Powieści na antenie

"Niech żyje śmierć!"

Ostatnia aktualizacja: 02.11.2021 12:00
W tygodniu (1-5.11) w cyklu "To się czyta" przedstawiliśmy fragmenty książki polskiego autora Huberta Klimki-Dobrzanieckiego. "Niech żyje śmierć" to zwierciadło, w którym śmiało możemy się przejrzeć. Czytał Łukasz Lewandowski.
Łukasz Lewandowski
Łukasz LewandowskiFoto: PR

W nowej książce Huberta Klimki-Dobrzanieckiego splatają się trzy historie, jedno miasto - Wiedeń - i jeden wspólny motyw - śmierć.

Jej tematem jest pokazanie w krzywym zwierciadle wiedeńskiego mieszczaństwa, które autor obserwuje codziennie już od blisko 15 lat. Obsesyjne tematy, żywioł rozmowy, czarny humor i absurd opowieści, to typowe elementy tego – znanego zresztą z literatury – – "austriackiego gadania"…

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc, a jej fragmenty na antenie radiowej Dwójki przeczytał Łukasz Lewandowski.  

shutterstock refleksja zaduma nadzieja 1200.jpg
"Podejście do śmierci wypływa z podejścia do życia"

Posłuchaj
09:52 2021_11_01 11_00_24_PR2_To_sie_czyta.mp3 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Niech żyje śmierć", czyta Łukasz Lewandowski - fragment 1. (To się czyta/Dwójka)

09:41 2021_11_02 11_02_04_PR2_To_sie_czyta.mp3 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Niech żyje śmierć", czyta Łukasz Lewandowski - fragment 2. (To się czyta/Dwójka)

09:47 To się czta Dwójka 3 listopad 2021 11_01_08.mp3 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Niech żyje śmierć", czyta Łukasz Lewandowski - fragment 3. (To się czyta/Dwójka)

09:47 Dwójka to się czyta 4.11.2021.mp3 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Niech żyje śmierć", czyta Łukasz Lewandowski - fragm. 4. (To się czyta/Dwójka)

09:00 2021_11_05 11_01_59_PR2_To_sie_czyta.mp3 Hubert Klimko-Dobrzaniecki, "Niech żyje śmierć", czyta Łukasz Lewandowski - fragment 5. (To się czyta/Dwójka)

 

***

Tytuł audycji: To się czyta

Data emisji: 1-5.11.2021

Godzina emisji: 11.00-11.10

Zobacz więcej na temat: literatura Dwójka
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Ludwik Jerzy Kern: podglądam wady Polaków

29.10.2021 05:40
– Ludzie lubią, jak się ich demaskuje. Oczywiście jeśli się ich demaskuje jako zbiorowość, a nie wskaże palcem na kogoś i powie: to pan zrobił! – mówił Ludwik Jerzy Kern w Polskim Radiu w 1992 roku.
Ludwik Jerzy Kern na Targach Książki w Krakowie w 2007 roku
Ludwik Jerzy Kern na Targach Książki w Krakowie w 2007 rokuFoto: MAREK LASYK/REPORTER/East News

11 lat temu w Krakowie zmarł Ludwik Jerzy Kern, poeta i satyryk, gwiazda ostatniej strony krakowskiego "Przekroju", twórca tekstów piosenek, fraszek, bajek i książek dla dzieci, autor kultowego "Ferdynanda Wspaniałego" i "Proszę słonia".


Posłuchaj
23:28 ludwik jerzy kern Portret pisarza.mp3 "Podglądanie" Ludwika Jerzego Kerna w audycji "Portret pisarza" (PR, 29.03.1992)

 

54 lata w "Przekroju"

Urodził się 29 grudnia 1921 r. w Łodzi. Maturę zdał w Liceum Humanistycznym im. A. Zimowskiego w Łodzi. Jako poeta debiutował w 1938 r. w "Ilustrowanym Kurierze Codziennym", gdzie ukazał się jego wiersz "Szukanie chwili". II wojna światowa na kilka lat przerwała jego karierę literacką. Służył w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu i utrzymywał się z pracy fizycznej.

gałczyński pap 1200.jpg
Konstanty Ildefons Gałczyński. "Ja inaczej nie piszę, jeno jako żyję"

Już w 1945 roku rozpoczął życie satyryka, drukując wiersze w "Szpilkach". Jednocześnie rozwijał swoją pasję dziennikarską, współpracując z kilkoma czasopismami, a także postanowił być reżyserem – w tym celu rozpoczął studia na PWST w Łodzi, ale niebawem z nich zrezygnował. Przeniósł się do Krakowa, gdzie zatrudniono go w redakcji "Przekroju". W 1948 roku wprowadził go tam Konstanty Ildefons Gałczyński. "Przekrój" stał się jego pracą na całe życie. Był związany z tygodnikiem do 2002 roku.


