Historia

"Figurant" Roberta Glińskiego w kinach. Jak SB inwigilowała Karola Wojtyłę?

Ostatnia aktualizacja: 20.10.2023 06:33
20 października na ekranach kin zagościł film "Figurant" Roberta Glińskiego. Fikcyjna historia esbeka Bronka Budnego oparta jest na prawdziwym procederze osaczania Karola Wojtyły przez komunistyczną Służbę Bezpieczeństwa. Od podsłuchów i pozyskiwania księży-informatorów, po próbę wplątania w sfabrykowany skandal obyczajowy - wobec przyszłego papieża Jana Pawła II stosowano cały wachlarz działań. 
Figurant to utrzymana w poetyce kina moralnego niepokoju historia esbeka Bronka Budnego, który otrzymuje zadanie inwigilacji biskupa Karola Wojtyły
"Figurant" to utrzymana w poetyce kina moralnego niepokoju historia esbeka Bronka Budnego, który otrzymuje zadanie inwigilacji biskupa Karola WojtyłyFoto: mat. prasowe

Ile prawdy jest w filmie "Figurant" Roberta Glińskiego? O inwigilacji biskupa Karola Wojtyły rozmawiamy z doktorem Markiem Lasotą, historykiem, autorem książek "Donos na Karola Wojtyłę" i "Wojtyła na podsłuchu". 

Bronek Budny, główny bohater filmu "Figurant", zaczyna inwigilować Wojtyłę, gdy ten zostaje sufraganem krakowskim. Czy to wówczas Wojtyła zainteresował bezpiekę?

To jest moment, w którym bezpieka zaczęła się Wojtyłą interesować bardzo intensywnie. Natomiast wcześniejsze ślady zainteresowania sięgają roku 1946. To wówczas nazwisko Karola Wojtyły, wówczas jeszcze studenta Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, pojawia się po raz pierwszy w zachowanych materiałach. Występuje jako jeden z wymienionych na kilkudziesięcioosobowej liście osób przeznaczonych do opracowania. Była to lista studentów krakowskich uczelni sporządzona prawdopodobnie po rozruchach, do których doszło 3 maja 1946 roku.

Nazwisko Wojtyły pojawia się później w donosach informatorów bezpieki w związku z jego pracą jako wikariusza w parafii św. Floriana w Krakowie oraz wykładowcy w krakowskim seminarium i na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Ale rzeczywiście, od 1958 roku, a więc od chwili, kiedy Wojtyła zostaje biskupem pomocniczym, zainteresowanie nim staje się bardziej intensywne i przyjmuje charakter systemowy.

Jak pokaźny materiał z inwigilacji "Pedagoga" (taki był kryptonim Wojtyły w aktach bezpieki) przygotowano?

Jest to rzeczywiście zasób spory, ale niejednorodny. Warto tutaj sięgnąć do dokumentu z 1978 roku, bo jest on – jeśli chodzi o wyobrażenie skali archiwaliów – dość istotny. Jest to protokół sporządzony 17 października tego roku, czyli dzień po wyborze Karola Wojtyły na papieża, z którego wynika, że do centrali, czyli do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przekazano 18 pudeł materiałów związanych z "Pedagogiem". Daje to pewne wyobrażenie na temat tego, jak obszerny był to zbiór. Ten materiał, do którego ja się odwołuję, jest również bardzo obszerny, ale mocno rozporoszony w teczkach rozmaitych spraw operacyjnych i osób. Mówię oczywiście o archiwaliach, które znajdują się w Instytucje Pamięci Narodowej.

Sądzę, że odpowiada on zawartości owych 18 pudeł (których los nie jest znany). Ale archiwa IPN nie są jedynym zasobem, w którym znajdziemy dokumenty związane z Karolem Wojtyłą. Pomijając archiwa kościelne, bardzo obszerny zbiór przechowywany jest w Archiwach Państwowych. Są to materiały dawnego Urzędu do Spraw Wyznań. Znajdują się tam liczne materiały dotyczące okresu biskupstwa Wojtyły.

