Nauka

Dzień zaduszny odnalezionych

Ostatnia aktualizacja: 02.11.2007 11:46
Odkrywanie szkieletów lub przepalonych kości to w świecie archeologów norma. Co potem dzieje się z odkopanymi szczątkami?

Odkrywanie szkieletów lub przepalonych kości to w świecie archeologów norma. Miednica czy czaszka mają w sobie równie olbrzymi potencjał naukowy, jak żelazny miecz, krzemienny pięściak, czy gliniane naczynie. A może nawet większy, bo to właśnie kości ludzkie są najbardziej bezpośrednim źródłem wiedzy o nieistniejących już społecznościach – wiedzy nie przepuszczonej przez cenzorskie sito nielicznych i w dodatku raczej późnych dokumentów pisanych, nie opartej na interpretacji, ale na analizie rodem z nauk ścisłych, wreszcie, wiedzy najbardziej nas interesującej – o prawdziwym człowieku.

Antropolodzy, najlepsi przyjaciele archeologów, jak często się ich nazywa, potrafią zdziałać cuda, jeśli chodzi o wyciąganie informacji z, bądź co bądź niemych, kości. Tymi, które stanowią „pakiet podstawowy”, są płeć i wiek zmarłego. Dzięki nim wiemy jakie dary grobowe umieszczano w grobach męskich, a jakie w żeńskich. Tylko i wyłącznie dzięki nim udało się również stwierdzić, że niektóre cmentarzyska (np. z okresu wpływów rzymskich na terenie Niemiec) są jednopłciowe – tzn. na jednych chowano wyłącznie kobiety, a na innych ich małżonków, ojców, braci. Dodatkowo, prawie zawsze analizuje się widoczne na kośćcu ślady po chorobach złamaniach lub patologiach. Dzięki nim wiemy nie tylko, kim był zmarły, ale również na co chorował za życia albo która z dolegliwości zaprowadziła go w końcu na cmentarzysko, z którego dopiero co został wydobyty. Ale to nie koniec możliwości badawczych antropologii - „pakiet podstawowy” można za odpowiednią opłatą rozszerzyć.

Pokaż mi swój ząb, a powiem Ci kim jesteś

Zęby zdradzają wiele o swoich byłych właścicielach, ale przede wszystkim jedno: co jedli. Dzięki badaniu izotopów zawartych w naszym uzębieniu oraz mikro śladów na szkliwie da się w wielu przypadkach powiedzieć, kto jadał mięso zwierząt, a kto wolał na przykład rybki. Jest to nie byle jakie zagadnienie, jeśli np. odniesie się je do badań tzw. rewolucji neolitycznej, w wyniku której upowszechniło się rolnictwo – kwestia kto już pracował na roli, a kto jeszcze polował w lesie jest kluczowa w porównywaniu tych tak przecież różniących się społeczności.

Nie jest to jednak wszystko, czego dowiedzieć można się dzięki badaniom ludzkich szczątków. Analizy DNA, pozwalające na określenie, czy badane osoby były ze sobą spokrewnione, lub liczenie listewek przyrostu zębów (perikymat), to na razie techniki rzadko używane ze względu na swoją cenę, ale coraz bardziej upowszechniające się. Trudno sobie również wyobrazić jakiekolwiek badania ewolucji człowieka bez udziału antropologów. To oni właśnie dostarczają najważniejsze dla nas dane: różnice w morfologii poszczególnych hominidów, ich dietę, sposób w jaki się rozwijali (tzn. w jakim wieku osiągali dojrzałość, czy kiedy odstawiano ich od piersi), a nawet stosunki międzyludzkie. Przykładem może być szczęka z gruzińskiego stanowiska w Dmanisi, należąca do starszego już mężczyzny, który stracił wszystkie zęby, a mimo tego jeszcze kilka lat funkcjonował na świecie. Ktoś musiał mu pomagać, starać się dostarczać odpowiedni pokarm, a potem go rozdrabniać – wszystko to około milion siedemset tysięcy lat temu.

 

''Czaszka neandertalczyka. Źr. Wikpedia; fot. na lic. GNU.

