Historia

Operacja Freston. Ostatni zrzut cichociemnego do kraju

Ostatnia aktualizacja: 26.12.2021 05:50
Tajna misja Special Operations Executive (SOE), czyli brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych, w ostatnich dniach 1944 roku była jedyną, w której na teren okupowanej Polski przerzucono angielskich spadochroniarzy. Jakie było ich zadanie i dlaczego ponieśli klęskę?
Skoczkowie spadochronowi
Skoczkowie spadochronowiFoto: NAC/dp

W nocy z 26 na 27 grudnia 1944 na terytorium okupowanej Polski zrzuconych zostało pięciu spoczków. Czterech było brytyjskimi agentami. Piąty Antoni Pospieszyński był Polakiem, cichociemnym.

- Polski rząd w Londynie od 1943 roku domagał się wysłania brytyjskiej misji wojskowej do Armii Krajowej, by zorientować władze SOE w potrzebach AK tak, aby jak najlepiej realizować jej potrzeby ludzkie i materiałowe – podkreślał Antoni Pospieszalski na antenie Radia Wolna Europa. – Władze brytyjskie wahały się. Uważały, że jest to sowiecki teatr wojny, nie chciały tego robić bez zgody wielkiego wschodniego sojusznika.


Posłuchaj
14:43 42776_8636_0.mp3 Rozmowa telefoniczna Pawła Trzyńskiego z kpt. Antonim Pospieszalskim - na temat losów alianckiej misji wojskowej - która podczas II wojny światowej została zrzucona na spadochronach do okupowanej Polski. (RWE, 6.09.1987)

Antoni_Pospieszalski 1200.jpg
Antoni Pospieszalski – cichociemny, który został filozofem

Pospieszalski był jednym z pierwszych, którzy na ochotnika zgłosili się do powrotu do kraju drogą powietrzną i zarazem ostatnim spośród 316 cichociemnych zrzuconych do okupowanego kraju. Jego misja różniła się jednak od zadań, jakie otrzymali jego poprzednicy. Cichociemni byli zrzucani do Polski by zasilić szeregi Armii Krajowej. Pospieszalski wylądował jako oficer łącznikowy i radiotelegrafista brytyjskiej misji. W operacji "Freston" brał udział pod fałszywą tożsamością jako kpt. Anthony Currie (nazwisko żony), Szkot polskiego pochodzenia i nie ujawnił się dowództwu AK.   

- Nasze instrukcje przewidywały, że jeszcze podczas wykonywania zadania mieliśmy się spotkać ze sprzymierzoną armią radziecką. Misja miała służyć pomocą w nawiązaniu kontaktu między oboma dowództwami – Armii Krajowej i Armii Czerwonej - wyjaśniał Pospieszalski. – Moja fałszywa tożsamość podyktowana była obawą, że jako Polak mogę zostać potraktowany gorzej przez Sowietów niż Brytyjczycy. 

Poza nim w misji wzięli udział mjr Peter Sooly-Flood, mjr Peter Kemp i sierż. Donald Galbraith. Dowódcą misji był doświadczony oficer SOE, uczestnik wcześniejszej misji do Jugosławii, płk Duane "Bill" Hudson. Epizod jugosłowiański nie był bez znaczenia. Po pierwsze Hudson poznał dzięki temu języki słowiańskie, po drugie - tam również SOE starało się doprowadzić do porozumienia między partyzantką niekomunistyczną i komunistami spod znaku Josifa Tity. 

Cichociemni-zobacz serwis specjalny

Zrzut

Spadochroniarze wylądowali w lasach nieopodal Żarek, ponad 30 km na południowy wschód od Częstochowy. Wcześniej BBC nadało zaszyfrowaną wiadomość o zrzucie – melodię i prognozę pogody.

Na miejscu na spadochroniarzy czekał oddział osłonowy Armii Krajowej w sile ponad 40 ludzi -  wydzielony oddział z 27 pułku piechoty AK.

- To była noc. Dla mnie ten konwój był przedziwny, dlatego że zachowywano specjalną czujność. Nikt do nikogo się nie odzywał. Dwa wozy były załadowane żołnierzami. Wszyscy byli przykryci kapturami, kocami, były jakieś skrzynie. Dla mnie było to podejrzane, bo niejeden oddział już jako łącznik przeprowadzałem i nigdy nie widziałem, żeby konwój był okrywany podobną tajemnicą – wspominał Stanisław Zieliński "Sęk", żołnierz oddziału, w audycji Bogusława Czajkowskiego z cyklu "Ślady pamięci". 


Posłuchaj
18:04 kryptonim freston___18822_tr_3-3_111728844179ec10[00].mp3 "Kryptonim Freston" - audycja Bogusława Czajkowskiego z cyklu "Ślady pamięci". (PR, 13.01.1989)

 

 Grupą osłonową dowodził Józef Kotecki "Warta".