W filmie pojawia się aż dwóch księży donoszących na Wojtyłę, trzeci – ksiądz Michał – jest do tego skłaniany. Czy faktycznie krakowska kuria była aż tak przesiąknięta tajnymi współpracownikami? Jak gęsta była sieć oplatająca Wojtyłę?

Jak sam Pan zauważył, film pokazuje dwóch księży-informatorów bezpieki. Myślę, że to w pewnym sensie oddaje proporcje. Wbrew wysiłkom bezpieki, ta sieć wcale nie była gęsta. Wśród duchownych tamtego okresu bywali stali i okazjonalni informatorzy bezpieki.

W przypadku informatorów okazjonalnych mam tu na myśli takie sytuacje, w których np. księdza wzywano w jakichś sprawach administracyjnych, a przy okazji wypytywano o biskupa Wojtyłę, a ów ksiądz jakiejś informacji udzielił. Jeśli sprawiał wrażenie osoby otwartej, to rzecz jasna bezpieka próbowała go opracować – jak mówiło się w tym żargonie – jako kandydata na tajnego współpracownika. Stali informatorzy byli uwikłani we współpracę przez wiele, często kilkadziesiąt, lat. Były to jednak jednostkowe przypadki i okoliczności takiej współpracy były bardzo różne. Jeden z ważnych kurialistów był we współpracę uwikłany dlatego, że ciężko chorował i oficer prowadzący załatwiał mu leki, które wówczas były w Polsce prawie niedostępne. W ciągu lat związały go z funkcjonariuszem bezpieki więzi towarzyskie.

Ważnym wątkiem filmu "Figurant" jest relacja esbeka Bronka Budnego z księdzem Michałem. Budny stara się wmanipulować duchownego we współpracę, jednocześnie mężczyzn zaczyna łączyć przyjaźń. Fot.: materiały prasowe Ważnym wątkiem filmu "Figurant" jest relacja esbeka Bronka Budnego (Mateusz Więcek) z księdzem Michałem (Adrian Brząkała). Budny stara się wmanipulować duchownego we współpracę, jednocześnie mężczyzn zaczyna łączyć przyjaźń. Fot.: materiały prasowe

Postać ta musiała być chyba inspiracją dla filmowego księdza Michała, który w ręce bezpieki trafia, próbując kupić za dolary leki dla chorej siostry.

Na drugim biegunie można postawić przypadek pewnego benedyktyna, który współpracował z bezpieką przez całe swoje zakonne życie. Robił to dlatego, że chciał, można powiedzieć, że znalazł drugie powołanie. Jego działalność była bardzo szkodliwa.

Podsumowując: wokół Wojtyły nie zbudowano nadzwyczajnie gęstej osaczającej go sieci. Prawdą jest, że wśród jego współpracowników w krakowskiej kurii były jednostkowe przypadki tych, którzy świadomie przekazywali funkcjonariuszom bezpieki informacje.

Zobacz serwis poświęcony 40. rocznicy wyboru Karola Wojtyły na papieża:

src="https:\/\/static.prsa.pl/b6ddb546-4b99-4821-a5b8-58b852e8eee3.file"

Spójrzmy na drugą stronę medalu: agentów bezpieki. W "Figurancie" przełożony Bronka mówi mu w pewnym momencie, że ten nie potrafi nawet ukryć fascynacji Wojtyłą. A sam Bronek określa biskupa jako "rzadkie połączenie intelektualisty i człowieka czynu". Czy z akt bezpieki można wyczytać stosunek agentów do krakowskiego biskupa?

Zanim rozpoczęto zdjęcia do tego filmu, miałem przyjemność zapoznać się z jego scenariuszem. Rozmawiałem na jego temat z Robertem Glińskim i dzieliłem się wiedzą i uwagami dotyczącymi funkcjonariuszy bezpieki.