Na półkach w magazynie, na wystawach w muzeum

W trakcie wykopalisk szczątki ludzkie są delikatnie odsłaniane przez archeologów, fotografowane i pakowane w plastikowe worki lub tekturowe pudła. Ich położenie jest dokładnie zaznaczane na ogólnym planie cmentarzyska, ich pozycja rysowana przez co bardziej biegłych w tej sztuce studentów, a to, co zostaje znalezione przy zmarłym, dostaje numer inwentaryzacyjny i również zostaje zapakowane w woreczki. Następnie wszystko, co było kiedyś żywe, wędruje do analizy do antropologów, a to co było przez tychże żywych używane – do odpowiednio wyspecjalizowanych archeologów. Ci, oprócz szczegółowej analizy, robią dokładne zdjęcia, często rysunki, zaznaczają numer inwentarzowy na kościach i na zabytkach, tak by dało się je później rozpoznać i w końcu publikują wyniki badań. W tym czasie z najciekawszych znalezisk przygotowuje się wystawy muzealne, a mniej widowiskowe odkładane są na biegnące niemalże w nieskończoność półki magazynów uniwersyteckich i muzealnych. Tak postępuje się w Polsce.

Z powrotem do uświęconej ziemi

Inaczej sprawy mają się po drugiej stronie Atlantyku. - Kiedy znajdujemy ludzkie szczątki, wszelkie prace zostają automatycznie przerwane. Na miejscu od razu zjawia się ktoś z plemienia, na którego terenie kopiemy i określa, co z kośćmi należy zrobić. Dla przykładu, gdy brałem udział w badaniach na obszarze należącym do grupy zwanej The Coast Salish People, miejscowi łowcy-zbieracze, których zawsze zatrudniamy do wykopalisk, a którzy są rytualnie przygotowani do postępowania ze zmarłymi, nakazali nam umieścić kości na czystym kocu. To właśnie było dla nich najważniejsze – czysty koc, który symbolizuje bogactwo i przez wiele pokoleń był używany jako ekwiwalent pieniądza – relacjonuje dla Polskiego Radia Andrew Pawlowski, archeolog z Kanady. Szczątki kostne są następnie niemal natychmiast z powrotem zakopywane, a towarzyszą temu tradycyjne, nieraz bardzo skomplikowane obrzędy, które mają pomóc zmarłemu przejść do innego świata i zabezpieczyć żywych przed jego ewentualnym powrotem. W Stanach Zjednoczonych takie postępowanie jest zalegalizowane dzięki Native American Grave Protection and Repatriation Act, w skrócie NAGPRA, uchwalonym w 1990. To pod jego protekcją wszystkie szczątki ludzkie trafiają do ich potomków (lub plemion, które mieszkają na danym terenie, bo obie te grupy nie zawsze są tożsame). Podobne akty prawne obowiązują w innych państwach, gdzie żyją potomkowie dawnych ludów – w Kanadzie, Australii, czy Nowej Zelandii. Równie przychylnie prawo odnosi się żądań Indian w sprawie zwrotu dzieł sztuki i kultury wytworzonych przed wiekami, a także chroni je przed transakcjami kupna-sprzedaży.

Powrót do korzeni?

Dotychczas problem ten nie trapił zbytnio europejskich kolegów po fachu. Do czasu. W maju bieżącego roku gazety doniosły o bezprecedensowym zwrocie szczątków 17 Aborygenów tasmańskich przez Muzeum Historii Naturalnej w Londynie. Decyzja taka została podjęta mimo planowanych badań DNA, które miały rzucić nowe światło na badania pochodzenia człowieka. Część badaczy zgodziła się z racjami Aborygenów (choć nie tasmańskich, bo Ci wymarli jeszcze w XIX wieku), którzy nie dzielą z Europejczykami ani tej samej religii, ani światopoglądu; inni pytali, jakie prawo do pozbawiania informacji na temat naszego wspólnego pochodzenia ma akurat ta grupa ludzi. Trudno zakwestionować racje ludów tradycyjnych, choćby dlatego że broni ich m. in. The Vermillion Accord on Human Remains, przyjęty przez większość państw świata, który jasno określa, że należy zwracać zawłaszczone szczątki kostne prawowitym właścicielom, czyli grupom należącym do tej samej kultury, co zmarli. Jednak sprawy zaszły już chyba trochę zbyt daleko, skoro przedstawiciele współczesnych wspólnot pogańskich, działających na terenie Wielkiej Brytanii, pragną pójść w ślady Aborygenów i wymusić na muzeach zwrot szczątków pochodzących z epoki żelaza, które reprezentują kulturę celtycką. Biorąc pod uwagę, że dzieli ich od nich ponad 2000 lat, w czasie których religia i kultura Celtów została prawie w stu procentach zgubiona i zapomniana, trudno wyobrazić sobie, by sądy przychyliły się do ich żądań.

