Marcin Gienieczko: niemożliwe nie istnieje, choć na Amazonce jest ciężko

Ostatnia aktualizacja: 27.08.2021 12:00
Sportowiec i podróżnik zdecydował się na wyjątkową podróż - triathlon przez Amerykę Południową. Było to starcie z rzeką, własnymi słabościami, a także mieszkańcami wybrzeży Amazonki. 
Widok na Amazonkę, Peru
Widok na Amazonkę, PeruFoto: Shutterstock.com/Christian Vinces
trening jedzenie napój energetyczny shutter 1200 Drazen Zigic.jpg
Przygotowania do treningu - jeść czy nie jeść

Marcin Gienieczko spędził aż 81 dni na wodzie, 5878 km przepłynął canoe, 688 km przejechał na rowerze, a 80 km pokonał biegiem. Był to morderczy triathlon, ale udało się. 


Posłuchaj
16:13 czwórka rozbiegani 27.08.2021.mp3 Marcin Gienieczko opowiada o swojej wyprawie (Czwórka/Rozbiegani)

 

Amazonka jest bardzo niebezpieczną rzeką. Silny nurt, liczne wiry to jednak niejedyne wyzwania, które czekają na śmiałków decydujących się na spływ. Obok niebezpieczeństw, które czyhają na nas w wodzie, są też te na lądzie: tereny kontrolowane przez kartele narkotykowe czy tereny wojowniczych plemion. 

- Pomysł na ten triathlon zrodził się, gdy startowałem na zawodach Jukon 1000. To były zawody, gdzie przygotowywałem się do przepłynięcia rzeki w północnej Kanadzie i na Alasce. Niestety zachorowałem i nie mogłem tego zrealizować - mówi gość Czwórki. - Potem pracowałem na statku, wtedy zobaczyłem statek Amazon River i pomyślałem, że nie będę wracał na wyścig i postanowiłem przepłynąć Amazonkę. Ale samo pływanie mnie nie interesowało, interesował mnie triathlon, najbardziej wszechstronny sport. Zacząłem od Pacyfiku, skończyłem na Atlantyku. Pokonałem trasę od wschodniego do zachodniego wybrzeża - dodaje. 

Posłuchaj także:

Amazonka to potężna rzeka. Jej delta ma 300 km szerokości. W tej delcie jest wyspa wielkości Szwajcarii Marcin Gienieczko 

Marcin Gienieczko przyznaje, że mimo że Amazonka jest trudną rzeką, to największym zagrożeniem podczas tej wyprawy były relacje międzyludzkie. - Peruwiańczycy, a dokładnie Indianie z tamtych terenów to lud dość skomplikowany w rozmowach - ocenia. - Mieliśmy problemy, Indianie twierdzili, że jesteśmy handlarzami kokainą i próbowali nas zastrzelić. Płynęliśmy szybko, około 20 km na godzinę, było nam trudno się zatrzymać. Stanęliśmy dopiero na głazie narzutowym. Indianie podpłynęli do nas łódką. Oni uważają, że biały człowiek porywa ich dzieci i handluje ich wnętrznościami - to niestety nie żart. Ci Indianie są niebezpieczni - dodaje. 

Czytaj także: 

By wyprawa Marcina Gienieczki była odrobinę bardziej bezpieczna, lokalne radio podało komunikat o jego wyzwaniu. Lokalne władze informowały, że jest on przyjacielem, a nie wrogiem, by mu pomagać oraz że nie stanowi on zagrożenia dla lokalnej ludności, sam pomaga dzieciom, a jego wyprawa wspiera zbiórkę pieniędzy na pomorskie hospicjum dla dzieci. 

Dużo pomógł też podróżnikowi jego partner logistyczny - Peruwiańczyk, dawny kurier pracujący dla kartelu narkotykowego. - Gabriel miał duże chęci, by mi pomóc, szukał rozwiązań - ocenia. 

Marcin Gienieczko codziennie pływał po 90-110 km, po 10-11 godzin. Przyznaje, że podczas pokonywania takiego żywiołu, jakim jest Amazonka, niezbędne jest mocne przygotowanie psychiczne. - Skupiałem się na etapach podróży, a nie na jej finiszu. Wspierało mnie pewne uduchowienie, rozmowy z Bogiem, pozytywne myślenie - zdradza. - W życiu można wiele rzeczy pokonać. 

Swą wyprawę Marcin Gienieczko opisał w książce "Zatańczyć z Amazonką". 

***

Tytuł audycji: Rozbiegani

Prowadzi: Karina Terzoni

Gość: Marcin Gienieczko (podróżnik) 

Data emisji: 27.08.2021

Godzina emisji: 09.09

pj

Czytaj także

Chile - kraj jak wstążka. Od pustyni po lodowce

Ostatnia aktualizacja: 23.06.2021 11:05
Monika Trętowska w swojej książce "Chile. Dalej być nie może" zabiera nas w podróż po Chile, długaśnym kraju w Ameryce Południowej.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wakacje za granicą? Obostrzenia i zasady sprawdzaj codziennie

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2021 13:55
Wielu z nas wakacje spędzi w kraju, jednak są tacy, którzy nie chcą rezygnować z wyprawy za granicę. W erze koronawirusa nie jest to wcale proste, bo każdy kraj ustala swoje reguły dla turystów. 
rozwiń zwiń