Słowa głównego bohatera filmu "Figurant", które pan przytoczył, są dosłownym cytatem zaczerpniętym z jednego z dokumentów. Przy czym, o ile pamiętam, to był materiał wytworzony już w latach 70., a akcja filmu dzieje się na tle końcówki lat 50. i dekady lat 60.

Rzeczywiście, krakowska bezpieka miała z Wojtyłą kłopot. Oczywiście postrzegano go jako wroga, którego należało zwalczać. Jednocześnie funkcjonariusze byli świadomi, że mają do czynienia z postacią, która wymyka się ich umiejętnościom i kompetencjom. Słowa, które pan przytoczył świadczą, że Wojtyła był darzony pewnym respektem. O ile prymasa Stefana Wyszyńskiego otwarcie nienawidzili, to Wojtyła budził niepokój i właśnie respekt. Przeciwstawiano ich sobie, rzecz jasna, by wprowadzać rozłamy w Kościele (co zresztą jest też pokazane w filmie). Niemniej komuniści autentycznie bali się, że Wojtyła zastąpi Wyszyńskiego w roli prymasa. Spodziewano się, że będzie on wielkim problemem dla bezpieki i całego aparatu komunistycznego państwa.

Karol Wojtyła (Maciej Mikołajczyk) pojawia się w filmie "Figurant" epizodycznie. Fot.: mat. prasowe Karol Wojtyła (Maciej Mikołajczyk) pojawia się w filmie "Figurant" epizodycznie. Fot.: mat. prasowe
PRYMAS STEFAN WYSZYŃSKI - ZOBACZ SERWIS SPECJALNY
Projekt Wyszyński 1200x660@2_C2@2x.png

To co Pan mówi, przypomniało mi pierwsze strony pańskiej książki "Donos na Wojtyłę". Pokazuje Pan tam, jaką ewolucję przeszła bezpieka na prowincji od Urzędu Bezpieczeństwa do późniejszego aparatu Służby Bezpieczeństwa.

To prawda. Kim byli – nie mówię tu oczywiście o kierownictwie – funkcjonariusze UB zaraz po wojnie? To byli prości ludzie, którzy niejednokrotnie mieli problem ze sformułowaniem zdania w języku polskim. Materiały wytworzone w latach 40. porażają swoistą nieporadnością, schematycznością, używaniem wyuczonych sformułowań. Z czasem, zwłaszcza od lat 60., rzeczywiście kadry bezpieki są znacznie lepiej wykwalifikowane. Są to ludzie, którzy nie tylko wykonują proste polecenia i ograniczają się do znanych procedur.

Funkcjonariusze, którzy zajmowali się Kościołem, naprawdę dużo wiedzieli o tej instytucji. Praca operacyjna zaczyna np. polegać na sianiu fermentu i pozyskiwaniu środowiska teologicznego. Do tego potrzebna jest już duża wiedza i wykwalifikowana kadra. Z czasem pojawiają się metody coraz bardziej wyrafinowane i subtelne. Można tu przytoczyć przykład bp. Czesława Kaczmarka, którego losy w okresie stalinizmu są szczególnie tragiczne (proces pokazowy, więzienie, tortury w czasie śledztwa). Kiedy po przewrocie w październiku 1956 roku Czesław Kaczmarek odzyskał wolność, nadal go bezwzględnie nękano. Bezpieka kolportowała wśród duchowieństwa w całej Polsce tzw. "Zielony Zeszyt", będący rzekomym opisem życia intymnego biskupa. Paszkwil napisał bliski współpracownik Kaczmarka, a przy tym działacz ruchu tzw. księży patriotów ks. Leonard Świderski.