 

 

''Jeden z najsłynniejszych "nieboszczyków" w dziejach archeologii - Oetzi. Źr. Wikipedia.

Archeolodzy z ulgą przyjęliby zapewnie pomysł pochowania przynajmniej części zawartości niezliczonych pudeł, których składowanie w muzealnych magazynach sporo kosztuje, ale na drodze ku temu pojawiają się trzy poważne przeszkody. Pierwszym problemem jest dość zrozumiała niechęć do tworzenia sztucznych stanowisk archeologicznych. Aż strach pomyśleć, co wywnioskować mogą badacze przeszłości jeśli np. za tysiąc lat odkryją cmentarzysko ludzi żyjących w epoce brązu, które w epoce plastiku zostało w całości odkopane i przemieszczone w inne miejsce. Zapewne wzorem swoich poprzedników zinterpretują to jako przejaw jakiegoś irracjonalnego, ale niezmiernie interesującego kultu zmarłych i dopatrywać się będą ciągłości kulturowej utrzymującej się przez ponad 3000 lat. Druga kwestia dotyczy sposobu pochowania, a wynika z tego, że nie można narzucać naszego widzenia świata ludziom, którzy już od wieków nie chodzą po Ziemi i po których pozostały właściwie tylko fragmenty naczyń, jamy zasobowe, czy ozdoby. Trudno powiedzieć, czy w ostatnią drogę należałoby ich wyposażyć w standardowy zestaw przedmiotów, które wkładali im do grobów ich współplemieńcy, a które były dla nich zapewne równie ważne, jak koce dla współczesnych Indian ze wschodniego wybrzeża Kanady. A jeżeli już, to kto podjąłby się rekonstrukcji obrzędów, które z pewnością nadawały moc wyposażeniu grobowemu? I w końcu ostatni problem: nie wiemy co przyniesie rozwijająca się technologia, a co za tym idzie, jakie informacje stracą przyszłe pokolenia jeśli pozbawi się je dostępu do kości ludzkich. A sam The Vermillion Accord on Human Remains stwierdza, że poza wartością jaką szczątki kostne mają dla lokalnych społeczności, należy też uszanować ich naukową wartość, która nie ogranicza się do jednej społeczności, ale dotyczy nas wszystkich.

 

Iza Romanowska



POSŁUCHAJ AUDYCJI - mp3 (14 MB)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Kolebka poza Afryką?

Ostatnia aktualizacja: 02.02.2009 12:44
W Malezji znaleziono pięściaki sprzed 1,83 mln lat.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Mama Oetziego nie ma krewnych

Ostatnia aktualizacja: 06.11.2008 14:45
Znamy wyniki analizy genów "człowieka z lodu".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Z szamanami na Syberii

Ostatnia aktualizacja: 11.11.2008 11:56
Szamanizm może przejawiać się w różnych kontekstach - mówi dr Andrzej Rozwadowski.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Praprzodek człowieka, odkryty w jaskini w Afryce

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2010 21:07
Naukowcy odkryli szczątki kolejnego, nieznanego praprzodka człowieka. Australopithecus sediba został znaleziony w jaskini, na terenie Republiki Południowej Afryki. Opis nowo odkrytego gaunku zamieszcza tygodnik "Science".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Neandertalczyka portret własny

Ostatnia aktualizacja: 04.02.2010 20:10
Trwają spory o to kim był w historii naszego gatunku neandertalczyk, dlaczego wyginął, czy czuł i myślał podobnie jak my.
rozwiń zwiń