Historia

Grudzień '70. Początek robotniczej rewolty na Wybrzeżu

Ostatnia aktualizacja: 14.12.2020 06:00
14 grudnia 1970 roku w Gdański po godz. 6 rano około 60 pracowników Stoczni im. Lenina przerwało pracę. Żądali cofnięcia podwyżki ogłoszonej 12 grudnia.
Czołg na ulicach Gdańska, grudzień 1970 roku
Czołg na ulicach Gdańska, grudzień 1970 rokuFoto: zbiory IPN Gdański

Posłuchaj
05:50 Prof. Jerzy Eisler o genezie Grudnia 1970 roku Geneza wydarzeń na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku - komentarz historyka prof. Jerzego Eislera. (PR, 2011)

 

Po godz. 11 blisko tysiąc robotników opuściło stocznię. Robotnicy skandowali "Chodźcie z nami", śpiewali m.in. hymn, "Boże coś Polskę". Pod siedzibą Komitetu Wojewódzkiego domagali się rozmowy z I sekretarzem pomorskiego Komitetu Centralnego PZPR, Alojzym Karkoszką, który w tym czasie uczestniczył w VI plenum Partii.

Przed południem demonstrowało już od 2 do 3 tysięcy ludzi. Już wówczas obok postulatów ekonomicznych pojawiły się żądania usunięcia z rządu i kierownictwa PZPR Władysława Gomułki, Józefa Cyrankiewicza, Mieczysława Moczara i Stanisława Kociołka.

Dowiedz się więcej z serwisu specjalnego o robotniczym powstaniu w grudniu 1970 roku:

src="http://static.prsa.pl/3ab8a157-2f35-48fb-bac0-16cf62734030.file"

Tego samego dnia władze przerwały łączność telefoniczną Gdańska z resztą kraju i przygotowały się na pacyfikację miasta.

Po godz. 14 demonstranci wkroczyli na dziedziniec Politechniki Gdańskiej i nawoływali studentów, aby przyłączyli się do nich. Później tłum dotarł do gmachu Polskiego Radia. Esbecy rozkazali pracownikom demontaż nadajnika. Demonstranci zażądali uruchomienia go. Zamierzali wygłosić apel do robotników w innych częściach kraju. Jednak to się nie udało.

Około godz. 15.15 Zenon Kliszko, najbliższy współpracownik Gomułki, telefonicznie przekazał decyzję o użyciu milicji przeciwko robotnikom. O godz. 15.50 oddziały ZOMO i milicji zablokowały drogę manifestantom. Doszło do pierwszych ulicznych walk. Na użycie petard i gazu łzawiącego demonstranci odpowiedzieli kamieniami. O 16.15 zarządzono blokadę telefoniczną dla zagranicy.

Walki przeciągnęły się aż do nocy. W tym czasie protestujący dwukrotnie próbowali podpalić gmach Komitetu Wojewódzkiego. Jak wynika z oficjalnych danych, rannych zostało 35 osób, a 329 zostało aresztowanych. Zostali brutalnie pobici. Zatrzymanych przepuszczano przez "ścieżki zdrowia" i rozwożono do więzień w Gdańsku, Pruszczu Gdańskim i Wejherowie.

Podwyżki iskrą zapalną

12 grudnia w Stoczni im. Lenina - podobnie, jak we wszystkich zakładach pracy całego kraju - odbywały się zebrania podstawowych organizacji partyjnych. Na spotkaniach odczytano list Biura Politycznego KC PZPR. W otwartym zebraniu na wydziale K-3 wziął udział członek Biura Politycznego i wicepremier Stanisław Kociołek. W spotkaniu uczestniczyło około 3 tys. robotników. Na wiadomość o podwyżce cen przekazaną przez Kociołka, sala zareagowała protestami.

W trakcie burzliwej dyskusji wicepremier oświadczył: "Ja do was po pomoc nie przyjechałem, macie robić swoje, pomocy nie potrzebuję". Powiedział, że zarobki w tej grupie są stosunkowo wysokie. Zarzucił łamanie dyscypliny partyjnej tym, którzy zgłaszali wątpliwości. Spotkanie skończyło się ogólnym zamieszaniem. Do Warszawy przekazano meldunek o nastrojach w Gdańsku: "Generalnie rzecz biorąc podstawowe organizacje partyjne odrzucają list Biura Politycznego".

Wieczorem w radiu i telewizji podany został komunikat w sprawie wprowadzenia z dniem 13 grudnia regulacji cen. Podwyżki obejmowały 45 grup artykułów, głównie spożywczych.

Dzień później, 13 grudnia, w związku z tak zwaną niedzielą handlową znaczna część sklepów na terenie całego kraju była otwarta. Polacy robili przedświąteczne zakupy i komentowali nowe ceny. Służba Bezpieczeństwa odnotowywała pojawiające się głosy niezadowolenia.

Komenda Wojewódzka MO w Gdańsku odnotowała szereg "wrogich" napisów, m.in.: "Precz z okupacją bolszewicką", "Gdzie jest smalec", "Precz z socjalizmem", "Precz z Gomułką", "Robotnicy, dlaczego jest podwyżka", "Ludu pracujący odbierają nam chleb. Polska wolna".

Prof. Jerzy Eisler w swojej monografii na temat Grudnia 1970 pisze: "Aparat Bezpieczeństwa czynił przygotowania takie, jakby jego skoszarowani od soboty rano przedstawiciele wybierali się na wojnę z własnym narodem. Kierownictwo partyjno-państwowe w Warszawie oczekiwało z niepokojem  na meldunki napływające z terenu, ale chyba jednak wierzyło w to, że społeczeństwo tym razem przyjmie podwyżkę cen z pokorą".

Tak się nie stało. Był to pretekst do największej tragedii w powojennej historii Polski.

Zginęło 45 osób, a rannych zostało 1165, z tego 154 w wyniku postrzałów. Aresztowano 146 osób.

Władze przez wiele lat ukrywały liczbę ofiar, cenzura ograniczała wszelkie informacje na ten temat. Do dzisiaj niejasna jest sprawa wydania rozkazu strzelania do robotników.

Do pacyfikacji robotniczych protestów użyto 27 tys. żołnierzy, 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych, 108 samolotów i śmigłowców oraz 40 łodzi patrolowych Marynarki Wojennej. W walkach użyto prawie 80 tys. sztuk pojemników z gazem.

im

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Poznański Czerwiec. Pierwszy masowy bunt w PRL

Ostatnia aktualizacja: 23.06.2019 11:48
– Nie był to pierwszy protest poznańskich robotników. Już w 1955 roku dochodziło do przerw w pracy, które miały dać kierownictwu do zrozumienia, że pracownicy są niezadowoleni. Nie groziły one jeszcze jednak komunistom utratą twarzy z powodu tego, że nie panują nad sytuacją – powiedział historyk prof. Konrad Białecki. W audycji "PRL – historia prawdziwa" rozmowa o największej masakrze w Polsce po II wojnie światowej.
rozwiń zwiń

Czytaj także

12 grudnia 1970. Podwyżki cen wywołują protest robotników

Ostatnia aktualizacja: 12.12.2019 05:56
Wprowadzona 12 grudnia podwyżka cen detalicznych mięsa, przetworów mięsnych oraz innych artykułów spożywczych obiegła cały kraj - najpierw za pośrednictwem radia, później prasy.
rozwiń zwiń