Redakcja Polska

Na krawędzi katastrofy [KOMENTARZ]

27.03.2026 15:40
Świat stoi na krawędzi ogromnego konfliktu, w którym wszystkie jego główne strony będą przegranymi, a skorzystają ci co stoją z boku. Niestety, mogą to być Rosja i Chiny, jeśli USA popełnią szaleńczy błąd, a Europa na to się nie przygotuje.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneChameleonsEye / Shutterstock

Błędem jest przy tym myślenie, że aktorzy stosunków międzynarodowych działają zawsze racjonalnie, a w wojnie, jeśli jedna strona przegra to druga musi wygrać. Historia polityczna świata pokazuje, że element ludzki odgrywa ogromne znaczenie i wiele decyzji podejmowanych jest pod wpływem błędu, emocji oraz uprzedzeń i stereotypów.

Kilka dni temu pewien prodemokratyczny działacz z Bliskiego Wschodu zarzucił mi, że jestem nadmiernym pesymistą, bo jego zdaniem ograniczenie wpływów regionalnych Iranu jest możliwe, a to będzie klucz do stabilizacji regionu. Odpowiedziałem mu anegdotą. Wyobraźmy sobie Europę w 1913 r. i dziadka jasnowidza rozmawiającego ze swoimi kilkuletnimi wnukami. Jako optymista mógłby powiedzieć im, że nim dożyją jego wieku to czeka ich wspaniała przyszłość: zjednoczona Europa bez wojen. Jako pesymista mógłby jednak dodać, że mogą w międzyczasie zostać zabitymi, bo po drodze będą dwie gigantyczne katastrofy, masowy rozlew krwi, ludobójstwo itp.

Na I wojnie światowej nie skorzystała żadna z głównych jej stron. Niemcy były wówczas największym mocarstwem dominującym militarnie, gospodarczo i demograficznie w Europie, a zatem w ówczesnym świecie. Po wybuchu wojny odniosły błyskawiczne sukcesy zarówno w działaniach przeciwko Francji jak i Rosji, utrzymując zdobycze terytorialne do końca wojny. Cóż z tego, skoro wojna tak ich wyczerpała, że na koniec ją przegrały. Trzy imperia przegranej koalicji przestały istnieć, ale to samo stało się z Imperium Rosyjskim będącym po stronie wygranej. Francja wyszła zaś z wojny totalnie osłabiona, podczas gdy na scenie pojawił się nowy gracz: USA.

Teraz może być podobnie. USA jest niekwestionowaną potęgą militarną, którą zademonstrowało w pierwszych dniach wojny. Ale Stany Zjednoczone poszły na nią bez planu i opierając się na iluzjach. Dlatego utkwiła ona w martwym punkcie, a absolutna dominacja w powietrzu okazała się nie wystarczająca do złamania determinacji Iranu, który, póki co skutecznie realizuje swoją strategię. USA nie mają pomysłu na odblokowanie cieśniny Ormuz, a uderzenie na infrastrukturę energetyczną Iranu najprawdopodobniej doprowadzi do przekształcenia regionu w totalną pustynię po odwetowym uderzeniu na infrastrukturę państw arabskich, instalacje desalinacyjne, wreszcie możliwym skażeniu wód Zatoki Perskiej. Gigantyczne fale migracji i globalny kryzys gospodarczy doprowadzą do destabilizacji Europy, zamieszek, a na koniec przejęcia władzy przez ugrupowania skrajne, a być może nawet do upadku demokracji na naszym kontynencie. Niemożliwe? A kto w 1914 r. uważał za możliwe to jak Europa będzie wyglądać 5 lat później?

Oczywiście USA też za to by zapłaciły, a w szczególności rządzący obecnie Republikanie, którym wyborcy wystawią rachunek już w listopadowych wyborach mid-term. Ale jest możliwy jeszcze gorszy scenariusz. Iran wie, że atak lądowy to szaleństwo i zakłada, że do niego nie dojdzie. Tyle, że szaleństwa w polityce się zdarzają. Jeśli Donald Trump pośle tych kilka tysięcy żołnierze by opanowali wyspę Chark lub inne wyspy irańskie albo jego wybrzeże, to skończy się to masakrą. Ta zaś wymusi pełnoskalową inwazję, bo Amerykanie nie będą mogli przełknąć takiego upokorzenia. Wtedy wzrosną też naciski na europejskich sojuszników by włączyli się do tej wojny, a Stany Zjednoczone będą się starały zneutralizować lub pozyskać Rosję. Już to widać i jest to gigantyczny błąd.

Rosja nie traktuje Iranu jako sojusznika, lecz jako narzędzie i w jej interesie jest jak największa eskalacja. To co po tej wojnie zostanie z Iranu nie ma dla Kremla znaczenia, ważne by USA jak najbardziej wyczerpywały swoje zasoby. Dlatego Rosja może oczywiście wspierać Iran, ale również z ochotą sprzeda go za odpowiednią cenę, a Amerykanie wydają się gotowi zapłacić więcej niż ta pomoc rosyjska jest warta. Moskwa już ma wyższe ceny ropy i częściowe zniesienie sankcji i dostała to całkowicie za darmo, nic nie dając w zamian. Drugim zyskiem są tarcia na linii transatlantyckiej, które wzrosną, jeśli zacznie się inwazja lądowa, a Europa odmówi swego udziału. Oczywiście wzięcie udziału byłoby jeszcze gorszą opcją, gdyż oznaczałoby poświęcenie potencjału na bezsensowną wojnę, przy rosnącym zagrożeniu ze strony Rosji.

