Historia

Port w Gdyni – chluba II Rzeczpospolitej

Ostatnia aktualizacja: 24.09.2020 05:45
Budowano ją z rozmachem, w nowoczesnym jak na ówczesne czasy stylu. Gdynia uchodziła przed wojną za polskie eldorado.
Widok z Kamiennej Góry na tereny, na których zbudowano gdyński port, w głębi Oksywie, 1913 rok.
Widok z Kamiennej Góry na tereny, na których zbudowano gdyński port, w głębi Oksywie, 1913 rok. Foto: źr. gdynia.pl/Jerzy Engler

98 lat temu, 24 września 1922 roku Sejm Ustawodawczy przyjął ustawę o budowie portu w Gdyni.

Trudno w XX-wiecznej historii Polski o przykład na podobnie niewiarygodny rozwój: z małej wioski (w 1921 roku – 1300 mieszkańców) w miasto, w którym dwadzieścia lat po powstaniu mieszkało prawie 130 tysięcy ludzi. Z miejsca, które miało, owszem, kąpielisko, ale poza tym sąsiadowało z mokradłami – w nowoczesne miasto portowe, przyjmujące do dwudziestu (!) statków dziennie. Planujący wyjechać do Ameryki zostawali tu, gdyż tu znajdywali swoją ziemię obiecaną.


Posłuchaj
55:59 Jak wioska rybacka miastem się stała Jak wioska rybacka miastem się stała - audycja Hanny Marii Gizy z cyklu "Klub ludzi ciekawych wszystkiego". (PR, 2008)

 

Po tym, jak na mocy traktatu wersalskiego Polska otrzymała w 1920 roku sto czterdzieści kilometrów wybrzeża, odbyły się uroczyste zaślubiny z Bałtykiem. 10 lutego 1920 delegacja polska na czele z gen. Józefem Hallerem przybyła do Pucka. Odprawiono nabożeństwo, wciągnięto na maszt banderę, generał wrzucił do morza pierścień - wszak to zaślubiny. W dniu tym Zatoka Pucka była jednak zamarznięta - pierścień potoczył się po lodzie. – Wtedy te wszystkie uroczystości miały bardziej naturalny charakter - komentował to wydarzenie ppłk Juliusz Tym, historyk, adiunkt w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie, gość dwójkowego "Klubu Ludzi Ciekawych Wszystkiego". – Dziś z pewnością pojawiłaby się wcześniej ekipa, która wycięłaby przerębel, by było gdzie ten pierścień wrzucić. Kiedyś nie robiono takich szopek – ocenił ppłk Tym.

Na całej długości polskiego wybrzeża trudno było o miejsce, które gwarantowałoby nam realny – tak gospodarczo, jak i militarnie – dostęp do morza. Mieliśmy zaledwie kilka przystani morskich. Blokada polskiego handlu i żeglugi, jaką wprowadziło podczas wojny polsko-bolszewickiej Wolne Miasto Gdańsk, przekonała ówczesne władze naszego kraju, że budowa niezależnego portu jest nie tylko potrzebą, ale i koniecznością.

"Najdogodniejszym miejscem do budowy portu wojennego (jak również w razie potrzeby handlowego) jest Gdynia, a właściwie nizina między Gdynią a Oksywą, położoną w odległości 16 km od Nowego Portu w Gdańsku" – pisał w sprawozdaniu skierowanym do ówczesnego dyrektora Departamentu Spraw Morskich Ministerstwa Spraw Wojskowych inżynier Tadeusz Wenda. Był to czerwiec 1920 roku. Inżynier Wenda, który został wydelegowany na Pomorze, by znaleźć najlepsze miejsce na przyszły polski port, argumentował swój wybór choćby tym, że Gdynia ma korzystne warunki hydrograficzne, jest osłonięta od wiatrów, a niedaleko znajduje się stacja kolejowa. I tak wioska letniskowa została naznaczona, by stać się nowoczesnym miastem portowym.

Gdynia,
Gdynia, Dworzec Morski, przed nim Nabrzeże Francuskie, 1936-1939 rok.

– Miejsce, które zostało wybrane, było osłonięte od strony Gdańska, jak i od północy, naturalnym pasmem wzniesieniem – przypomniał ppłk Juliusz Tym. – Z punktu widzenia obrony rejonu portu miało to również bardzo ważne znaczenie.

Rozmówca Hanny Marii Gizy przypomniał również, że od początku planowano, że Gdynia będzie nowoczesnym miastem. Budowano ją zatem z rozmachem, w nowoczesnym jak na ówczesne czasy stylu. Tak rodziło się miasto dynamicznego rozwoju, z perspektywami, synonim amerykańskiego cudu, najbardziej amerykańskie wśród polskich miast.

Posłuchaj, jak wioska rybacka miastem się stała.

(jp)

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Eugeniusz Kwiatkowski przez całe życie chciał zmieniać Polskę

Ostatnia aktualizacja: 22.08.2020 05:55
- Nieraz myślałem sobie, czego to nie można by dokonać w Polsce z takimi zespołami ludzi, jakich spotkałem w Gdyni, Mościcach albo w Stalowej Woli - pisał Eugeniusz Kwiatkowski, wielki wizjoner II RP.
rozwiń zwiń