Historia

Leon Barszczewski – pozostały nam po nim zdjęcia

Ostatnia aktualizacja: 22.03.2020 05:30
110 lat temu – 22 marca 1910 roku – zmarł w Częstochowie Leon Barszczewski. Uważny czytelnik zapyta kim był, dlaczego zasługuje na pamięć, na wspomnienie, na szczególne traktowanie... przecież był pułkownikiem armii Imperium Rosyjskiego i to w okresie zaborów. Pamięć o nim dorzuci jednak bardzo istotne fakty – był jednam z najwybitniejszych badaczy kultury środkowej Azji, a swoje odkrycia w tym zakresie dokumentował kapitalnymi zdjęciami.
Leon Barszczewski wśród mieszkańców Samarkandy
Leon Barszczewski wśród mieszkańców SamarkandyFoto: Wikimedia Commons/dp

Był nie tylko pułkownikiem armii carskiej, nie tylko podróżnikiem i fotografem – dokumentalistą swoich czasów i wypraw – lecz również geologiem, etnografem, archeologiem, przyrodnikiem i glacjologiem.

Jak pisała Martyna Wojciechowska: "Ludzie odważni docierają na krańce świata, a my wiemy, że coś leży za horyzontem. Ale to dzięki tym, którzy są dość wytrwali, żeby ten świat dokumentować, wiemy też, jaki ten świat jest, możemy zrozumieć go lepiej. Leon Barszczewski był jednym z najwybitniejszych eksploratorów Azji Środkowej, a dzięki jego fotograficznej pasji mamy dziś szansę podziwiać unikatowe w skali świata fotografie dawnej Samarkandy, Buchary, Pamiru. Miał niezwykły wkład w badania obcych kultur, ale też ocalił je od zapomnienia, uwiecznił, zanim stały się historią. Dzięki temu w jakimś sensie możemy też podróżować w czasie".

Zacznijmy jednak od początku – urodził się 20 lutego 1849 roku w Warszawie, w rodzinie o polskich i szlacheckich tradycjach. Po przedwczesnej śmierci rodziców przenosi się do Czerkas pod Kijowem, gdzie mieszka jego starsza siostra. Z racji miejsca zamieszkania trafił do szkoły kadetów w Kijowie, po ukończeniu której skierowano go do Junkierskiej Szkoły Piechoty w Odessie. Tam też wykazał się niesubordynacją stając w obronie pamięci powstańców styczniowych. Szkołę musiał opuścić i jako junkier trafił do pułku chersońskiego. Tam nauczył się wielu rzemiosł, które były tak przydatne w późniejszych wyprawach. Wśród nich było też fotografowanie, a że miał do tego niespotykany talent, możemy i w obecnych czasach podziwiać miejsca i ludzi zatrzymane przez niego w kadrze migawki.

To stamtąd wyruszył w miejsca, które właśnie zaanektowane przez Rosję stały się częścią jej terytorium. Początek tych wypraw datuje się na rok 1876 i w ciągu ponad 20 lat, bo aż do 1897, odwiedził i eksplorował tereny Wschodniego Turkiestanu, Emiratu Buchary, Chanatów Badachszanu i Darwazu. W trakcie nich dotarł także do Mazar-i Szarif w Afganistanie. Oprócz zadań wojskowych, wśród których było zajmowanie się topografią badanych terenów oraz opracowywanie map i odkrywanie szlaków komunikacyjnych z pogranicza Chin i Afganistanu, dokonywał także odkryć archeologicznych w starożytnej Samarkandzie. Kronikarze przytaczają też istotne informacje o licznych innych badaniach i odkryciach Barszczewskiego: "Prowadził badania botaniczne, zoologiczne, geologiczne, glacjologiczne, a także archeologiczne. Odkrył liczne złoża kamieni szlachetnych, złota, srebra i węgla kamiennego oraz innych kopalin. Głęboko interesowały go życie codzienne, kultura, obrzędy, legendy i muzyka ludów Wschodu, co utrwalił na fascynujących, unikalnych fotografiach".

