca na Wawel. Kim naprawdę była królowa?

Ostatnia aktualizacja: 27.10.2026 17:40
Królowa, ostatnia przedstawicielka jednej z najważniejszych dynastii w dziejach Polski, fundatorka i sprawna uczestniczka politycznej gry. Anna Jagiellonka przez wieki pozostawała w cieniu pozostałych przedstawicieli swojego rodu. Poświęcona jej wystawa na Zamku Królewskim na Wawelu pokazuje władczynię, która nie tylko odziedziczyła jagiellońskie dziedzictwo, ale także świadomie budowała pamięć o potędze dynastii.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Między obrzędem a rave’em. "Dziady" w Teatrze Polskim we Wrocławiu

Ostatnia aktualizacja: 29.10.2026 16:11
- Brakuje mi dzisiaj relacji i wspólnotowości. Tak postrzegam współczesność. Właśnie tutaj dostrzegam związek z "Dziadami". Potrzebujemy obrzędowości, spotkania, rozmowy z innymi ludźmi, ale też z tymi, którzy odeszli. Chcemy rozwiązywać różne problemy i dotykać samej istoty życia. "Dziady" to próba połączenia publiczności i aktorów we wspólnym obrzędzie, podczas którego przywołujemy różne tematy związane z pytaniami o to, czym są życie i śmierć - mówiła w Dwójce reżyserka i aktorka Aleksandra Popławska. 
rozwiń zwiń