Raport Białoruś

Gazeta Konstantego Kalinowskiego znów się ukaże

Ostatnia aktualizacja: 05.02.2013 17:12
Gazeta przygotowująca grunt pod powstanie styczniowe wśród chłopstwa na Białorusi "Mużyckaja Prawda" zostanie wznowiona w tym roku w Brześciu.
Gazeta Konstantego Kalinowskiego znów się ukaże
Foto: Wikipedia

Wszystkie numery będą poświęcone 150. rocznicy powstania - informuje we wtorek niezależny tygodnik "Nasza Niwa".

arkushy.narod.ru/kalinouski/images/faximile
arkushy.narod.ru/kalinouski/images/faximile

Pomysłodawcą wydania nowych numerów gazety jest inicjatywa kulturalno-oświatowa "Hrunt" z Brześcia. Jak podkreśla jej założyciel Wiktar Klimus, celem nie będzie jednak wzywanie obywateli na barykady, tylko edukacja.

 - Planujemy opublikowanie siedmiu numerów, czyli tylu, ile wydał (przywódca powstania styczniowego na Białorusi i Litwie Konstanty) Kastuś Kalinowski. Będą się one ukazywać w ciągu tego roku. Zamieścimy historyczne daty, informacje o wydarzeniach, miejscach bitew, bohaterach i innych ciekawych faktach, których wielu młodych ludzi dziś nie zna, a także ogłoszenia o innych imprezach związanych z tą tematyką - powiedział Klimus.

 "Mużyckaja Prawda" ukazywała się w języku białoruskim, choć nie cyrylicą, tylko w alfabecie łacińskim. Sześć numerów opublikowano w 1962 r., a po wybuchu powstania tylko jeden.

 - ”Mużyckaja Prawda” była organem stworzonym specjalnie po to, by poderwać chłopów. Dla Kalinowskiego było bardzo ważne, by nadać temu powstaniu charakter narodowy, chłopski" - powiedział dr historii Alaksandr Smalanczuk.

 Uważa on, że ta propaganda okazała się dość skuteczna. - Historycy obliczają, że największy odsetek chłopów - nawet do 17 proc. - uczestniczył w powstaniu na Grodzieńszczyźnie, czyli tam, gdzie rozpowszechniano "Mużycką Prawdę" - podkreśla.

 Powstanie styczniowe rozpoczęło się w Warszawie 22 stycznia 1863 roku Manifestem Tymczasowego Rządu Narodowego, czyli organu władz powstańczych. Objęło tereny zaboru rosyjskiego i miało charakter wojny partyzanckiej przeciwko rosyjskiemu imperium.

 Za dzień wybuchu powstania na Litwie i Białorusi uznaje się 1 lutego, bo tego dnia przyłączył się do niego Prowincjonalny Komitet Litewski, szykujący zryw na tych terenach.

 Jak oceniają historycy, podczas powstania doszło do ponad tysiąca starć, w których zginęło po stronie powstańczej kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Zryw został w 1864 roku stłumiony przez władze carskie, po czym nastąpiła fala surowych represji oraz wzmożona rusyfikacja.

 Na Białorusi powstanie styczniowe nazwane jest powstaniem 1863-1864 roku lub powstaniem Kalinowskiego.

PAP/agkm

Informacje o Białorusi: Raport Białoruś

150 rocznica Powstania Styczniowego >>>

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zagraj o niepodległość!

Ostatnia aktualizacja: 18.01.2013 14:19
Z okazji 150. rocznicy wybuchu powstania styczniowego Muzeum Historii Polski przygotowuje wystawę "1863. Gra o niepodległość". Multimedialna ekspozycja w formie labiryntu prezentowana będzie od 22 stycznia do 24 lutego w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Powstanie styczniowe nie mogło nie wybuchnąć"

Ostatnia aktualizacja: 19.01.2013 12:50
- Zgoda na brankę oznaczała nie tylko zgodę na drenaż narodu, ale na traktowanie ziem polskich jako peryferii obcego, nieprzychylnego Polakom imperium – przekonywał w rozmowie z "Rzeczpospolitą” prof. Andrzej Nowak.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Symboliczna i unikatowa wystawa w 150. rocznicę powstania styczniowego

Ostatnia aktualizacja: 21.01.2013 14:20
"Zakuwana Polska" Matejki, bandera i żałobna biżuteria znalazły się na wystawie przygotowanej w 150. rocznicę powstania styczniowego. Ekspozycję zorganizowało Narodowe Centrum Kultury w warszawskiej Kordegardzie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Powstanie Styczniowe. Zwycięstwo ducha

Ostatnia aktualizacja: 22.01.2020 06:03
- Wybuch powstania jest zawsze aktem desperacji, oznacza, że wyczerpano wszelkie inne możliwe środki walki politycznej o własny byt narodowy, a sytuacja, w której naród się znajduje, jest po prostu nieakceptowalna - mówi historyk prof. Michał Klimecki.
rozwiń zwiń