Wysłuchaj audycji "Rozmowy po zmroku"<<<
Sofonisba Anguissola, Artemisia Gentileschi i Angelika Kauffmann już za życia zdobyły uznanie i rozgłos. Inne artystki - jak Polka Agnieszka Piotrkowczyk-Dolabella - zapisały się w historii zaledwie pojedynczymi pracami lub jedynie archiwalnymi wzmiankami. W narracji zdominowanej przez patriarchalne spojrzenie historii sztuki wszystkie te twórczynie zostały jednak w równym stopniu wymazane. Prof. Piotr Oczko w swojej książce "Suknia i sztalugi" wydobywa z cienia twórczość i życiorysy dawnych artystek. O książce rozmawialiśmy w audycji z historyczką sztuki - dr Grażyną Bastek.
Czytaj również:
Piotr Oczko - historyk sztuki z zamiłowania
Autor książki, Piotr Oczko, jest anglistą, polonistą i niderlandystą, natomiast formalnie nie studiował historii sztuki. - Najwięksi historycy sztuki w XIX wieku również bywali w pewnym sensie amatorami, bo ta dyscyplina dopiero się kształtowała. Myślę tu choćby o Bernardzie Berensonie czy Giovannim Morellim. To oni kładli fundamenty pod historię sztuki jako naukę. Można więc być znakomitym historykiem sztuki, nie kończąc takich studiów. Być może daje to nawet pewną wolność: od mód metodologicznych, środowiskowych nacisków, przyzwyczajeń nabywanych w trakcie formalnej edukacji - podkreślała w "Rozmowach po zmroku" Grażyna Bastek.
"Suknia i sztalugi" - trzynaście esejów o kobietach
"Suknia i sztalugi" to zbiór esejów, a forma ta pozwala na osobisty ton. Autor jest w tej książce obecny dyskretnie, lecz wyraźnie. Książka portretuje trzynaście głównych bohaterek, lecz w tle pojawiają się dziesiątki innych kobiet.
- W każdym eseju pojawiają się kolejne nazwiska. Piotr Oczko przyznał, że w książce występuje około setki postaci, a redakcja usunęła jeszcze wiele materiału. Mogłyby powstać dwa tomy. Wiele kobiet znamy jedynie ze źródeł, wiemy, że istniały, ale nie znamy ich dzieł ani szczegółów życia. Skala pracy badawczej była ogromna. Ta książka wynika z niezgody na zapomnienie oraz z potrzeby uhonorowania kobiet, które miały odwagę i determinację, by iść własną drogą. Musiały udowadniać więcej niż mężczyźni - mówiła badaczka na antenie Dwójki.
Wszystko zostaje w rodzinie
Malarkami najczęściej zostawały córki i siostry malarzy. - To była najprostsza droga. Nauka odbywała się w warsztatach, gdzie chłopcy zaczynali praktykę już w wieku siedmiu–dziewięciu lat. Mieszkali u mistrza, wykonywali prace pomocnicze i uczyli się rzemiosła. Dla dziewcząt nie było tam miejsca. Kobiety rzadko mogły zawierać kontrakty czy zarządzać majątkiem – wyjątkiem były Niderlandy. Dlatego wiele malarek wychodziło za mąż za malarzy, którzy prowadzili interesy i negocjowali zamówienia - mówiła Grażyna Bastek.
Przykładem jest Lavinia Fontana, działająca pod koniec XVI wieku, która urodziła jedenaścioro dzieci i jednocześnie prowadziła intensywną działalność artystyczną. Jej mąż zajmował się sprawami organizacyjnymi. Podobnie było z Artemisią Gentileschi.
- Z kolei Anna Dorothea Lisiewska-Therbusch w wieku czterdziestu lat opuściła rodzinę, by poświęcić się malarstwu. Piotr Oczko sugeruje, że musiała wcześniej ćwiczyć w ukryciu, skoro nagle osiągnęła wysoki poziom. Co ciekawe, początkowo jej podróże finansował mąż: jej wolność była więc uzależniona od jego przyzwolenia - dodała.
Edukacja jako posag
W książce pojawia się też Sofonisba Anguissola. - To wyjątkowy przypadek. Była arystokratką, córką świadomego i sprytnego ojca, który postawił na edukację córek jako formę "posagu". Wysłał ją do warsztatu malarza w Cremonie, promował jej twórczość, nawet korespondował z Michałem Aniołem. Sofonisba zrobiła międzynarodową karierę, pracowała na dworze hiszpańskim i dożyła sędziwego wieku. Była jedyną w tym gronie, która nie była córką czy żoną malarza - zaznaczyła historyczka sztuki.
***
Tytuł audycji: Rozmowy po zmroku
Prowadzenie: Jakub Kukla
Gość: dr Grażyna Bastek (historyczka sztuki)
Data emisji: 5.02.2026
Godz. emisji: 22.30
oł/pg