- Zrobiliśmy wrażenie na Anglikach. Major Polkowski [Franciszek – dowódca pułku] prosił mnie , żeby to wojsko inaczej wyglądało, bo będą na podstawie naszego wyglądu opiniowali stan uzbrojenia i umundurowania – mówił Kotecki na antenie Polskiego Radia.

By zmylić Niemców i uniknąć karnej pacyfikacji okolicznych wiosek, tuż po zrzucie żołnierze AK i członkowie misji ruszyli przez lasy w kierunku obwodu Radomsko.

- Ruszaliśmy się tylko w nocy, za dnia siedzieliśmy po wiejskich chałupach, ale widywaliśmy się z dowódcami okolicznych jednostek AK i z ludnością cywilną. Bill Hudson i Peter Kemp, którzy mieli doświadczenie z Jugosławii, doskonale zorientowali się w sytuacji Armii Krajowej – wskazywał cichociemny w audycji Jerzego Tuszewskiego z cyklu "Za kulisami tajnych akcji II wojny światowej".


Posłuchaj
37:39 Freston Tuszewski.mp3 Audycja Jerzego Tuszewskiego z cyklu "Za kulisami tajnych akcji II wojny światowej" poświęcona misji "Freston". (PR, 20.06.1995)

 

Noworoczna bitwa

W ostatnich dniach starego roku kompania zatrzymała się w należącym do państwa Dembowskich majątku Katarzyna, około 20 km od Radomska. Tam pozwolono sobie na uczczenie Sylwestra.

- Płk Hudson wzniósł pierwszy toast. Wstał, podniósł kieliszek do góry i wzniósł toast: „Za zdrowie Stalina, Roosevelta i Churchilla”. W tej kolejności. Zapanowała konsternacja. Jedni wypili pół kieliszka, inni odstawili - wspominał Stanisław Zieliński. - Płk Hudson zwrócił się do mojego ojca, który znał język angielski, z pytaniem jak należy zrozumieć milcząco przyjęty toast. Na to oficerowie AK odpowiedzieli, że wiedzą, co wydarzyło się z ich kolegami w okolicach Wilna, na Polesiu, koło Lwowa i że może ich też to czeka, jak Sowieci wejdą. Na to Hudson wyprostował się, uderzył pięścią w stół i powiedział: „jak tak możecie mówić, przecież to są nasi sprzymierzeńcy”.

Następnego dnia członków misji i obstawę AK obudził warkot silników. Niemcy odkryli zgrupowanie Armii Krajowej. Majątek zaatakowały znaczne siły: trzy czołgi, kilka transporterów opancerzonych i oddział SS w sile ponad 140 ludzi.

- Usłyszałem huk motorów, silniki pracujące na wysokich obrotach. To były ciasne, leśne drogi. M.in. to był nasz ratunek, że Niemcy nie mogli cicho podjechać. Zobaczyłem naszego żołnierza, który biegł w kierunku naszych kwater i krzyczał „Alarm, Niemcy!” – wspominał kpr. Mieczysław Daczkowski, uczestnik walk.  

Ten komunikat ocalił życie żołnierzy z oddziału osłonowego. Dzięki temu żołnierze AK zdołali uciec do lasu nim Niemcy wstrzelili się w ich pozycje. „Warta” nakazał swoim żołnierzom podzielić się na dwa pododdziały. Pierwszy miał wiązać ogniem siły nieprzyjaciela. Zadaniem drugiego

- Niemcy popełnili kardynalny błąd. Jeden ze strzałów zwalił drzewo na lufę czołgu i uszkodził jego działo. Zaczęli też strzelać pociskami zapalającymi w stodoły i tym samym sami postawili dla nas zasłonę dymną – dodawał kapral Daczkowski.

Dzięki temu zdołano wycofać się z Brytyjczykami spod niemieckich luf. Nie obyło się bez strat. Podczas bitwy poległ obsługujący karabin maszynowy żołnierz o pseudonimie Newada.

Spotkanie z Okulickim

Miejsce lądowania zrzutu - pod Częstochową - nie było przypadkowe. To tam po zniszczeniu Warszawy przebywał dowódca Armii Krajowej, gen. Leopoldem Okulickim "Niedźwiadek". Do spotkania misji z generałem doszło 3 stycznia 1945 roku w leśniczówce Zalesie.