Już kilka lat później, w czasie trwania Soboru Watykańskiego II bezpieka przygotowała solidny pod względem teologicznym materiał kolportowany wśród ojców soborowych. Jego celem było osłabienie polskiej delegacji, a przede wszystkim Wyszyńskiego. Był to skrupulatnie przygotowany pod względem metodologicznym materiał, który – w uproszczeniu - krytykował i podważał kult maryjny tak bliski Prymasowi. Wytworzenie, przy udziale teologów, takiego antymaryjnego memoriału pokazuje całkowicie inną skalę umiejętności, ambicji i kreatywności dojrzałego aparatu bezpieczeństwa.

To chyba też jest sygnalizowane w filmie "Figurant" w scenach subtelnych, dotykających kwestii wiary, rozmów esbeka Bronka i księdza Michała. Skoro już mówimy o kwestiach intymnych, to filmie "Figurant" nie ma wątku pedofilii wśród księży w czasie, gdy Karol Wojtyła był biskupem, tak głośnego niedawno za sprawą książki Ekke Overbeeka "Maxima Culpa". Czy pedofilia wśród księży również była wykorzystywana do tego, by dotrzeć do Karola Wojtyły?  

Problem pedofilii w latach 60., w których rozgrywa się akcja filmu, właściwie nie istniał. Oczywiście dochodziło do aktów pedofilskich wśród księży, co zresztą jest opisane przez Overbeeka na podstawie dokumentów, do których dotarł. Jednak w tamtym czasie tego problemu nie rozumiano i nie traktowano jako coś, co jest podłością podlegającą publicznemu napiętnowaniu. Bezpieka w ten sposób tego nie odnotowywała.

Natomiast w materiałach, które ja przebadałem, wątki obyczajowe są jednymi z najistotniejszych dla bezpieki. Nieprzypadkowo drogę dotarcia do duchownego i osaczenia go lapidarnie nazywano "korek, worek i rozporek". Bezpiekę interesowały przede wszystkim związki duchownych z kobietami albo relacje homoseksualne.  

Skandalem obyczajowym próbowano też skompromitować samego Wojtyłę, na co zwrócić uwagę stara się Robert Gliński. Nieprzypadkowo przecież jedyną postacią historyczną – poza późniejszym Janem Pawłem II – która pojawia się na ekranie i jest wymieniona z imienia i nazwiska jest Irena Kinaszewska.

Historia Kinaszewskiej zaczyna się na początku lat 60. Jeden z ówczesnych współpracowników "Tygodnika Powszechnego" (nie był stałym członkiem redakcji, ale bywał w niej) był informatorem bezpieki i przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu plotkę, jakoby biskupa Wojtyłę miały łączyć z Kinaszewską szczególne więzi. Bezpieka podjęła ten trop. Przez całe lata 60. próbowano, wykorzystując także innych tajnych współpracowników, w tym jedną z pracownic redakcji "Tygodnika Powszechnego", uwiedzioną przez Józefa Schillera, oficera krakowskiej bezpieki, który zajmował się rozpracowywaniem biskupa, znaleźć przekonujące dowody, że Wojtyłę z Kinaszewską łączy coś więcej. Należy wspomnieć, że Kinaszewska była matką samotnie wychowującą syna. Przyszły Jan Paweł II starał się pomóc jej w ciężkiej sytuacji materialnej. Zatrudnił ją więc do nagrywania i spisywania swoich kazań. Co więcej, prosił o wsparcie jej pracy w "Tygodniku Powszechnym" ks. Andrzeja Bardeckiego, wieloletniego opiekuna kościelnego czasopisma.

Bezpieka była na tyle zainteresowana tą sytuacją, że w mieszkaniu Kinaszewskiej zainstalowano podsłuch. Pod koniec lat 60. sprawę jednak zakończono konstatacją, że niczego wartościowego operacyjnie z tej akcji nie wynikło, czyli uznano bezpodstawność wspomnianych plotek.

Nie powstrzymało to Służby Bezpieczeństwa, żeby wrócić do tego wątku już w latach 80.