Posłuchaj
03:09 ludwik jerzy kern Satyrycy przed mikrofonem.mp3 "Moje urodzenie satyryczne było, że tak powiem, podwójne". Ludwik Jerzy Kern w audycji "Satyrycy przed mikrofonem" (PR, 18.01.1956)

 

Gdy Gałczyński, zwany "królem poezji w »Przekroju«", opuścił redakcję, by przenieść się do Szczecina, Ludwik Jerzy Kern zaczął redagować słynną ostatnią stronę tygodnika. W krótkim czasie ją "zrewolucjonizował", zamieszczając na niej m.in. kolejne mini felietoniki  "O Wacusiu", w których znalazł wygodną formę subtelnej satyry na socjalistyczną rzeczywistość. Na ostatniej stronie "Przekroju" przez kilka następnych dekad pojawiały się także jego wiersze.

– We wszystkim, co pisał, starał się wyciągać wnioski z życia, które go otaczało. Podkreślał małe sprawy, w jego tekstach jest mnóstwo nazw własnych: tytułów, szyldów sklepowych i innych drobiazgów. Z tych tekstów dałoby się wypreparować cały obraz rzeczywistości i obyczajów, które wtedy panowały, w których przełamywało się przedwojenne z powojennym – mówił w Polskicm Radiu w 2011 krytyk literacki Tadeusz Nyczek.


Posłuchaj
24:02 Wspomnienia o Ludwiku Jerzym Kernie Tadeusz Nyczek wspomina pisarza w audycji "Pogaduszki o Ludwiku Jerzym Kernie" przygotowanej przez Iwonę Malinowską i Bogumiłę Prządkę (PR, 2.01.2011)

 

Dla dorosłych i dla dzieci

Kern był mistrzem krótkich form literackich, autorem mnóstwa wierszy, fraszek, skeczy, anegdot, powiedzonek, tekstów kabaretowych, tekstów piosenek, wśród których znajdziemy takie szlagiery jak "W kalendarzu jest taki dzień", "Nie bądź taki szybki Bill", "Cicha woda", "Lato, lato". Był także tłumaczem - przekładał m.in. Isaaca Bashevisa Singera.

Jest wreszcie autorem kilkudziesięciu książek dla dzieci, z tych zaś najsławniejszą (i wielokrotnie tłumaczoną poza granicami Polski) jest "Ferdynand Wspaniały", opowieść o psie, któremu śni się, że jest człowiekiem. Innym głośnym dziełem Kerna z tego nurtu jest książka "Proszę słonia". Jako pisarz dziecięcy debiutował w 1953 r. tomem "Tu są bajki".

"To zresztą ciekawe, a chyba mało kto zwrócił na to uwagę, że wtedy właśnie w latach pięćdziesiątych bardzo wielu satyryków pisało bajki - wspominał Kern w jednym z wywiadów dla magazynu "Nowych Książek". - W ten sposób, dzięki posługiwaniu się konwencją bajki, unikali kłopotów z cenzurą. A jeśli bajka była nieco ostrzejsza, posługiwali się fortelem i dopisywali pod tytułem: »według Sołowiejki« czy kogoś innego, o brzmiącym z rosyjska nazwisku. Oczywiście taki bajkopisarz nie istniał, ale cenzor zwykle obawiał się odrzucić tekst".

Kern współpracował także z Polskim Radiem. Często wygłaszał swoje nowe wiersze w audycjach "Parnasik" i "Podwieczorek przy mikrofonie".


Posłuchaj
30:13 przekrój przez przekrój na wiosnę.mp3 Wizyta w krakowskim domu Jerzego Ludwika Kerna i jego żony Marty Stebnickiej. Reportaż Wojciecha Markiewicza złożony z nagrań z 2001 roku (PR, 29.04.2012)

 

Otrzymał wiele nagród i wyróżnień m.in. Order Uśmiechu, Złoty Krzyż Zasługi, Nagrodę Literacką miasta Krakowa, Nagrodę Prezesa Rady Ministrów za twórczość dla dzieci, Medal Instytutu Wydawniczego "Nasza Księgarnia" za twórczość dla dzieci, Nagrodę im. Andrzeja Waligórskiego, Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. W 2007 r. otrzymał Medal Polskiej Sekcji IBBY za całokształt twórczości, a rok później nagrodę ministra kultury i dziedzictwa narodowego w dziedzinie literatury.