Wraz z tymi odkryciami zajmował się też etnografią odwiedzanych terenów. Wszystko dokumentował fotografiami i konkretnymi, dokładnymi relacjami. W swojej pracy fotografika dokumentalisty kierował się wpojoną mu zasadą, że "trzeba umieć patrzeć i odtwarzać tylko rzeczy istotnie piękne lub na utrwalenie zasługujące". Wśród zbiorów tych fotografii znajdujemy piękne krajobrazy, nieznaną wcześniej w Europie architekturę oraz sceny z życia codziennego tubylców. Ważnym elementem była też jego kultura osobista – uprzejma i szlachetna postawa wobec mieszkańców tamtej części świata. W kontaktach z nimi wyraziście pokazywał swój szacunek do ich kultury i zwyczajów, czym zdobywał ich uznanie, przyjaźń i zaufanie. Jak sam zauważał: "...dłuższe obcowanie z półdzikimi mieszkańcami nauczyło mnie wielu rzeczy. Jak fałszywie i źle sądzimy tych biedaków. Najczęściej sami jesteśmy przyczyną nieporozumień, jakie wynikają pomiędzy nami i nimi. Niejednokrotnie sam, zdawało się, byłem w położeniu bez wyjścia wśród tych półdzikich ludów, gdzie byle drobiazg mógł pociągnąć za sobą utratę życia. A przecież zawsze dawałem sobie radę, co zawdzięczam temu, że stosunek mój do mieszkańców był zawsze serdeczny, że starałem się wniknąć w ich życie, zwyczaje i obrzędy, wierzenia i przesądy. Zjednałem sobie wśród nich wielu prawdziwych przyjaciół. Dziewiętnaście lat obracałem się między nimi i nie mogę znaleźć ani jednego przykładu ich rzekomej zwierzęcości, o czym tak chętnie piszą rozmaici podróżnicy".

Równie ciekawie opisuje swojego pradziadka Igor Strojecki, pod którego redakcją ukazała się w 2017 roku książka "Utracony świat. Podróże Leona Barszczewskiego po XIX-wiecznej Azji Środkowej". W słowie wprowadzającym tak pięknie pisze o swoim przodku: "Czytelniku, trzymasz w rękach książkę o naprawdę nieprzeciętnym człowieku. Jej bohaterem jest zafascynowany Azją fotograf i podróżnik, który na szklanych płytach negatywów utrwalił niepowtarzalne widoki krajobrazów i miast Azji Środkowej, zwłaszcza Samarkandy. To dzięki niemu możemy spojrzeć na twarze rdzennych mieszkańców dalekich zakątków Azji sprzed ponad stu lat. Leon Barszczewski uchwycił w kadrze obiektywu chwile grozy podczas górskich wypraw, utrwalił piękno i majestat lodowców oraz potęgę gór. Jednak najważniejsi byli dla niego ludzie — z jego fotografii spoglądają na nas bekowie i wieśniacy, biedacy i bogacze, tancerze i obłąkani, a nawet muzułmańskie kobiety odsłaniające twarze. Dla wielu z nich Barszczewski był pierwszym spotkanym Europejczykiem. Te jedyne w swoim rodzaju obrazy przenoszą nas w świat zagubiony i nieznany, nieomal baśniowy…".

PP

Czytaj także

Tratwą z Ameryki do Polinezji. Co chciał osiągnąć Thor Heyerdahl?

Ostatnia aktualizacja: 07.08.2013 07:00
- Moja wyprawa na tratwie ”Kon-Tiki” udowodniła, wbrew opinii naukowców, którzy twierdzili, iż jest to teoria absurdalna, Indianie Południowej Ameryki mogli dotrzeć do Polinezji - mówił Thor Heyerdahl w wywiadzie dla Polskiego Radia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tony Halik – największą przygodą jest życie

Ostatnia aktualizacja: 23.05.2021 05:45
- Zawsze starałem się w życiu osiągnąć to, co niemożliwe. We wszystkich reportażach, we wszystkich przygodach starałem się dolecieć tam, gdzie nikt nie doleciał. Postawić nogę tam, gdzie nikt jej nie postawił. Zrobić to, czego nikt nie zrobił – mówił Tony Halik na antenie Polskiego Radia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Zagadkowa podróż przez Pustynię Gobi

Ostatnia aktualizacja: 08.03.2020 10:00
Jako pierwszy człowiek w historii przeszedł samotnie i bez wsparcia z zewnątrz mongolską część Pustyni Gobi.
rozwiń zwiń