Historię Kinaszewskiej wykorzystano do sfabrykowania materiałów, które miały ujrzeć światło dzienne przed drugą papieską pielgrzymką do Polski w 1983 roku. Bardeckiemu podrzucono pod jego nieobecność sfabrykowane listy i pamiętniki Kinaszewskiej, które później "zostałyby znalezione" podczas rewizji. Miały posłużyć do jakiejś formy szantażu wobec Jana Pawła II. Papież przyjeżdżał do kraju w okresie stanu wojennego. Obawiano się, że powie coś, co doprowadzi do zrywu społecznego. Akcję prowadził Grzegorz Piotrowski, późniejszy morderca ks. Jerzego Popiełuszki. Z prowokacji nic nie wyszło, bo organizatorzy po akcji urządzili sobie popijawę, by uczcić sukces podrzucenia materiałów Bardeckiemu, a następnie rozbili się autem w pobliżu jednego z krakowskich hoteli. Sprawa stała się głośna, co groziło dekonspiracją esbeków. Bardecki, kiedy dowiedział się, że jakaś komisja przyszła przejrzeć jego mieszkanie (taka była przykrywka ekipy SB), sam szybko przeszukał mieszkanie i najprawdopodobniej spalił podrzucone dokumenty.

JERZY POPIEŁUSZKO - ZOBACZ SERWIS SPECJANY
Popiełuszko_1200x660_2.jpg

Rozmawiamy w rocznicę śmierci ks. Popiełuszki. Zastanawiam się, na ile koncertowe skrewienie tak ważnej akcji, jak kompromitacja Jana Pawła II, wpłynęło na późniejszego mordercę Popiełuszki. Rok po spektakularnej fuszerce miał w końcu okazję się wykazać.

To ciekawa hipoteza, można sobie wyobrazić frustrację narastającą po takiej porażce, ale nie ma na nią dowodów. Niemniej jest to z kilku powodów interesująca postać. Przeglądając jego teczkę, która w całości zachowała się w IPN, można wyciągnąć wiele ciekawych wniosków. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że filmowy Budny w jakiejś mierze przypomina Piotrowskiego. W filmie poznajemy trochę zagubionego chłopaka, którego los w dzieciństwie nie rozpieszczał. Jak sam mówi: wychował się w bidulu u sióstr zakonnych, które skutecznie wybiły mu z głowy wiarę w Boga. Później próbuje znaleźć drogę awansu społecznego i postanawia wstąpić w szeregi Milicji Obywatelskiej.

Z Piotrowskim było trochę podobnie. Wychował się bez ojca i nigdy o nim nie wspominał. Funkcjonariusze bezpieki mieli obowiązek co jakiś czas pisać swój życiorys. Piotrowski zawsze pisze w nim "Matka" przez wielkie "M", a sprawę ojca kwituje tym, że porzucił rodzinę, kiedy Grzegorz się urodził i nie miał z nim żadnego kontaktu. Piotrowski kończy studia, jest żonaty. Z pensji nauczyciela trudno utrzymać rodzinę, więc – podobnie jak filmowy Budny – próbuje szczęścia w milicji i przez przypadek trafia do Departamentu IV. 

Inwigilacja Wojtyły staje się dla Bronka obsesją. Mężczyzna początkowo nie dostrzega, jak wpływa to na jego małżeństwo z Martą (Marianna Zydek). Fot.: mat. prasowe Inwigilacja Wojtyły staje się dla Bronka obsesją. Mężczyzna początkowo nie dostrzega, jak wpływa to na jego małżeństwo z Martą (Marianna Zydek). Fot.: mat. prasowe

Robert Gliński w "Figurancie" stara się wskrzesić po 40 latach kino moralnego niepokoju. Schemat fabularny i poetyka filmu odwołuje się do klasyków tego gatunku. Udało mu się? Czy jest to, Pańskim zdaniem, dobry film?