Zmarł 29 października 2010 roku w krakowskim szpitalu po długiej i ciężkiej chorobie.

IAR/PAP/mc

Czytaj także

Podręczniki dobrego umierania. "Chwila śmierci decyduje o wszystkim"

01.11.2021 06:00
W późnym średniowieczu pojawiły się utwory, które miały przygotować chrześcijanina na najważniejszy – według ówczesnych wierzeń – moment życia: na śmierć. Głównym celem tych dzieł było dostarczenie odbiorcy jak największej liczby praktycznych porad. Stawka bowiem była ogromna.
Fragment drzeworytu ze średniowiecznego Ars moriendi, ok. 14901491 r.
Fragment drzeworytu ze średniowiecznego "Ars moriendi", ok. 1490–1491 r. Foto: Polona/domena publiczna

Posłuchaj
59:18 Kryzys wieku średniegoooooooo.mp3 Wokół średniowiecznych traktatów o umieraniu. Audycja Łukasza Kozaka i Łukasza Modelskiego z cyklu "Kryzys wieku średniego" (PR, 2016)

 

Utwory te - "ars bene moriendi", czyli "sztuka dobrego umierania" - opierały się na fundamentalnym i nie tak oczywistym założeniu: śmierć jest centralnym wydarzeniem ludzkiej egzystencji, decyduje o ostatecznym przeznaczeniu człowieka, przesądza o wieczności.

Całe życie ważne było o tyle, o ile przygotowywało właśnie na ten moment. "Umierający może w jednej chwili wszystko zyskać albo wszystko stracić", jak pisał w kontekście tych dzieł francuski historyk Philippe Ariès. Dlatego tak często w ikonografii towarzyszącej "ars bene moriendi" pojawiała się postać nawróconej Marii Magdaleny czy ewangelicznego dobrego łotra. Ten ostatni całe życie błądził, został ukarany ukrzyżowaniem, ale dostąpił zbawienia ("Dziś ze mną będziesz w raju", powiedział do niego Chrystus na Golgocie) dzięki swojemu zachowaniu w chwili śmierci.

Memento mori

"Traktaty dobrego umierania" są dziećmi swojego czasu: późnego średniowiecza, w którym temat wszechobecnej śmierci zagościł z całą mocą. Myślenie o sprawach ostatecznych było typowe dla całej tej - przesiąkniętej chrześcijańską antropologią - epoki, ale przybrało ono na sile w ostatnich wiekach średniowiecza. Wśród przyczyn takiego stanu badacze wymieniali zarówno wysoką śmiertelność (związaną choćby z epidemią dżumy czy falami głodu), jak i działalność kaznodziejską Kościoła, zwłaszcza zakonów żebraczych.

Nie dziwi więc, że epoka, której patronowały takie hasła jak "contemptus mundi" ("pogarda dla świata") czy "memento mori" ("pamiętaj, że umrzesz"), wydała "traktaty dobrego umierania". Istotne jest jednak dookreślenie, o czym mówił w audycji Polskiego Radia Łukasz Kozak, że w traktatach tych nie tyle chodziło o teoretyzowanie na temat marności życia, ile o sprawy jak najbardziej praktyczne.

Łóżko i walka o duszę

- Ważne jest tu przekonanie, by ludzi napominać, by trzymali się myślenia realistycznego i nie łudzili się, że nie umrą - mówił Łukasz Kozak o pragmatyce "traktatów dobrego umierania". - Nie ma tu makabry czy przerażenia. Jest za to dokładne wskazanie, co należy robić, co mówić, jak postępować. Jest też ukazanie tego, jak podstępny potrafi być szatan - opowiadał współautor audycji "Kryzys wieku średniego".

Wspomnienie o szatanie nie jest przypadkowe: "traktaty dobrego umierania" dotyczyły sytuacji, w której umierający leżał już "na łożu śmierci", obok niego zaś pojawiali się przedstawiciele dwóch ostatecznych rzeczywistości - demony i aniołowie. Między piekłem a niebem następowała walka o duszę ("psychomachia"), a jej wynik zależał od tego, jak zachowa się umierający. Dlatego tak ważne było, by poznać podstępne techniki demonów. I rady, których udzielają anielscy wysłannicy.

***

Czytaj także:

***

"Nie myśl o najbliższych!"

