Happy City Index 2026 to szósta edycja międzynarodowego zestawienia przygotowywanego przez Institute for Quality of Life i Happy City Hub. Tegoroczne wyniki ogłoszono w brytyjskim parlamencie w Londynie. Autorzy objęli badaniem 251 miast, a ocenę oparto na 64 wskaźnikach pogrupowanych w sześć obszarów: mieszkańcy, zarządzanie, środowisko, gospodarka, zdrowie i mobilność. Już sam ten układ pokazuje, że nie chodzi tu o prostą odpowiedź na pytanie, „gdzie żyje się najprzyjemniej”, ale o dużo szerszą próbę opisania miejskiego dobrostanu.
Na czele rankingu znalazły się Kopenhaga, Helsinki i Genewa. Dalej uplasowały się Uppsala, Tokio, Trondheim, Berno, Malmö, Monachium i Aarhus. W czołówce wyraźnie dominują miasta nordyckie, szwajcarskie i zachodnioeuropejskie, co dobrze pokazuje, że najwyżej oceniane są te ośrodki, które łączą stabilne instytucje publiczne, dobrą dostępność usług, wysoką jakość przestrzeni miejskiej i rozwinięty transport.
Polska wypadła w tegorocznej edycji całkiem mocno. Najwyżej uplasowała się Warszawa — na 32. miejscu — i to ona trafiła do grupy GOLD. Dalej znalazły się: Sopot (57.), Wrocław (59.), Kraków (82.), Gdańsk (83.), Gdynia (87.), Rzeszów (126.), Gliwice (130.), Poznań (139.), Białystok (154.), Częstochowa (156.), Łódź (162.) i Radom (200.). To pokazuje, że polskie miasta są w tym zestawieniu widoczne, choć poza Warszawą nie weszły do ścisłej światowej czołówki.
W rankingu Happy City Index 2026 tak zwana grupa Gold obejmuje 50 najwyżej sklasyfikowanych miast. Autorzy podkreślają, że nie jest to osobny indeks ani dodatkowa kategoria z własnym progiem punktowym, lecz wyróżnienie dla ośrodków, które utrzymują wysoki poziom wyników we wszystkich sześciu analizowanych obszarach: mieszkańcy, zarządzanie, środowisko, gospodarka, zdrowie i mobilność. W praktyce oznacza to, że miasto trafia do grupy Gold po prostu wtedy, gdy znajdzie się w pierwszej pięćdziesiątce zestawienia.
Najciekawsze w tym indeksie jest jednak to, co on właściwie mierzy. Z metodologii wynika, że część wskaźników dotyczy bezpośrednio samego miasta, ale część odnosi się do poziomu krajowego. Do rankingu wliczane są na przykład takie elementy jak koszt studiów wyższych w relacji do przeciętnego wynagrodzenia, długość płatnego urlopu rodzicielskiego, zakres ubezpieczenia zdrowotnego, średni tygodniowy czas pracy czy liczba dni płatnego urlopu. Obok tego są też wskaźniki tła krajowego, takie jak PKB per capita, tempo wzrostu gospodarczego czy liczba patentów. Autorzy ograniczają wpływ części z nich na końcowy wynik, ale nie zmienia to faktu, że ranking ocenia nie tylko politykę miejską, lecz także warunki systemowe, w których dane miasto funkcjonuje.
W praktyce oznacza to, że Happy City Index jest bardziej indeksem warunków życia i jakości zarządzania niż klasycznym rankingiem „szczęścia” rozumianego jako subiektywne zadowolenie mieszkańców. Nie opiera się na ankietach o samopoczuciu, lecz na twardych danych o edukacji, zdrowiu, mieszkalnictwie, bezpieczeństwie, środowisku czy transporcie. To jego siła, bo pozwala porównywać miasta w oparciu o konkretne wskaźniki. To jednocześnie jego ograniczenie, bo wysoka pozycja nie musi automatycznie oznaczać, że mieszkańcy rzeczywiście czują się tam szczęśliwsi niż gdzie indziej. Jest to raczej ranking miejskich warunków sprzyjających dobrostanowi.
Na plus trzeba zaliczyć skalę całego przedsięwzięcia. Autorzy podają, że do projektu zgłosiło się 1199 osób, 863 formalnie przystąpiły do współpracy, a 466 badaczy ukończyło wszystkie wymagane zadania. W metodologii opisano też proces selekcji: od wstępnego przeglądu 3417 miast, przez 924 miasta wybrane do pogłębionej analizy, po 457 miast, dla których zebrano dane i poddano je walidacji. Ostatecznie próg jakości przeszły 272 miasta, a w samym rankingu opublikowano pierwszych 250. To pokazuje, że twórcy próbowali zabezpieczyć się przed przypadkowością i słabą jakością danych.
W tegorocznej edycji znalazł się też element symboliczny. Choć formalny ranking obejmuje 250 sklasyfikowanych miast, 251. miejsce przypisano Kijowowi — bez punktacji i bez porównania z innymi — jako gest solidarności wobec władz ukraińskiej stolicy działających w warunkach wojny. To pokazuje, że Happy City Index chce być nie tylko narzędziem porównawczym, ale także platformą opowieści o odporności i jakości zarządzania w wyjątkowo trudnych okolicznościach.
Warto dodać, że twórcy rankingu zapowiedzieli również uruchomienie Healthy City Index, którego pierwsza edycja ma zostać opublikowana 7 kwietnia, w Światowy Dzień Zdrowia. Z zapowiedzi wynika, że będzie to nowe, bardziej skoncentrowane zestawienie pokazujące miasta przez pryzmat zdrowia, dobrostanu i jakości życia w przestrzeni miejskiej. Na razie na stronie dostępna jest jedynie krótka zapowiedź projektu, więc bezpiecznie jest pisać o nim jako o planowanym rozszerzeniu inicjatywy Happy City Index, a nie o pełnoprawnym, już opublikowanym rankingu.
Happy City Index, bs