Ten film przykuwa uwagę, widownia w czasie seansu była bardzo skupiona i po zakończeniu opuszczała salę kinową w ciszy. Więc, jeśli film miał poruszyć widza, wzbudzić emocje, to chyba się to reżyserowi udało.  Podobało mi się, że film jest utrzymany w tonacji czarno-białej, a w narrację wplecione są fragmenty kronik filmowych z tamtego czasu. To dobrze oddaje atmosferę Krakowa lat 60. i zbliża film do konwencji paradokumentu.

Ale najlepszym zabiegiem było moim zdaniem skupienie się na postaci Budnego. To on jest bohaterem tego filmu, Wojtyła pojawia się epizodycznie, w tle. Widzimy uzdolnionego fotografika (skojarzenie z "Amatorem" Kieślowskiego jest oczywiste), który mógłby uzyskać, dzięki swoim umiejętnościom, jakiś społeczny status, mieć artystyczne osiągnięcia, ale decyduje się na pracę w bezpiece. Przy tym – co jest moim zdaniem największym atutem filmu – Bronek Budny nie budzi odrazy, lecz "litość i trwogę", jak w antycznej tragedii. Można było zrobić ten film na zasadzie podziału na czerń i biel: zły Budny i dobry Wojtyła. Tymczasem w moim przekonaniu Gliński pokazał, że służba złu, zamotanie w nieludzki system niszczy moralnie, rujnuje życie i nieuchronnie prowadzi do katastrofy samych uwikłanych oraz ich bliskich i wszystkich, którzy im zaufali.

Rozmawiał Bartłomiej Makowski 

Czytaj także

"Wzbudzał respekt i podziw, był zagrożeniem dla komunistów". Dr Rafał Łatka o Karolu Wojtyle

Ostatnia aktualizacja: 16.05.2020 13:45
- Młody Karol Wojtyła jako naukowiec był zagrożeniem dla komunistów, bo wzbudzał respekt i podziw wśród studentów i inteligencji - mówił w Polskim Radiu 24 dr Rafał Łatka z IPN. 
rozwiń zwiń
Czytaj także

Kard. Wyszyński i Jan Paweł II. Dmitrowicz: od początku kapłaństwa byli inwigilowani

Ostatnia aktualizacja: 14.02.2021 12:00
- Te obie postacie były od początku swojego kapłaństwa inwigilowane. Pierwszy raport złożony wobec Stefana Wyszyńskiego to 1946 rok, a ostatni raport SB jest z pogrzebu Prymasa. Była prowadzona także gra, w której UB chcieli skłócić i przeciwstawić sobie obu hierarchów - powiedział o działaniu komunistów wobec Karola Wojtyły i Stefana Wyszyńskiego historyk, Piotr Dmitrowicz.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Inwigilacje, prowokacje, kłamstwa, morderstwa. Jak komuniści próbowali zniszczyć Kościół w Polsce

Ostatnia aktualizacja: 10.03.2023 05:45
- Walka z Kościołem wynikała z jego siły. Generował on postawy niezależne, w jego murach wytwarzały się niezależne wobec władz myśli - ocenił w Polskim Radiu 24 dr hab. Rafał Łatka z Instytutu Pamięci Narodowej. 
rozwiń zwiń
Czytaj także

"Figurant" wchodzi do kin. Esbek przez 20 lat inwigilował Karola Wojtyłę

Ostatnia aktualizacja: 14.10.2023 15:50
"Figurant" to opowieść o agencie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, który przez 20 lat inwigilował Karola Wojtyłę. - W języku potocznym figurant to osoba, która ma jakieś stanowisko i wydaje się jej, że jest kimś, a tak naprawdę jest nikim. To pewnego rodzaju marionetka i kukła. Coś takiego jest w bohaterze tego filmu. Natomiast w słownictwie esbeckim figurant to osoba inwigilowana - mówi w Programie 1 Polskiego Radia Robert Gliński, reżyser filmu.
rozwiń zwiń