"Ars bene moriendi" zdobione były najczęściej bogatymi ilustracjami - drzeworytami, które unaoczniały ową walkę o duszę człowieka (a przy okazji poszerzały krąg odbiorców o osoby niepiśmienne). Walka ta zaś przebiegała w kilku etapach.

Najpierw diabeł starał się wywołać zwątpienie u umierającego (anioł w kontrze utwierdzał konającego w wierze) i przypominał wszystkie popełnione za życia grzechy (anioł spieszył z przypomnieniem o potędze żalu za występki i o boskim miłosierdziu).

Kolejną sztuczką sił ciemności była próba wzniecenia u umierającego buntu tak przeciwko cierpieniu, jak i bliskim, którzy ponoć tylko czekali na spadek (anioł zachęcał do cierpliwości). Diabeł wzbudzał również u konającego poczucie samouwielbienia i próżności, nawet tej wynikającej z przekonania o cnotach i dobrym życiu (anioł przypominał o pokorze i skromności). W następnym etapie demon kierował myśli umierającego ku pozostawianym dobrom doczesnym, a także ku najbliższym, których trzeba zostawić czy osierocić. Skąd ta ostatnia "pokusa"? Paradoksalnie żal za opuszczaną rodziną nie był w sytuacji zgonu pożądany, gdyż wiązał człowieka z tym, co ziemskie. Dlatego anioł pouczał o obowiązku pozbycia się i tych więzów.

W chwili śmierci bowiem należało się wyrzec miłości do życia.

Fragment drzeworytu ze średniowiecznego "Ars moriendi", ok. 1490–1491 r.
Jeden z drzeworytów ze średniowiecznego "Ars moriendi", ok. 1490-1491 r. Fot. Polona/domena publiczna. Scena, w której aniołowie napominają umierającego przeciwko chciwości i przywiązaniu do spraw doczesnych. Anioł przy łożu mówi "Non sis avarus" ("Nie bądź chciwy"), wskazując na ukrzyżowanego Chrystusa, wzór ubóstwa i ogołocenia. Anioł w prawym dolnym rogu zasłania płótnem dwoje ludzi (rodziców umierającego?) i głosi: "Ne intendas amicis" ("Nie troszcz się o przyjaciół"). W lewym dolnym rogu widać diabła (co charakterystyczne dla tych przedstawień: o zwierzęcym wyglądzie), który przyznaje się do przegranej tego pojedynku o duszę i krzyczy "Quid faciam" ("Cóż będę czynił"). 

Bestsellery dwóch epok

Poznanie przedśmiertelnych pokus i uświadomienie sobie tego, jak je zwalczać, było głównym celem "traktatów dobrego umierania". W przygotowaniu się do opuszczenia świata ważne były oczywiście również chrześcijańskie rytuały, takie jak spowiedź i wiatyk, czyli komunia udzielana umierającemu.

"Ars bene moriendi" cieszyła się największą popularnością na przełomie XV i XVI wieku. Wśród najważniejszych przykładów tego dydaktycznego gatunku można wymienić traktat autorstwa kanclerza uniwersytetu paryskiego Jana Gersona ("Opusculum tripartitum de praeceptis decalogi, de confessione et dearte moriendi", ok. 1408) oraz "Ars moriendi ex variis scripturarumsententiis collecta" przypisywany Mateuszowi z Krakowa (1345-1410), scholastykowi i wychowawcy pierwszych profesorów Akademii Krakowskiej.

Powstałe na ich podstawie (jako trzecie źródło można jeszcze przywołać anonimowe "Speculum artis bene moriendi") swoiste podręczniki stały się bestsellerami epoki. Co istotne, gatunek ten odżył ze zdwojoną siłą w okresie baroku, m.in. za sprawą dzieła kardynała Roberta Bellarmina "De arte bene moriendi" z 1620 roku.

***

Dziś, mimo że współczesność w jakiejś mierze wyparła śmierć z powszechnej świadomości, banalizując ją albo kryjąc za szpitalnym parawanem, również powstają książki nawiązujące ideą do dawnej "ars bene moriendi" (np. Andrzeja Zwolińskiego "Ars moriendi. Sztuka towarzyszenia umierającym", Beaty Pieńkowskiej-Wyżyńskiej "Sztuka dobrego umierania"). Wyzwania, jakie stawia przed człowiekiem egzystencja, nie zmieniły się bowiem, mimo kulturowych i cywilizacyjnych przeobrażeń. 

jp

Źródła:
T. Michałowska, "Średniowiecze", Warszawa 2002; M. Włodarski, "Trzy traktaty o sztuce umierania”, Kraków 2015, P. Ariès, "Człowiek i śmierć", Warszawa 2011.