Odkrycia dokonano podczas badań nad biblioteką polskiego szlachcica Władysława Konstantego Wituskiego, zrabowaną w czasie potopu i przechowywaną w Szwecji.
Biblioteka, która przetrwała w szwedzkiej skrzyni
Dr Joanna Zatorska-Rosen przeanalizowała łącznie 83 pozycje należące do Wituskiego — po łacinie, po polsku, francusku i włosku. To przede wszystkim książki o historii, geografii i prawie. Badaczka wyszukiwała je w wielotysięcznym księgozbiorze Karola Gustawa Wrangla, szwedzkiego feldmarszałka i jednego z najeźdźców Rzeczypospolitej.
Kluczowe okazały się notatki proweniencyjne: podpisy z imieniem i nazwiskiem oraz funkcją właściciela. Część woluminów miała pochodzić z zamkowej skrzyni z polskimi drukami. Zatorska-Rosen sugeruje, że Wrangel mógł zatrzymać je jako „egzotyczny zbiorek” — pasujący do XVII-wiecznej mody na gabinety osobliwości.
Kim był Władysław Konstanty Wituski
Wituski wymyka się prostym biografiom. Z jednej strony był szlachcicem i posłem na Sejm, człowiekiem polityki. Z drugiej — podróżnikiem, który w latach 30. XVII wieku dotarł aż do Brazylii, co nie należało do typowych „szlacheckich rozrywek”.
Do Ameryki Południowej trafił dzięki służbie w Holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej, gdzie zajmował się budową fortyfikacji. W jego zapiskach zachowały się ślady surowej codzienności na morzu. Po śmierci jednego z towarzyszy podróży miał zanotować: „Sprawiliśmy mu pogrzeb w rybich żołądkach”.
Z późniejszych listów wynika też, że jako dworzanin królewicza Aleksandra Karola Wazy bywał na europejskich dworach: w Anglii został przyjęty u Karola I Stuarta, w Kopenhadze liczył na spotkanie z królem Krystianem IV.
Opłatki między stronami. Trzy możliwe historie jednego znaleziska
Największym zaskoczeniem — jak podkreśla badaczka — okazało się odkrycie opłatków zachowanych między kartkami jednego z woluminów. Wituski mógł wykorzystywać je na kilka sposobów. Zatorska-Rosen wskazuje trzy możliwe wyjaśnienia:
- mogły to być autentyczne opłatki wigilijne, przygotowane do podzielenia się w rodzinnym gronie;
- mogły służyć jako „pieczęć” w szlacheckiej kancelarii (odcisk zamiast lakowej pieczęci);
- mogły być po prostu przekąską — opłatki moczono w miodzie i podawano dzieciom lub do wina.
Jak zaznacza rozmówczyni, opłatki wciąż są białe mimo upływu stuleci. Zostały już wyjęte z książki i są przechowywane w gablotce.
Marginesy, które zdradzają charakter właściciela
Spektakularne znalezisko to jedno, ale równie cenne okazały się marginalia — dopiski Wituskiego na marginesach. Badaczka zdołała je rozszyfrować, a notatki pokazują, że właściciel czytał aktywnie: polemizował, poprawiał, dopowiadał.
Jedna z adnotacji dotyczy fragmentu o tym, że Rzeczpospolita nie potrzebuje fortyfikacji, bo do obrony wystarczą cnoty obywateli. Wituski miał dopisać po łacinie sens: lepiej „i tak, i tak” — i fortyfikacje, i dobre prowadzenie się.
W woluminach są też notatki innych osób, co może sugerować, że część książek nabyto z drugiej ręki albo odziedziczono. Zatorska-Rosen natrafiła również na zapiski o charakterze gospodarskim — instrukcje przydatne w realiach szlacheckiego dworku, m.in. dotyczące proporcji potrzebnych do przygotowania prochu.
Dlaczego ta biblioteka jest tak ważna
W Polsce dawne księgozbiory średniej szlachty często rekonstruuje się na podstawie inwentarzy — a te bywają niepełne i nie mówią wiele o tym, jak książki „żyły”. Tutaj zachowały się konkretne woluminy: z oprawami, dopiskami i śladami używania, a nawet z przedmiotami schowanymi w środku.
Badaczka zidentyfikowała też oprawę wykonaną przez krakowskiego introligatora Kaspra Rajmana. Z kolei cztery szkolne zeszyty Wituskiego pozwoliły ustalić, że pobierał nauki w Kolegium Jezuickim w Pułtusku.
Poloniki w Szwecji: skarb wciąż niepoliczony
Ile książek liczy księgozbiór w Skokloster? Dokładnie nie wiadomo: dawniej mówiono nawet o 30 tysiącach woluminów, dziś ostrożniej zakłada się, że jest ich mniej. Około 20 tysięcy tytułów jest już zarejestrowanych w bazach zamkowych, ale prace nadal trwają.
Zatorska-Rosen przypomina przy tym, że nie wszystkie poloniki w Szwecji muszą być łupami wojennymi. Część mogła trafić tam jako dary, efekty kontaktów politycznych i rodzinnych, a także przez związki dynastii Wazów z Rzeczpospolitą.
TVP Polonia/PAP, bs