Leopold Okulicki NAC.jpg
Leopold Okulicki. Ostatni dowódca Armii Krajowej

- Okulicki naświetlił moim brytyjskim kolegom sytuację militarno-polityczną AK. Stanowisko gen. Okulickiego było bardzo rozsądne. Powiedział: "My nie mamy nic przeciwko, żeby Polska była komunistyczna, jeśli naród polski tego zapragnie. Natomiast nie zgadzamy się i nie możemy się zgodzić na to, żeby takie czy inne panowanie narzucał nam taki czy inny sojusznik. Nie możemy akceptować dominacji politycznej". To zrobiło na Brytyjczykach wielkie wrażenie – wskazywał Pospieszalski.

Uwięzieni przez NKWD

Misja "Freston" nie trwała długo. Jej działanie przerwało nadejście Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej. Brytyjczycy i Pospieszalski zgodnie z instrukcjami udali się na spotkanie z Sowietami. Zamiast rozmów z dowódcą, czekało ich aresztowanie przez NKWD pod zarzutem szpiegostwa. Spadochroniarzy wrzucono do więzienia w Częstochowie.

- Wylądowaliśmy w ciasnej celi w byłym więzieniu Gestapo. Zamknięto nas razem. Jedzenie przynoszono w kubłach. Hudson nie posiadał się z oburzenia, że tak można traktować sojuszników. Dlatego traktował z wyższością wszystkich Rosjan niższych od siebie rangą. Sądzę, że ta pewność siebie uratowała nam życie – mówił cichociemny.

Stamtąd przewieziono ich przez Kijów do Moskwy.  Członkowie misji zostali uwolnieni dopiero 12 lutego 1945 roku, dzień po zakończeniu konferencji w Jałcie.


Cichociemni_663.jpg
Cichociemni – "wywalcz Polsce wolność lub zgiń"

- Moje osobiste wrażenie jest takie, że trzymano nas tak długo właśnie ze względu na konferencję w Jałcie. Stalin nie chciał, żeby członkowie misji powiedzieli Churchillowi o tym, jak wygląda sytuacja w Polsce – domyślał się Jan Szymon Zaremba, żołnierz 27 pułku piechoty AK, który również został wywieziony do Moskwy.

Ostatecznie uczestnicy misji zostali odesłani  w marcu - via Teheran i Kair - do Londynu. W ręce NKWD wpadł również por. Karol Kutnicki "Kruk" z AK – on otrzymał karę śmierci, zamienioną na 10 lat łagru na Syberii.

Spóźniona misja

Misja SOE była spóźniona o co najmniej pół roku. Następstwa akcji "Burza" w postaci masowych aresztowań żołnierzy Armii Krajowej na wschodzie i upadek Powstania Warszawskiego, a także postępy Armii Czerwonej i kroczących za nimi oddziałów NKWD stanowiły cios dla Polskiego Państwa Podziemnego.

- Pośredniczenie między dowództwem Armii Czerwonej i Armii Krajowej u progu 1945 roku było już marzeniem ściętej głowy – konkludował Pospieszalski. -  W owych czasach Anglicy byli zapatrzeni w wielkiego wschodniego alianta. Dotyczyło to również moich kolegów z misji. Dopiero, gdy znaleźliśmy się w sowieckim więzieniu otworzyły im się oczy.

bm

Czytaj także

Niemcy bali się Ponurego jak ognia

Ostatnia aktualizacja: 16.06.2022 05:55
Ponury rozgromił batalion SS, Ponury zdobył transport z amunicją, Ponury z pięćsetką partyzantów wyszedł cało z obławy w Kieleckiem – o poruczniku Janie Piwniku, dowódcy niewielkiego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej krążyły legendy.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Waldemar Szwiec ps. Robot. Cichociemny, który zalazł Niemcom za skórę

Ostatnia aktualizacja: 14.10.2022 05:56
Od zrzutu nad Polską do chwili jego śmierci minął nieco ponad rok, ale ten czas pozwolił "Robotowi" stać się jednym z najaktywniejszych partyzantów w Górach Świętokrzyskich. To m.in. dzięki jego akcjom niemieccy okupanci nazwali Końskie mianem "Banditenstadt" - miastem bandytów.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Eugeniusz Kaszyński ps. Nurt – cichociemny, którego pokonał pokój

Ostatnia aktualizacja: 24.03.2022 05:50
Przez wiele lat odważnie stawiał czoło niemieckim okupantom jako zastępca Jana Piwnika "Ponurego", a następnie dowódca słynnych Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej. Nie został jednak pokonany przez wroga, a po zakończeniu II wojny światowej toczył jeszcze trudniejszą walkę z problemami psychicznymi.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Leopold Okulicki. Ostatni dowódca Armii Krajowej

Ostatnia aktualizacja: 12.11.2022 06:00
Rodzice chcieli, by został księdzem. Jego życie potoczyło się w zupełnie innym kierunku. 12 listopada 1898 roku urodził się Leopold Okulicki, ostatni komendant główny Armii Krajowej.
rozwiń zwiń