Co byłoby lepszym prezentem i zachętą dla Rosji do rozwinięcia swoich imperialnych zapędów jak nie uwikłany w wyczerpującą wojnę na Bliskim Wschodzie Zachód albo tylko USA, przy rozwalających NATO pretensjach do europejskich sojuszników o „niewdzięczność” i głosach o bezużyteczności Sojuszu dla bezpieczeństwa USA? Co powstrzyma wówczas Rosję przed uderzeniem na państwa bałtyckie, jeśli zawczasu Europa nie wzmocni tam swojej gotowości do odparcia ataku. Trzeba działać szybko, odrzucić możliwość jakiegokolwiek zaangażowania militarnego na Bliskim Wschodzie i zamiast tego skupić się na odstraszeniu Rosji przed próbą zajęcia choćby milimetra kwadratowego terytorium państw UE. Polski żołnierz nie będzie umierać pod Teheranem, ale Narwy lub Łatgalii będziemy bronić za wszelką cenę.

Witold Repetowicz, dziennikarz i ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Autor książek reporterskich o konfliktach w regionie, relacjonował wydarzenia w Syrii i Iraku. Adiunkt Akademii Sztuki Wojennej

Prosto z Irbilu: rosyjski imperializm i wojna narracji na Bliskim Wschodzie [FELIETON]

04.11.2025 13:45
Niedawno w jednym z libańskich portali informacyjnych powiązanych z Hezbollahem pojawił się kuriozalny artykuł sugerujący, że transformacja ustrojowa w Europie Środkowej, która miała miejsce 35 lat temu, była operacją CIA, a społeczeństwa tych krajów są obecnie uciskane. Cel tej wrzutki był jasny: obrzydzić Libańczykom demokrację i wytworzyć w nich przekonanie, że wolność to fikcja, a działania prodemokratyczne to tylko przykrywka dla imperializmu.

Iran to nie Wenezuela [KOMENTARZ]

07.01.2026 15:25
Protesty w Iranie pokazują, jak bardzo temu krajowi potrzebne jest porozumienie z USA i Europą. Otwarty na współpracę z Zachodem, Iran mógłby być bogaty: ma ropę, gaz oraz zasoby ludzkie. Tymczasem zwrot ku Rosji i Chinom nie dał Iranowi nic, poza kolejną iluzją. Podpisana w marcu 2021 r. umowa irańsko-chińska miała przynieść inwestycje o wartości 400 mld dolarów przez 25 lat, a przyniosła to, że Chiny kupują irańską ropę taniej, a irański rynek zalewany jest tanimi produktami, które wypychają z rynku lokalnych przedsiębiorców.

Iran – demokracja czy chaos? [KOMENTARZ]

12.01.2026 11:45
Nie ulega wątpliwości, że większość Irańczyków chce zmiany ustrojowej i otwarcia Iranu na współprace z Zachodem. Problem w tym, że póki co powstanie wolnego i demokratycznego Iranu, jako efektu obecnych protestów, jest bardzo wątpliwe (choć nie jest niemożliwe). A byłoby to klęską Rosji i Chin. Jednak bardziej prawdopodobne jest pogrążenie Iranu w chaosie, a na tym Rosji zapewne chciałaby skorzystać, choć Chin dotyczyłoby to już znacznie mniej. Możliwe są także inne, bardziej negatywne scenariusze, korzystne dla Rosji.

Kurdowie i dżihadyści [KOMENTARZ]

26.01.2026 17:09
Donald Trump i jego główny przedstawiciel na Bliskim Wschodzie Tom Barrack uznali, że postawienie na unitarną Syrię pod zcentralizowanymi rządami osoby, którą USA jeszcze niedawno uznawało za terrorystę, to najlepsza recepta na stabilność i pokój w regionie. Cenę mają zapłacić Kurdowie, których USA porzucają jako sojusznika. Ci sami Kurdowie, którzy wraz z USA pokonali Państwo Islamskie (ISIS). Mieli oni nadzieję na autonomię, a teraz mają być zdani na łaskę i niełaskę dżihadystów, którzy uznają ich za bezbożników.

Totalna walka o los Islamskiej Republiki [KOMENTARZ]

02.03.2026 18:55
Wojna z Iranem wprowadziła świat na drogę ku wielkiej niewiadomej. Optymiści sądzą, że po śmierci Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia system władzy Islamskiej Republiki się załamie, a kreowany od miesięcy na lidera opozycji Reza Pahlawi obejmie władzę i wprowadzi w Iranie demokrację. Tyle, że póki co nic na to nie wskazuje.